Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Dwuletnie życie i rak

Michelle Kotecka
Cel zbiórki:

Rehabilitacja, która pozwoli przywrócić sprawność zabraną przez raka

Michelle Kotecka
Piła, wielkopolskie
DIPG - glejak pnia mózgu
Rozpoczęcie: 14 Września 2017
Zakończenie: 23 Października 2017

Rezultat zbiórki

"5 lutego 2018  roku o godzinie 23:30 odeszła od Nas do Aniołków nasza najkochańsza córeczka Michelle. Przegrała walkę z chorobą. Śpij spokojnie, Słoneczko, zawsze będziesz w naszych serduszkach" – taką informację otrzymaliśmy dzisiaj od Mamy Michelle. Tak trudno nam się z tym pogodzić... 

Odpoczywaj, Skarbie. Do zobaczenia...

Opis zbiórki

Oddział onkologii dziecięcej. Zapach szpitala. Dzieci bez włosków, których życie zmienił rak. Kilka małych łóżek, na które rozłożone są zabawki przypominające o dzieciństwie. Kroplówki, kabelki, badania. Pośród tego wszystkiego moja córeczka – przerażona, niemogąca zrozumieć, dlaczego tam jest.

Gdy dowiedziałam się, że mam śmiertelnie chore dziecko, byłam w zaawansowanej ciąży. 7 miesiąc, ciąża zagrożona. Miałam przed sobą dwie walki – te najważniejsze, bo o życie moich dzieci. Chciałam wyć z bólu, ale nie mogłam, bo to z kolei zagroziłoby nienarodzonemu dziecku. Dziś Misia jest już w trakcie leczenia. Niestety wciąż musimy naprawiać krzywdy, które wyrządził jej rak...

Michelle Kotecka

Kiedyś byliśmy zwykłą, szczęśliwą rodziną. Później w naszym życiu pojawił się rak – słowo, którego boi się każdy.  Zaatakował tę najmłodszą, najbardziej bezbronną. Misia miała tylko 1,5 roku. Zamiast poznawać świat, poznaje oddział onkologii. Jak zaczął się nasz dramat? Nagle. Któregoś dnia Michellka wstała z łóżka i po chwili upadła. Głowę i oczy miała przekręcone na prawą stronę. Nie czekałam, za kilka godzin znałam już przyczynę. Najgorszą z możliwych. Nie wierzyłam. Pierwsza myśl: “dlaczego to spotkało ją, a nie mnie?”.

Diagnoza: glejak – guz mózgu w pniu rdzenia, nieoperacyjny.

Michell musiała natychmiast rozpocząć walkę z rakiem! Następnego dnia jechałyśmy karetką do innego szpitala. Trzymałam córeczkę na rękach i powtarzałam, że to musi być sen, z którego za chwilę obie się obudzimy. Że po zrobieniu jeszcze jednego badania lekarze powiedzą, że zaistniała pomyłka.

Michelle Kotecka

Kolejny rezonans, diagnoza ta sama – rak. Rak, który wcześniej nie dawał o sobie znać, a po cichutku zabijał moją córeczkę. Trzymałam Misię w ramionach i ściskałam tak mocno, jakby ktoś miał mi ją zabrać na zawsze. Trzymałam i obiecywałam sobie, że nie oddam jej śmierci. Obie płakałyśmy, Misia czuła, że dzieje się coś złego. Chwilę potem faktycznie mi ją zabrali – żeby założyć port centralny, przez który później w jej żyły sączyły się kolejne chemie. Pierwsze podanie trwało trzy dni. Chemia płynęła z kabli do malutkich żyłek Misi. Widziałam, jak ucieka z niej życie, jak mała, kiedyś rumiana buzia blednie. Pojawia się nadzieja, że to odpowiednia chemia,  że zniszczy komórki rakotwórcze, bądź je zatrzyma.

