Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Rak chce rozdzielić mnie z córką

Tomasz Warzecha
Zbiórka zakończona
79 987,00 zł ( 47,03% )
Wsparło 4138 osób
Cel zbiórki:

roczne leczenie chemioterapią celowaną

Organizator zbiórki: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Tomasz Warzecha
Olkusz, małopolskie
Rak żołądka
Rozpoczęcie: 9 Października 2016
Zakończenie: 9 Kwietnia 2018

Opis zbiórki

Najgorzej jest wieczorem, kiedy wszyscy już śpią. Jest cicho, spokojnie i wtedy przychodzą te wszystkie złe myśli, którym w ciągu dnia nie pozwalam się zbliżyć. Kiedy żona i córka śpią, czuję, że są bezpieczne. Nie wiem, ile jeszcze będę mógł dbać i troszczyć się o nie. Ta myśl zabija mnie bardziej niż rak.

Od kilku lat nowotwór próbuje mnie zniszczyć, a ja zawsze umiałem mu się wymknąć. Zniszczony, okaleczony, ale dość silny, by iść dalej, bo miałem i mam  nadal dla kogo żyć. Miałem 25 lat, kochaną żonę, córeczkę, wymarzoną pracę i mnóstwo planów na przyszłość. Miałem też raka, który jeszcze wtedy skrywał się w moim ciele i zabijał mnie w milczeniu.

Tomasz Warzecha

Zaczęło się dosyć banalnie. Zacząłem mieć problemy z połykaniem, z początku niewielkie, szybko stały się męczące i nie pozwalały mi w ogóle jeść. Poszedłem do lekarza, by w końcu ktoś fachowym okiem ocenił, co mi dolega. Wyszedłem z domu, nie wiedząc, co mi jest, a wróciłem z diagnozą choroby, o której nigdy wcześniej nie słyszałem. Achalazja – upośledzony rozkurcz dolnego zwieracza przełyku oraz brak perystaltyki pozostałych odcinków przełyku. Problem miał rozwiązać jeden zabieg. Właśnie podczas tego zabiegu wyszło na jaw coś, co zakończyło moje dotychczasowe życie. Guz nowotworowy, który uwił sobie gniazdo między ścianami przełyku. Wielki guz, który zniszczył żołądek, wdarł się do przełyku i zajął węzły chłonne. Miałem tylko 25 lat i wszystko w moim życiu miało się zaczynać, a nie kończyć. Nie chciałem pozwolić, by nowotwór odsunął na drugi plan dwie najważniejsze osoby w moim życiu.

Lekarze podjęli decyzję ratującą moje życie – usunęli żołądek, część przełyku i węzły chłonne. Wtedy już wiedziałem, że to dopiero początek mojej walki. Chciałem żyć, chciałem walczyć, byłem gotowy na każdą ofiarę. I zaczęło się. Chemioterapia, ogromny, ból, radioterapia, ogromny strach i tak w koło. Myślałem, że jestem twardzielem, byłem policjantem, a nowotwór każdego dnia udowadniał mi, jak bardzo jestem słaby, upokarzał mnie i ustawił całe moje życie według swoich zasad. Jeśli całe to piekło odbierało mi w którymś momencie poczucie sensu tej walki, to jedno słowo w tamtym czasie, przywróciło wiarę. To magiczne dla każdego chorego na raka słowo brzmi – remisja! Zacząłem kochać moje życie, jak nigdy wcześniej.

Wiele miesięcy żyłem ze świadomością, że czas, jaki mam dla moje Wiktorii i Małgosi, za chwilę się skończy. Będzie tylko nagłe przyspieszenie akcji, łzy w oczach mojej żony, rozpacz na twarzy mojego dziecka i moja totalna bezradność, a potem śmierć. Wygrałem pierwszą rundę. Dostałem kredyt od losu, który zamierzałem spłacać wyjątkowo skrupulatnie. To była największa lekcja pokory, jaką może otrzymać młody mężczyzna. O moje nowe życie walczyłem jak o największy skarb, dbałem o siebie, pilnowałem diety, robiłem badania. Tak bardzo cieszyłem się, że mogę być przy córce, nosić ją na rękach, przygotowywać prezenty na święta. Przestałem żyć w strachu. Przez chwilę nawet zacząłem wybiegać myślami w przyszłość i właśnie wtedy, w 2014 roku, mój cichy zabójca powrócił.

Był wszędzie – w śródpiersiu, wątrobie, kościach, płucach… Tym razem nie dostałem czasu na załamanie. Moi lekarze zrobili wszystko, by mnie ratować. Dzięki nim dostałem się do eksperymentalnego programu leczenia nowotworu chemią o nazwie HERCEPTYNA sponsorowanego przez szwajcarską firmę farmaceutyczną. Leczenie nie gwarantowało mi w 100% wyleczenia, ale dawało szanse, a ja chciałem skorzystać z każdej, jaką mi podaruje los. 6 cykli mega chemii. Po trzecim lekka remisja choroby, po szóstym delikatna progresja. I to mnie zdyskwalifikowało z udziału w programie… Potem kolejne TK i wielka radość – lek działa. Tylko co z tego?

Tomasz Warzecha

Do programu nie mogłem wrócić. Chwytałem się każdej nadziei, a teraz ona została mi wyszarpana. Ludzie, którzy widzieli tę szansę dla mnie, nie poddawali się. Tak trafiłem do Centrum Onkologii w Krakowie. Dzięki mojej Pani doktor i jej determinacji otrzymałem cztery dawki herceptyny w ramach darowizny. I jak szybko zapłonęło, tak szybko zgasło. Firma farmaceutyczna wycofała się z darowizny, bo przez to NFZ nie wpisuje jej leków na listę leków refundowanych. A bez tego leku nie mam szans na życie. Tyle razy ile ja, nikt nie stracił szansy. Jestem ciężko chory na raka, z którym nie dam rady wygrać, jeśli leczenie nie dojdzie do skutku.

Mam córeczkę, której tak bardzo nie chce zostawiać. Chcę żyć, ale jeśli mi nie pomożecie, umrę. Lekcja pokory, którą dostałem, przewartościowała moje życie. Chcę nadal uczestniczyć w życiu mojej najukochańszej córeczki, nie tylko dla niej, ale i dla siebie. Jestem mężem i ojcem, a to zobowiązuje. Chcę walczyć i chcę wygrać. Mam dla kogo żyć.

79 987,00 zł ( 47,03% )
Wsparło 4138 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki