Błagam o pomoc, by mój synek mógł pokonać raka mózgu

Zbiórka na cel: Operacja guza mózgu w klinice w Tubingen
Zbiórka zakończona
Paweł Fiutek
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 4 845 osób
131 280 zł (101,82%)

Paweł, 10 lat

Guz mózgu - nowotwór brodawkowaty szyszynki

Żarki, śląskie

Rozpoczęcie: 22 Czerwca 2017
Zakończenie: 30 Czerwca 2017

Chciałbym opowiedzieć Ci historię mojego syna. Historię, w której pojawia się to, co nigdy nie powinno mieć miejsca w życiu żadnego dziecka. Rak... Ja, tata tego dzielnego chłopca, proszę dziś o Twoją pomocy, by Paweł mógł przejść operację, która uwolni go od piekła tej straszliwej choroby…

Nowotwór, który zaatakował mojego syna, jest tak rzadki, że zanotowano jedynie kilkadziesiąt takich przypadków. Nie w Polsce. Na całym świecie. Tak rzadki, że nie ma nawet protokołu leczenia, nie stosuje się chemioterapii! Pawełek ma włosy, brwi i rzęsy, nie wygląda jak większość dzieci z oddziału onkologii, ale jest taki sam, jest dzieckiem walczącym z rakiem, o poważnych oczach, już bez tej dziecięcej beztroski, bo odebrał mu ją nowotwór.

Szukałem pomocy dla mojego syna na całym świecie. Znalazłem. Teraz potrzebuję Ciebie, by go ratować…

Byłem przy narodzinach syna. Czuwałem w nocy przy łóżeczku, karmiłem, kąpałem. Uczyłem mówić, uczyłem chodzić. Paweł jest dzieckiem pełnym życia, zawsze wszędzie było go pełno, rozpierała go energia; zawsze był wesoły, pogodny, energiczny. Dzisiaj dzieciaki spędzają całe dnie przed komputerem; Pawełek był inny, kochał być w ruchu, od trzeciego roku życia chodził na treningi, grał w piłkę, biegał, pływał. Startował w biegach dla dzieci; pamiętam, jak w grudniu 2015 roku w Biegu Mikołajkowym zajął drugie miejsce. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem go tak szczęśliwego tak jak wtedy… Paweł nigdy nie chorował, nigdy nie brał żadnych leków. Cieszyliśmy się z żoną, że mamy takie wspaniałe, zdrowe dziecko… Tak było przez 9 lat.

To zaczęło się w zeszłym roku - bywały dni, w których Paweł był mniej ruchliwy, bardziej wyciszony. Myśleliśmy, że dorasta, przecież poszedł do trzeciej klasy, że poważnieje. Czy przypuszczałbyś, że to, że Twoje dziecko jest spokojne, to pierwszy objaw guza mózgu…? Nam nawet nie przyszło to do głowy. Ta myśl, straszna, natrętna, gwałtowna, pojawiła się dopiero znacznie później, gdy u Pawła zaczęły się bóle. Zdarzały się tylko w nocy, syn nie mógł spać, bolała go głowa, oczy, wymiotował. W ciągu dnia funkcjonował normalnie, chodził do szkoły, biegał za piłką, czytał, odrabiał lekcje, jadł z nami kolację. Gdy jednak kładł się do łóżka, zaczynał się koszmar. Wtedy chyba poznałem, czym jest bezsilność; Paweł cierpiał tak, że czasami okładał głowę pięściami, a ja nie mogłem nic zrobić, szukaliśmy ratunku, ale on nie przychodził. Chodziliśmy do okulisty, lekarza rodzinnego, robiono mu badania krwi; byliśmy na SOR-ze na konsultacji neurologicznej, bo do neurologa mieliśmy wyznaczony termin w trybie pilnym na luty 2017. W październiku ubiegłego roku wywalczyliśmy przyjęcie Pawła na pediatryczny oddział okulistyczny. Nigdzie nie udało nam się jednak dowiedzieć, co dolega Pawełkowi. Bólu syna nie traktowano poważnie. Niektórzy lekarze podejrzewali, że Paweł symuluje.

Tak było do czasu zrobienia rezonansu magnetycznego.

Najgorszy dzień w moim życiu - to był właśnie ten dzień, dzień rezonansu, dzień diagnozy. Dzień, w którym u mojego dziecka wykryto raka.

Od tego czasu nic już nie jest i nigdy nie będzie takie same. 

Z okulistyki przewieziono nas karetką na neurochirurgię dziecięcą w Katowicach. Jej dźwięk, ten sygnał, był jak gong, oznaczający początek walki – bo właśnie tam wkroczyliśmy na onkologiczny ring, zaczynając wojnę z rakiem. Przerażeni, ale też zdeterminowani, rozpoczęliśmy walkę o zdrowie i życie Pawełka.

Wkrótce okazało się, że walczymy z bardzo rzadko występującym nowotworem - brodawkowatym guzem szyszynki. Na tyle rzadkim, że nie ma nawet jego protokołu leczenia! Jeśli zna się przeciwnika, można przewidzieć jego następny ruch, wypunktować słabe strony, zaplanować atak. Jeśli nie wie się nic, walka jest bardzo, bardzo trudna…

Pawełek musi przejść 2 operacje -  taki plan leczenia przedstawiono nam w Polsce. Pierwszą operację zrobiono tydzień po diagnozie. Drugą, polegająca na otwarciu czaszki i usunięciu guza - w styczniu. Baliśmy się, Pawełek, ja i cała nasza rodzina, ale czekaliśmy też na nią jak na zbawienie. Gorsza od strachu przed operacją była tylko świadomość, że w głowie Pawełka tkwi śmiertelny nowotwór, który z każdym dniem rośnie... Każda z operacji trwała 5 godzin. Każda minuta dłużyła się niczym wieczność. Gdy po drugiej operacji powiedziano mi, że się udała, poczułem, jak z piersi spada mi ogromny ciężar. Lekarze powiedzieli, że raczej wszystko zostało usunięte, ale oczywiście nie można mieć 100% pewności. 

Przez trzy miesiące wydawało się, że jest dobrze, choć operacja nie odbyła się bez powikłań neurologicznych, takich jak podwójne widzenie. Paweł codziennie jest rehabilitowany, ćwiczymy z nim mięśnie oka, z nadzieją, że kiedyś uda mu się odzyskać normalny wzrok. Bóle głowy na szczęście minęły. Jednak wykonany w marcu rezonans pokazał, że w głowie Pawełka są resztki guza… 

Wiedziałem, że nie mogę czekać, rozmyślać, muszę działać! Wraz z żoną zaczęliśmy szukać ratunku dla syna, w Niemczech, USA, wszędzie tam, gdzie były podobne przypadki. Wiedzieliśmy, że tak rzadkim typem nowotworu może zająć się tylko lekarz z ogromnym doświadczeniem. Nadzieję dała nam klinika w Tubingen, adres dobrze znany rodzicom dzieci z rakiem mózgu. Dziećmi z bardzo ciężkimi przypadkami nowotworów mózgu zajmuje się tam profesor Shuhmann, wybitny neurochirurg. Operuje przypadki nowotworów, gdzie indziej uznane za nieoperacyjne. Na jego prośbę zrobiliśmy dodatkowy rezonans na początku czerwca. To on pokazał nam, że guz odrósł… zaledwie kilka miesięcy po operacji! Wyniki rezonansu przesłaliśmy do Niemiec o godzinie 18. O 23:45 tego samego dnia dostaliśmy dramatyczną dla nas, rodziców, odpowiedź od lekarza z Tubingen: ze względu na bardzo szybki wzrost guza „zaleca się operację w ciągu najbliższych tygodni”! Profesor z niemieckiej kliniki jest jednak pewien, że jest jeszcze szansa na usunięcie guza w całości i powrót Pawełka do całkowitego zdrowia! Musimy jednak działać szybko, nie czekać, bo nie czeka też rak, inaczej szansa przepadnie!

Operację w Tubingen wyceniono na 40 tysięcy euro… jest to ogromna kwota, niewyobrażalnie droga, ale nic nie jest droższe od życia dziecka, mojego dziecka… Proszę o pomoc w imieniu swoim, mojej żony, całej nasze rodziny, w imieniu mojego syna, który ma szansę pokonać raka! Będziemy wdzięczni za każde wsparcie, bo liczy się każda złotówka. Liczy się też czas, a mamy go bardzo niewiele… Proszę o pomoc, bo zrobię wszystko, by ratować życie mojego dziecka.

Tak właśnie wygląda nasza historia. Napisanie jej zakończenia pozostawiam Tobie… Mam nadzieję, że dzięki Twojej pomocy skończy się tylko w jeden możliwy sposób - szczęśliwie.

Pomogli

Ładuję

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 4 845 osób
131 280 zł (101,82%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość