Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Z porodówki na onkologię – Sandra od urodzenia walczy z białaczką!

Sandra Pasoń
Zbiórka zakończona

Z porodówki na onkologię – Sandra od urodzenia walczy z białaczką!

Cel zbiórki:

zakup 10 opakowań nierefundowanego leku Blincyto

Sandra Pasoń, 6 lat
Opole, opolskie
Wrodzona białaczka
Rozpoczęcie: 26 Marca 2019
Zakończenie: 16 Maja 2019

Opis zbiórki

Rozczarowanie? Żal do losu? Wściekłość? Nie wiem, które z tych uczuć towarzyszyły mi najbardziej, kiedy zaraz po przyjściu córeczki na świat, zaczęła się jej walka o życie. Nie rozumiem, dlaczego początek musiał być tak bolesny, dlaczego mając zaledwie 8 dni, Sandra musiała przyjąć pierwszą dawkę chemii. Była taka maleńka, jej życie dopiero co się rozpoczęło, a już mogła je stracić. Za nami dwa i pół roku walki z rakiem. Przeszczep szpiku się udał, ale to nie koniec. By nie doszło do wznowy, trzeba podać nierefundowany lek – Blincyto. Proszę Cię o pomoc, by nasza walka nie poszła na marne.

Sandra Pasoń

Zamiast kolorowych zabawek i własnego pokoiku były wenflony, igły, worki z chemią i szpitalna sala. Nie było spokojnie grającej karuzeli nad łóżeczkiem. Zamiast niej był przerażający dźwięk respiratora i szpitalnych maszyn. Nie było odwiedzin babć, dziadków, cioć i wujków. Były wizyty lekarzy i pielęgniarek.

Drugi dzień życia Sandry. To właśnie wtedy poznajemy diagnozę – najgorszą z możliwych. Rak, nowotwór, białaczka – te słowa przewijają się przez całą rozmowę z lekarzem. Nie wierzymy, nie jesteśmy w stanie. Nasze dziecko urodziło się z rakiem. Nowotwór rozpanoszył się po jej organizmie jeszcze kiedy była w moim brzuchu… Czemu padło na nią, a nie na mnie? W trybie natychmiastowym zostajemy skierowani do wrocławskiego Przylądka Nadziei. Kiedy inni rodzice po kilku dniach zabierają swoje dzieci do domów, my przekraczamy próg onkologii. Nasza córeczka jest najmłodsza na oddziale…

W ósmym dniu swojego życia Sandra przyjmuje pierwszą chemię. Jest źle. Jest przecież taka mała i delikatna, a leczenie niebywale agresywne. Chemioterapia potrafi skrajnie wycieńczyć dorosłego człowieka. A co dopiero, kiedy chodzi o 8-dniowe dziecko? Najpierw dochodzi do krwawienia z układu pokarmowego. Przez całą dobę lekarze walczą o jej życie i, kiedy myślimy, że kryzys zostaje zażegnany, przychodzi kolejny. Sandra przestaje ruszać rączkami i nóżkami – dochodzi do paraliżu, który z czasem postępuje. Do tego stopnia, że Sandra przestaje oddychać.

Pamiętam, że tamtego dnia przyszedł do mnie lekarz i powiedział, żebym się z nią pożegnała. Sandrę trzeba było zaintubować i podłączyć do respiratora. Nie wiadomo było, czy córeczka to przeżyje. Rurka podłączona bezpośrednio do tchawicy sprawiła, że ugięły się pode mną nogi. Sandrusia nie mogła wydać z siebie żadnego dźwięku. Patrzyłam na jej buzię, gdy płakała, na łzy lecące po jej policzku, na grymas bólu, a w pokoju było zupełnie cicho. Sandra płakała bezgłośnie. A mi kroiło się serce z bezsilności.


Mijają godziny, dni, tygodnie. Sandra wciąż leży pod respiratorem. Po dwóch miesiącach wreszcie porusza rączką – to punkt przełomowy. Jej stan wreszcie zaczyna się poprawiać, zaczyna sama oddychać. Wtedy rak atakuje ponownie. Przez kolejne miesiące Sandra znów przyjmuje chemię. Tym razem znosi ją lepiej. Leczenie trwa prawie rok. Dopiero wtedy możliwy jest przeszczep szpiku.

Sandra Pasoń

W listopadzie 2017 Sandra przeszła przeszczep szpiku. Długie dni spędziłyśmy w izolatce, potem jeszcze kilka długich tygodni na oddziale, by wreszcie usłyszeć, że raka już nie ma! Udało się! W styczniu, po 15 miesiącach i 12 dniach, mogliśmy zabierać Sadrusię do domu. To był pierwszy raz, od kiedy przyszła na świat. Przez długi czas nie mogłam uwierzyć, że w ręku trzymam wypis…

Walka jednak się nie kończy. Teraz, po ponad roku od przeszczepu, Sandra musi przyjąć nierefundowany lek Blincyto, który ma nie dopuścić do wznowy i raz na zawsze rozprawić się z rakiem. Co będzie, jeśli go nie przyjmie? Szanse na to, że rak wróci będą zdecydowanie większe…

Wielkie serca Pomagaczy nie raz już pokazywały, że niemożliwe nie istnieje. Bądźmy razem także teraz. Pomóżmy uchronić Sandrę przed wznową!

Obserwuj ważne zbiórki