Okazało się, że pierwszy cykl chemii był nieodpowiedni. Michellka nie otrzymała takiej chemii, jaką powinna. Po dwóch tygodniach otrzymała kolejną. Z dnia na dzień jej stan się pogarszał. Michell nie płakała – nie miała już siły. Przestała chodzić i mówić, doszło do bezwładu czterokończynowego. Leżała w bezruchu – jak “roślinka”. Nie reagowała na swoje imię, nie patrzyła na mnie. Traciłam ją…

Miałam  przeczucie, że coś jest nie tak. Stan mojego dziecka drastycznie się pogarszał. Chemia nie działała. Poprosiłam o natychmiastowe wykonanie rezonansu. Znów zniknęła ostatnia nadzieja – szybko, jak bańka mydlana. Guz się powiększył, chemia nie działała, bo była niewłaściwie dobrana. Usłyszałam, że nie ma pomysłu na dalsze leczenie… Następnego dnia na własne żądanie wyszłyśmy ze szpitala. Postanowiłam, że skoro nie ma ratunku tu, znajdę go gdzie indziej. Jestem mamą, moim obowiązkiem jest ratować moje dziecko. Pojechaliśmy do Warszawy, do Centrum Zdrowia Dziecka.

Michelle Kotecka

Od razu podjęto decyzję o operacji. W główce Michellki została założona zastawka, która odpowiada za odprowadzanie płynów mózgowych do otrzewnej. Dzięki temu nie doszło do wodogłowia. Zastawka była niezbędna do radioterapii, którą Michellka zaczęła w Warszawie. Boję się pomyśleć, co byłoby, gdybym nie zabrała mojego dziecka do innego szpitala… Leczenie, które wcześniej przeszła Misia było niewłaściwie. Całe to cierpienie, ból i stres – wszystko to było na nic. W Centrum Zdrowia Dziecka zaproponowano nam sześciotygodniową radioterapię i dwa cykle chemii. Oddział onkologii stał się naszym domem. Michellka już chyba nawet nie pamiętała, jak wygląda jej prawdziwy dom…

Byłam na onkologii, kiedy zaczęłam rodzić. Urodziłam w szpitalu w Warszawie, bo cały czas chciałam być przy córeczce.  Nie myślałam o niczym innym, niż o niej i o dziecku, które dopiero co przyszło na świat. Na szczęście leczenie zaczęło przynosić efekty! Jeszcze nie wygraliśmy, ale wróciła do nas wiara w pokonanie raka. Guz zmniejszył się, zaczął wapnieć, zrobił się dziurawy. 4 sierpnia, po kilku miesiącach spędzonych na onkologii, dostaliśmy pierwszą przepustkę do domu! Naszym domem od 15 marca do 4 sierpnia był szpital oraz hotel przy szpitalu...

Co 3 tygodnie Michellka musi wyjeżdżać do Warszawy na kolejne cykle chemioterapii. Teraz jeździ tam ze swoim tatą, ja zostaję w domu z synkiem. Nasza sytuacja jest trudna. Nie mamy rodziny, jesteśmy zdani sami na siebie. Zarówno Michelle, jak i jej brat wymagają 24-godzinnej opieki. Michelle wciąż ma problemy z poruszaniem się, kilkutygodniowy bezwład pozostawił swoje piętno. Krzywdę, którą wyrządził naszej córeczce rak, musimy naprawić za pomocą rehabilitacji. Niestety ta kosztuje, a nam zaczyna brakować pieniędzy.

Michelle Kotecka

Dźwigamy ciężar – koszmar, z którym się nie godzimy. Nigdy nie prosiliśmy o pomoc, ale w tej sytuacji nie mamy innego wyjścia. Rak wywrócił nasze życie do góry nogami. Teraz musimy zrobić wszystko, by naprawić to, co zniszczył. Nie chcemy, by Michelle cierpiała. Nie pozwolimy, by rak doszczętnie zniszczył jej dzieciństwo. Chcemy, by wróciła sprawność, którą zabrał. Chcemy, by wrócił ten długo oczekiwany czas sprzed choroby. Tylko z Tobą możemy tego dokonać, dlatego z całego serca prosimy Cię o pomoc.

Ta zbiórka jest już zakończona. Wesprzyj innych Potrzebujących.

Obserwuj ważne zbiórki