Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Stan Justyny dramatycznie się pogarsza! Pilnie potrzebne leczenie!

Justyna Drąg
502 989,57 zł ( 102,42% )
Wsparły 23843 osoby
Cel zbiórki:

Chemioterapia i immunoterapia w klinice w Monterrey – ostatnia szansa Justyny

Organizator zbiórki: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Justyna Drąg
Tarnów, małopolskie
Złośliwy guz mózgu – Pineoblastoma
Rozpoczęcie: 22 Marca 2018
Zakończenie: 25 Kwietnia 2018

Rezultat zbiórki

Justyna jest w trakcie leczenia w klinice w Monterrey. Dzięki ludziom o wielkich sercach Justyna żyje. W kwietniu poleciała do kliniki w Monterrey w Meksyku – jedynego miejsca, które dało jej nadzieję na ratunek. Guzy w rdzeniu w dużym stopniu zmniejszyły się i jest nadzieja, że całkowicie znikną. Justyna ma podawaną chemię przez tętnicę udową do rdzenia kręgowego i przez zbiornik Ommaya bezpośrednio do głowy, ponieważ szczegółowa diagnostyka pokazała, że i tam jest guz. Niestety – dziś znów sytuacje robi się dramatyczna. Leczenie trzeba kontynuować, ale nie ma już pieniędzy na kolejne cykle, dlatego trwa zbiórka pieniędzy na kontynuację. 

Justyna Drąg

Justyna Drąg

Aktualizacje

Leczenie

Justyna jest już po pierwszej chemioterapii. Na początku było bardzo ciężko – musiałyśmy zostać w klinice dłużej, bo Justynka po chemii wymagała podania dodatkowych kroplówek, płynów przeciwwymiotnych i elektrolitów. To już kolejne leczenie i jej organizm jest wyniszczony i słabszy. 

Teraz, kiedy jesteśmy już w Monterrey, nie możemy przerwać leczenia. Prosimy, bądźcie z nami w tej walce.

Opis zbiórki

Nigdy wcześniej upływający czas nie wydawał nam się tak straszny! Nigdy mijające godziny nie przerażały tak bardzo… Stan Justyny dramatycznie się pogarsza – guzy w rdzeniu rosną. Już teraz musimy stawić się w klinice, żeby rozpocząć leczenie. Inaczej każdy dzień będzie przybliżała Justynę do śmierci! 

Justyna: Mam 22 lata. Na onkologię trafiłam jako dziecko, a opuściłam ją już jako dorosła osoba. Siedem lat temu wykryto u mnie raka – nowotwór mózgu, złośliwy i nieuleczalny. Pamiętam, że to był dzień pierwszej komunii mojego brata. Nie mogłam wytrzymać z bólu, czułam się tak, jakby moja głowa miała zaraz wybuchnąć. Wszystko, na co patrzyłam, widziałam podwójnie. Jako dziecko bardzo bałam się słuchać o chorobach, a teraz siedziałam w obecności mamy i lekarza i słyszałam, że to rak, że umieram, że w wieku 15 lat moje życie się kończy. Tak samo jak o siebie bałam się o mamę – nigdy nie lubiłam, kiedy płakała, a tamtego dnia cały czas widziałam łzy na jej twarzy.

Justyna Drąg

Mama Justyny: Tego samego dnia, kiedy postawiono diagnozę, dowiedziałam się, że Justysia ma 20% szans na przeżycie, że do tej pory w Polsce było tylko dwoje dzieci z tą diagnozą i żadne z nich nie przeżyło. Próbowałam powstrzymywać łzy przy Justysi, ale kiedy wyobrażałam sobie, że mogłabym ją stracić, same strumieniami płynęły mi po policzkach. Potem tygodniami siedziałam przy jej łóżku i patrzyłam, jak bardzo brutalna jest jej choroba, jak bardzo ją zmienia, ile powoduje bólu i cierpienia.

Justyna: Cały mój dziewczęcy świat runął w jednej chwili. Myślałam, że to sen, z którego zaraz się obudzę. Znałam to uczucie ulgi, które nadchodzi po najokropniejszym koszmarze i chciałam wierzyć, że znów za chwilę je poczuję. Niestety za każdym razem budziłam się tak samo – coraz słabsza, na szpitalnym łóżku i garściami włosów na poduszce. Potem patrzyłam w lustro i nie potrafiłam poznać sama siebie. Po kilku miesiącach przeszłam pierwszą operację usunięcia guza. Kilkanaście dni byłam w śpiączce. Obudziłam się. Pamiętam, że przed operacją obiecałam to mamie. Nie mogłam mówić, ani chodzić, do dzisiaj widzę podwójnie. Z dnia na dzień stałam się niepełnosprawna...

Justyna Drąg

Mama Justyny: Przez półtora roku kursowałam pomiędzy domem, a szpitalem. Starałam się być z Justysią jak najwięcej. Widziałam, jak bardzo źle znosi kolejne chemie i wiedziałam, że nie może być sama. Z każdym kolejnym cyklem było coraz ciężej. Widziałam własne dziecko, które nie ma siły wstać z łóżka. Tak bardzo bałam się, że kiedyś przyjadę do szpitala, a jej już nie będzie. Dlatego w szpitalu spędzałam jak najwięcej czasu. Wyniki morfologii spadały na łeb na szyję. Wielokrotnie trzeba było przetaczać krew. Na onkologii przeżywałam piekło, bo widok Justysi w takim stanie był najgorszą torturą. Któregoś dnia lekarz powiedział mi, że już nie ma nadziei, że mam pogodzić się z tym, że Justysia odejdzie. A ona tak bardzo przecież chciała żyć.

Justyna: Byłam w tragicznym stanie, ale cały czas powtarzałam, że nie chcę umierać. I chyba faktycznie uwierzyłam w to, że mam szansę wygrać. W końcu mój stan zaczął się poprawiać. Tak spędziłam trzy lata – trzy lata w przekonaniu, że wygrywam ja, nie rak.

Justyna Drąg

Mama Justyny: Któregoś dnia zauważyłam, że Justynce bardzo drżą ręce. Pojechałyśmy do szpitala, bo po kilku latach walki z rakiem nie da się ignorować takich objawów. Usłyszałyśmy to, czego najbardziej nie chciałyśmy usłyszeć. Przerzuty do rdzenia kręgowego! Znów chemia, znów radioterapia. Nasza historia zatoczyła koło. Rak wrócił silniejszy. Guzy w rdzeniu powiększały się, a chemia przestała działać. Jak dziś pamiętam słowa lekarza – “Proszę jej dać umrzeć…”.

Justyna: Przez guzy, które naciskają na rdzeń przestałam chodzić. Dziś jestem sparaliżowana od pasa w dół. W Polsce zaproponowano mi ostatnią chemioterapię, która miała zatrzymać rozrost nowotworu. Przyjęłam ją – nie pomogła. Przez siedem lat poznałam najstraszniejsze rzeczy, które rak może wyrządzić człowiekowi. Straciłam część swojej młodości, nigdy nie odzyskam dawnego wyglądu i dawnej sprawność, ale nie mogę umrzeć! Chcę żyć – dla siebie i dla mamy!

Mama Justyny: W Polsce i w Europie już nikt nie pomoże mojemu dziecku! Wszystkie możliwości leczenia zostały wyczerpane. Ostatnia nadzieja czeka w klinice w Meksyku, w Monterrey. Jedynie tam lekarze dają szansę na pokonanie choroby. Planowana jest specjalna chemioterapia i immunoterapia. Koszty są zawrotne, a czasu bardzo mało. Stan Justysi jest tak zły, że lekarze kazali nam się stawić w klinice 10 kwietnia. Za pierwszą chemię zapłacimy sami, ale choćbym dwoiła się i troiła, nie zapłacę za kolejne. Wtedy wszystko pójdzie na marne. Mamy bardzo mało czasu, najgroźniejszego przeciwnika przed sobą i ogromny lęk w sercu. Jeśli nam pomożecie, zmierzymy się z nowotworem po raz ostatni. Kolejnej szansy nie będzie.

Mówiąc te słowa, mam w głowie jedno zdanie, które usłyszałam kilka dni temu od córki. “Mamo, jeśli dasz radę, poleć tam ze mną…”. Obiecałam sobie i jej, że zrobię wszystko, by tak było. Błagam Cię, pomóż mi dotrzymać tej obietnicy.

502 989,57 zł ( 102,42% )
Wsparły 23843 osoby
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki