Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Pomocy! Matka nie może po prostu umrzeć... Potrzebny lek ratujący życie!

Karina Antczak
Zbiórka zakończona
42 275,00 zł ( 100,12% )
Wsparło 2445 osób
Cel zbiórki:

Ostatnia szansa – Herceptyna - lek onkologiczny ratujący życie

Organizator zbiórki: Fundacja Siepomaga
Karina Antczak, 30 lat
Kotlin, wielkopolskie
Rak piersi z przerzutami
Rozpoczęcie: 19 Lipca 2018
Zakończenie: 19 Października 2018

Aktualizacje

Walczę ile tylko mam sił! Znów potrzebuję Waszej pomocy!

Kochani!!!

Leczenie działa, cofnęły się zmiany w płucach i na obojczyku! Boję się tego jeszcze mówić, ale jestem bliska wygranej. Leczenie działa i muszę je kontynować. Przyjmuję preparat Trastuzumab 600mg, w cyklu co 21 dni. Koszt jednego cyklu to niespełna 7 tys zł. Jeśli przerwę – przerwę też walkę o swoje życie. Kończa się pieniądze i boję się, że dojdzie do tragedii, kiedy nie będę miała już za co kontynuowac terapii. 

Karina Antczak

Dzięki Wam jestem z moją córeczką, dzięki Wam wierzę że wygram z najcięższą chorobą. Dlatego proszę Was teraz o pomoc, w kontunuowaniu mojego leczenia. Moja historię możesz przeczytać poniżej. Dzięki ludzią takim jak Ty może ona trwać!

Opis zbiórki

Mam do wychowania córeczkę i bardzo mało czasu, by podjąć się tego wyzwania. Mam raka, który zabrał mi jedno dziecko, gdy było jeszcze w moim łonie. Wcześniej znalazłam w piersi guz, od którego zaczęła się tragedia. Mówiłam lekarzom o tym guzie, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Mówili, że to normalne, bo w moim organizmie szaleją hormony. Prawda była taka, że szalało coś innego – rak piersi.

Ważniejsze było dziecko, które rozwijało się w moim brzuchu. Starsza córeczka – Kornelia, wyczekiwała rodzeństwa. W 12 tygodniu serce dziecka przestało bić…

Karina Antczak

Dzisiaj zastanawiam się, co by było, gdybym nie straciła tego dziecka. Czy rozwijałoby się razem z nowotworem? Czy zdążyłabym je urodzić? Mój organizm nie podjął wyzwania, które go przerastało. Przegrałam walkę o życie dziecka, ale rozpoczęłam nową – o swoje życie…

Trzy tygodnie po stracie dziecka zgłosiłam się do innego lekarza. Czułam, że dzieje się coś złego i się nie myliłam…
Biopsja, diagnoza – złośliwy rak piersi 3 stopnia. Chemioterapia, radioterapia i 2 operacje mogą człowieka zdołować i zabrać wolę życia, ale nie, kiedy ma się 25 lat i małe dziecko w domu, które potrzebuje matki jak niczego więcej na świecie. Kiedy skończyłam leczenie zasadnicze i brachyterapię, myślałam, że może to wystarczy, że wrócę do domu i ogłoszę zwycięstwo, tymczasem okazało się, że przegrywam z kretesem.

Niestety, po upływie roku nastąpiła wznowa. Wyniki badań były przerażające: przerzut do obojczyka, dwie zmiany na płucach i zajęte śródpiersie. Rak nie odpuszcza, więc jeśli ja się poddam, zabije mnie w kilka tygodni. Teraz lekarze nie mają już pomysłu co dalej. Dostałam chemię w tabletkach i wypis do domu. Pytanie tylko po co? Żeby umierać na oczach dziecka, opadać z sił i czekać?

Pani doktor w Wielkopolskim Centrum Onkologii planuje wdrożyć leczenie Herceptyną. Niestety nie kwalifikuję się do refundacji leku, a to oznacza, że za swoją szansę muszę zapłacić pieniądze, których nie mam. Lek jest drogi, może dlatego, że często nazywa się go lekiem ostatniej szansy...

Karina Antczak

Kornelia wciąż pyta, czy będzie dobrze, a ja nie umiem już kłamać, że tak. Sama nie wiem, czy mam dość sił na walkę i czy zdążę ją w ogóle rozpocząć, zanim będzie za późno…

Jak każda matka, marzę o tym, by przy niej być, by patrzeć, jak moja córeczka rośnie i się rozwija, jak po przyjściu ze szkoły przybiega się do mnie przytulić. Boję się, że ta historia zakończy się w tym miejscu, kiedy ona jest mała, a ja mam dopiero 27 lat.

Błagam Was o pomoc teraz, kiedy jeszcze jest nadzieja, kiedy moje życie trwa i mam jeszcze nadzieję, że będzie trwało. Straciłam dziecko – to dość umierania w jednej rodzinie. Jako matka chcę, żeby moja córeczka miała matkę. Zostało mi bardzo mało czasu. Lekarka powiedziała, że kosztowną terapię muszę kontynuować i nie mogą pozwolić sobie na przerwę, inaczej rak się odrodzi!

Bez leku umrę, a moja córeczka będzie półsierotą. Proszę, dajcie mi szansę, której nie chce mi dać choroba. Proszę Was jako matka, dla której liczy się tylko jedno – dziecko.
Karina

42 275,00 zł ( 100,12% )
Wsparło 2445 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki