Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Przerwanie leczenia to pewna śmierć! Guz mózgu nie daje za wygraną...

Justyna Drąg

Przerwanie leczenia to pewna śmierć! Guz mózgu nie daje za wygraną...

589 448,00 zł ( 68,68% )
Wsparło 18466 osób
Cel zbiórki:

CHEMIOTERAPIA I IMMUNOTERAPIA W KLINICE W MONTERREY – KONTYNUACJA

Organizator zbiórki: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Justyna Drąg
Tarnów, małopolskie
Złośliwy guz mózgu – Pineoblastoma
Rozpoczęcie: 13 Grudnia 2018
Zakończenie: 4 Czerwca 2019

Poprzednie zbiórki:

Justyna Drąg
502 989,57 zł ( 102,42% )
Wsparły 23843 osoby
22.03.2018 - 25.04.2018

Chemioterapia i immunoterapia w klinice w Monterrey – ostatnia szansa Justyny

502 989,57 zł ( 102,42% )

Chemioterapia i immunoterapia w klinice w Monterrey – ostatnia szansa Justyny

Rezultat zbiórki

W weekend dotarła do nas wiadomość najgorsza z możliwych. Justyna zmarła 13 czerwca. Przez 8 lat walczyła z guzem mózgu. Odchodząc, miała tylko 24 lata... Wierzymy, że teraz jest tak, gdzie nie ma chorób, bólu i cierpienia. 

Rodzinie i bliskim Justyny składamy szczere kondolencje. 

Justyna Drąg

Aktualizacje

Zmniejszenie kwoty zbiórki

Gdy jedna walka się kończy, inna wciąż może zostać wygrana. Ciężka walka małej Nicolki dobiegła końca. Leczenie musiało zostać przerwane. Mama Nicolki – pani Marlena – środki, które zostały ze zbiórki, postanowiła przekazać dla Justyny, by jej walka mogła trwać dalej. 

Kwotę zbiórki Justyny możemy zatem zmniejszyć o 100 tys. złotych. Wierzymy, że walka Justyny okaże się zwycięska. O jej leczeniu będziemy Was na bieżąco informować...

Leczenie Justyny – walka trwa!

"Wyniki badań mówią same za siebie – guzy się zmniejszyły, terapia przynosi efekty. Niestety niedawno pojawiły się komplikacje – Justyna musiała mieć operację usunięcia zbiornika Ommaya, ponieważ zaczął źle funkcjonować. W głowie zaczęło gromadzić się powietrze i powstało ciśnienie, które ,,miażdżyło" mózg. Justynka słabła, była wciąż senna. Na szczęście teraz jej stan się poprawia. Wciąż jesteśmy w Meksyku. Leczenie trwa.

Skąd mamy na to wszystko siły? Wy jesteście naszym motorem. Wiele energii czerpiemy od Was i, jak każdy rodzic, wierzymy w to, że z każdym dniem będzie lepiej. Walczymy o naszą córkę, ale mamy świadomość, że bez Was nie mielibyśmy tej szansy. I chociaż łatwiej jest dawać niż brać, chcielibyśmy Was po raz kolejny poprosić o dalszą pomoc dla Justyny". 

–rodzice Justyny

Justyna Drąg

Opis zbiórki

“Jesteśmy w trakcie leczenia ostatniej szansy! Guz mózgu to potwornie trudny przeciwnik, dlatego ta walka jest niebywale ciężka. Gdybyśmy jednak zostały w kraju o żadnej walce nie byłoby mowy. Justyny nie byłoby już z nami. Tutejsza medycyna jest bezradna…”

Dzięki ludziom o wielkich sercach Justyna żyje. W kwietniu poleciała do kliniki w Monterrey w Meksyku – jedynego miejsca, które dało jej nadzieję na ratunek. Guzy w rdzeniu w dużym stopniu zmniejszyły się i jest nadzieja, że całkowicie znikną. Justyna ma podawaną chemię przez tętnicę udową do rdzenia kręgowego i przez zbiornik Ommaya bezpośrednio do głowy, ponieważ szczegółowa diagnostyka pokazała, że i tam jest guz. Niestety – dziś znów sytuacje robi się dramatyczna. Leczenie trzeba kontynuować, ale nie ma już pieniędzy na kolejne cykle. Rezygnacja będzie oznaczała już tylko jedno – śmierć…

Justyna Drąg

Justyna: Mam 22 lata. Na onkologię trafiłam jako dziecko, a opuściłam ją już jako dorosła osoba. Osiem lat temu wykryto u mnie raka – nowotwór mózgu, złośliwy i nieuleczalny. Pamiętam, że to był dzień pierwszej komunii mojego brata. Nie mogłam wytrzymać z bólu, czułam się tak, jakby moja głowa miała zaraz wybuchnąć. Wszystko, na co patrzyłam, widziałam podwójnie. Jako dziecko bardzo bałam się słuchać o chorobach, a teraz siedziałam w obecności mamy i lekarza i słyszałam, że to rak, że umieram, że w wieku 15 lat moje życie się kończy. Tak samo jak o siebie bałam się o mamę – nigdy nie lubiłam, kiedy płakała, a tamtego dnia cały czas widziałam łzy na jej twarzy.

Mama Justyny: Tego samego dnia, kiedy postawiono diagnozę, dowiedziałam się, że Justysia ma 20% szans na przeżycie, że do tej pory w Polsce było tylko dwoje dzieci z tą diagnozą i żadne z nich nie przeżyło. Próbowałam powstrzymywać łzy przy Justysi, ale kiedy wyobrażałam sobie, że mogłabym ją stracić, same strumieniami płynęły mi po policzkach. Potem tygodniami siedziałam przy jej łóżku i patrzyłam, jak bardzo brutalna jest jej choroba, jak bardzo ją zmienia, ile powoduje bólu i cierpienia.

Justyna Drąg

Justyna: Cały mój dziewczęcy świat runął w jednej chwili. Myślałam, że to sen, z którego zaraz się obudzę. Znałam to uczucie ulgi, które nadchodzi po najokropniejszym koszmarze i chciałam wierzyć, że znów za chwilę je poczuję. Niestety za każdym razem budziłam się tak samo – coraz słabsza, na szpitalnym łóżku i garściami włosów na poduszce. Potem patrzyłam w lustro i nie potrafiłam poznać sama siebie. Po kilku miesiącach przeszłam pierwszą operację usunięcia guza. Kilkanaście dni byłam w śpiączce. Obudziłam się. Pamiętam, że przed operacją obiecałam to mamie. Nie mogłam mówić, ani chodzić, do dzisiaj widzę podwójnie. Z dnia na dzień stałam się niepełnosprawna...

Mama Justyny: Widziałam własne dziecko, które nie ma siły wstać z łóżka. Tak bardzo bałam się, że kiedyś przyjadę do szpitala, a jej już nie będzie. Dlatego w szpitalu spędzałam jak najwięcej czasu. Na onkologii przeżywałam piekło, bo widok Justysi w takim stanie był najgorszą torturą. Któregoś dnia lekarz powiedział mi, że już nie ma nadziei, że mam pogodzić się z tym, że Justysia odejdzie. A ona tak bardzo przecież chciała żyć.

Justyna Drąg

Justyna: Byłam w tragicznym stanie, ale cały czas powtarzałam, że nie chcę umierać. I chyba faktycznie uwierzyłam w to, że mam szansę wygrać. W końcu mój stan zaczął się poprawiać. Tak spędziłam trzy lata – trzy lata w przekonaniu, że wygrywam ja, nie rak.

Mama Justyny: Któregoś dnia zauważyłam, że Justynce bardzo drżą ręce. Pojechałyśmy do szpitala i usłyszałyśmy to, czego najbardziej nie chciałyśmy usłyszeć. Przerzuty do rdzenia kręgowego! Znów chemia, znów radioterapia. Nasza historia zatoczyła koło. Rak wrócił silniejszy. Guzy w rdzeniu powiększały się, a chemia przestała działać. Jak dziś pamiętam słowa lekarza – “Proszę jej dać umrzeć…”.

Justyna: Przez guzy, które naciskają na rdzeń przestałam chodzić. Dziś jestem sparaliżowana od pasa w dół. W Polsce zaproponowano mi ostatnią chemioterapię, która miała zatrzymać rozrost nowotworu. Przyjęłam ją – nie pomogła. Przez siedem lat poznałam najstraszniejsze rzeczy, które rak może wyrządzić człowiekowi. Straciłam część swojej młodości, nigdy nie odzyskam dawnego wyglądu i dawnej sprawność, ale nie mogę umrzeć! Chcę żyć – dla siebie i dla mamy!

Justyna Drąg

Mama Justyny: W Polsce i w Europie nikt nie był w stanie pomóc. Wszystkie możliwości leczenia zostały wyczerpane... Ostatnią nadzieję otrzymałyśmy w klinice w Monterrey. Mówiąc te słowa, mam w głowie jedno zdanie, które usłyszałam od córki. “Mamo, jeśli dasz radę, poleć tam ze mną…”. Obiecałam sobie i jej, że zrobię wszystko, by tak było.

Dzięki pomocy Darczyńców w kwietniu Justyna rozpoczęła leczenie w klinice w Meksyku. Dzięki temu wciąż żyje. Jest bardzo ciężko, ale leczenie działa, dlatego trzeba je kontynuować!

Oprócz raka jest jeszcze jeden przeciwnik – upływający czas. Do 4 lutego musimy zapłacić za cykl chemioterapii, na który nie mamy już pieniędzy. Potem za kolejne… Boimy się myśleć o tym, co będzie, jeżeli nie zdążymy. Rak przecież nie poczeka, nie da więcej czasu.

Nie wyobrażam sobie, że moje dziecko miałoby umrzeć przede mną, dlatego jako matka błagam Cię o pomoc dla Justyny! Ten cud może się wydarzyć tylko z Twoją pomocą...

589 448,00 zł ( 68,68% )
Wsparło 18466 osób

Obserwuj ważne zbiórki