"Mamusiu, jak jest w niebie?" Błagam, pomóżcie mi ocalić moje dziecko!

Zbiórka na cel: Leczenie guza mózgu - terapia dr. Burzyńskiego USA
Zbiórka zakończona
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 67 700 osób
1 243 456 zł (100,83%)

Kubuś

Guz mózgu - nowotwór nieoperacyjny

Stargard, zachodniopomorskie

Rozpoczęcie: 12 Kwietnia 2017
Zakończenie: 05 Lipca 2017

Opowiem Wam o tym, co może zrobić matka, która dowie się, że jej dziecko ma nowotwór mózgu. Po takiej diagnozie matka może liczyć na to, że wytrzyma i nie załamie się do końca, może też zabrać swoje dziecko do domu i czekać, aż guz w najukochańszej główce na świecie zacznie przejmować kontrolę, zacznie zabijać dziecko, za które oddałaby swoje życie. Czasami myślę, że tego cierpienia nie jestem w stanie przeżyć, potem patrzę na niego i wiem, że muszę go ratować, bo świat bez jego uśmiechniętej buzi będzie smutniejszy, a dla mnie nie do zniesienia.

Gdy trwam przy jego łóżeczku i widzę bladziutką twarzyczkę, łzy i niespokojny sen, czuję, jak moje serce ściska się w niewyobrażalnym bólu, a strugi łez ciekną mi po policzku bez opamiętania… Noc, głęboka cisza, synek śpi, ale dla mnie już nigdy nie będzie spokoju nocnej ciszy, ja cały czas słyszę te słowa, które jakby ktoś ostrzem wyrył w moim sercu – pani synek ma guza mózgu. Modlę się z całych sił, aby nie była to prawda, wsłuchuję się w jego oddech i błagam, aby pozostał na zawsze, aby bombę w jego głowie udało się na czas rozbroić, aby nie wybuchła, nie zabrała mi go nigdy.

Znam wszystkie okropności nowotworu i tak bardzo chciałabym, aby nikt z tych, których kocham, nie musiał przechodzić przez to piekło. Ja kilka lat temu wygrałam z rakiem tarczycy i gdybym wtedy wiedziała, jak zapłacę za to zwycięstwo, nie walczyłabym o to życie. Kubuś przyszedł na świat w 2009 roku, czyniąc mnie przy okazji najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Urodziłam zdrowego wspaniałego chłopca, który nieustannie się do mnie uśmiechał, który pozwolił mi zapomnieć o tym, co było złe. Był lekiem na wszystkie smutki, na który wystarczyło spojrzeć, by w sercu zrobiło się tak kojąco i ciepło. Stał się moim całym światem i właśnie dlatego, teraz kiedy on może umrzeć, mi osuwa się grunt pod nogami. Kubuś na każdym zdjęciu jest uśmiechnięty, tak jakby ktoś z góry wiedział, że będzie musiał walczyć, że to jedyne jego chwile beztroski na tym świecie…


Wszystko zaczęło się, gdy Kubuś miał 3 lata, wtedy zaczęły się problemy z mową i zaburzenia ogólnorozwojowe. Walczyłam o niego jak lwica i dzięki tej naszej pracy dzisiaj mój synek pięknie mówi i niczym się nie różni od swoich rówieśników. Prawie niczym, bo tylko w jego głowie tkwi guz, który chce mi go zabrać.

W 2015 roku podczas zwyczajnej infekcji stało się coś strasznego, czego nigdy nie zapomnę. Kichnięcie i krwotok z nosa, tak silny, że Kubuś krztusił się własną krwią, nie mógł oddychać, a ja omal nie zemdlałam z przerażenia i nie wiedziałam, co robić. Mój synuś się bał, krzyczał, a ja nie mogłam nawet dzwonić po pomoc, bo wszystko leciało mi z rąk. Nigdy nie widziałam naraz tyle krwi. W szpitalu stwierdzono tylko infekcję i po kilku dniach odesłano nas do domu. Po dwóch kolejnych dniach synkowi spuchły stawy w prawej rączce i nie mógł ruszać szyją. Znowu szukanie ratunku po lekarzach. Hematolodzy znaleźli chorobę krwi Won Willebranda powodującą problemy z krzepliwością. Niestety, krwotoki zaczęły się nasilać. Najgorszy miał miejsce w sierpniu 2016 roku. Kubusiowi z noska wyleciał skrzep wielkości mojej dłoni – przeraźliwy krzyk dziecka mam do dziś w uszach.

Postanowiłam, że dowiem się, co mu jest i udowodnię lekarzom, że nie zwariowałam. Jako matka czułam, że coś się dzieje, że muszę drążyć temat, bo Kubusiowi grozi niebezpieczeństwo. Krwotoki mięliśmy już jak w zegarku co kilka dni, do tego Kubuś zaczął skarżyć się na bóle nóżek, doszły poranne mdłości, a mój synek stał się smutny, wycofany, ciągle się czymś denerwował. To nie był mój uśmiechnięty Kubuś, w jego oczach widziałam niepokój w jego ruchach dziwne napięcie. Wybłagałam od lekarza neurologa skierowanie na rezonans. Tak dowiedziałam się, że moje dziecko umiera. Kubuś z wesołego rozrabiaki zmienił się w smutnego, płaczącego i wystraszonego chłopca, który czasami zadaje mi najtrudniejsze pytania, chcąc wiedzieć, jak jest w niebie… Nie rozumie, dlaczego nie może bawić się tak jak inne dzieci, dlaczego do szkoły chodzi inaczej niż jego koledzy. Był uczniem klasy pierwszej tylko 15 dni...


Nasze dni to codzienna wędrówka po lekarzach, szpitalach, badaniach. To tysiące wylanych łez, moich i mojego dziecka, to ból serca nie do opisania, bo wszystko bym oddała, żeby moje dziecko tak nie cierpiało. Krwotoki, bóle głowy i kończyn, mdłości, brak apetytu. Guz położony jest w najgorszym możliwym miejscu. Operacja jest niemal równoznaczna z utratą wzroku, mowy, możliwości ruchu. Sama biopsja to ogromne zagrożenie, że już nigdy Kubuś się do mnie nie uśmiechnie, nie usłyszy, nie zobaczy. Obiecałam sobie i jemu, że będę walczyła do skutku, że nie oddam go śmierci, że nie ma takiej siły na świecie, która jest w stanie mi go zabrać.

Znalazłam ratunek dla synka w Stanach Zjednoczonych. Leczenie byłoby prowadzone w Dreźnie pod nadzorem lekarzy ze Stanów, skąd będziemy otrzymywać część leków. Rozpoczęła się ogromna walka z czasem, walka o życie mojego jedynego dziecka, która bez pomocy zgaśnie na zawsze. Błagam, nie pozwólcie mu cierpieć i umrzeć, jego czas jeszcze nie nadszedł, chcę powiedzieć mu tyle pięknych słów, chcę patrzeć, jak się uśmiecha i wierzę w to, że wszystkie te chwile powrócą jeszcze do nas.

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 67 700 osób
1 243 456 zł (100,83%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość