Pokonał śmierć, teraz walczy o zdrowie - Sebuś potrzebuje Twojego wsparcia

Zbiórka na cel: intensywna roczna rehabilitacja i turnus i sprzęt rehabilitacyjny
Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 8 894 osoby
124 145,74 zł (102,68%)

Sebastian Jeleń , 12 lat

Otwock , mazowieckie

cukrzyca typu I, stan po obrzęku mózgu, niedowład spastyczny czterokończynowy

Rozpoczęcie: 23 Lipca 2018
Zakończenie: 28 Sierpnia 2018

Zobacz wszystkie zbiórki

27 Sierpnia 2018, 09:13
Mamy 100%! Dziękujemy!

Dzięki Wam Sebuś ma zagwarantowany kolejny rok intensywnej rehabilitacji! Tylko dzięki niej chłopiec ma szansę wrócić do zdrowia. Walka jest ciężka, ale z takim wsparciem musi się udać!

Dziękujemy! 

Sebastian Jeleń

Sebastian Jeleń

Mija już sześć lat od tamtego tragicznego dnia… Dnia, w którym mój zdrowy synek nagle zaczął umierać. Obrzęk mózgu i półroczna śpiączka zrobiły spustoszenie w jego maleńkim organizmie. Dlatego dzisiaj tak bardzo różni się od swojego brata bliźniaka, a my robimy wszystko, by go dogonił - Sebuś o niczym innym nie marzy! Niestety, pieniądze na rehabilitację, która jest jedyną szansą synka, już się skończyły… Bardzo prosimy o pomoc. Wierzymy, że Sebastian w końcu wyzdrowieje!

Patrzę na moich synków, a obok wielkiej miłości w moim sercu czai się smutek. Powinni być dzisiaj tacy sami, obaj szczęśliwi i zdrowi...  Tymczasem Sebastian ledwo uszedł z życiem… Przez tamtą tragedię bardzo różni się od swojego brata bliźniaka. Mimo cierpienia, które przeszedł, robimy wszystko, by był szczęśliwy. Nie możemy dopuścić, by kiedykolwiek poczuł się gorszy od swojego braciszka… Synek ma w sobie ogromną siłę do walki i w ciągu ostatnich lat zrobił ogromne postępy! Jednak droga do pełni zdrowia jest jeszcze bardzo długa….

Sebastian Jeleń

To wydarzyło się sześć lat temu, tuż przed Bożym Narodzeniem. Zamiast szykować się do Świąt, wylądowaliśmy w szpitalu. Sebastianka bardzo bolał brzuch, wymiotował. Myśleliśmy, że to wyjątkowo silne zatrucie, jednak seria badań dała inną diagnozę - cukrzyca. Poziom cukru we krwi mojego synka wynosił aż 1340! Byliśmy w szoku, ale nie załamaliśmy się - przecież z tym da się żyć, jakoś sobie poradzimy. Wiedziałam, że nasze życie się zmieni, jednak nie przypuszczałam, jak bardzo…

Nie doceniłam jej. Cukrzyca to podstępny i śmiertelny wróg, zbyt często bagatelizowany. Stan mojego synka pogarszał się z minuty na minutę. Szybko doszła kolejna diagnoza - kwasica ketonowa. Moje dziecko, rano jeszcze zupełnie zdrowe, teraz walczyło o życie. Jego braciszek trzymał moją rękę i ze śmiertelnym przerażeniem w oczach pytał, kiedy Sebastianek się obudzi...

Lekarze nie mogli czekać. Trzeba było jak najszybciej obniżyć poziom cukru. Podczas jego zbijania doszło do tragedii - masywny obrzęk mózgu, śpiączka… Przez kolejne trzy tygodnie synek balansował na granicy życia i śmierci, a my ze wszystkich sił staraliśmy się, by nie pochłonęła nas rozpacz. W końcu obrzęk ustąpił, ale śpiączka dalej trwała. Jeden miesiąc, drugi, kolejny… Żyliśmy jak w letargu. Kazali nam się przygotować na najgorsze. Mieliśmy stracić synka, a Maks brata, z którym był tak związany. W naszą rodzinę wkradła się śmierć, chcąc zabrać to, co dla nas najcenniejsze - nasze dziecko. Podczas śpiączki, która trwała cztery miesiące, Sebuś umierał kilka razy. Jego serce poddawało się, a wtedy lekarze wyrywali w ostatniej chwili synka z objęć śmierci. Pytaliśmy, czy Sebastian się wybudzi. Odpowiadali: cuda się zdarzają.

I zdarzył się cud! Każdego dnia byliśmy przy synku, modliliśmy się, ćwiczyliśmy z nim po 12 godzin dziennie. W końcu pojawiła się reakcja źrenic na światło - znak, że synek wraca! Potem zaczął pokazywać oczko, uszko, nos… Szaleliśmy ze szczęścia i dziękowaliśmy Bogu, że oddał nasze dziecko. Niestety, choroba poczyniła w jego ciele ogromne spustoszenia – doszło do uszkodzenia mózgu (ośrodkowego układu nerwowego), porażenia czterokończynowego, spastycznego porażenia nerwu twarzowego i zaburzenia mowy. Sebuś był roślinką, która by żyć, potrzebuje nieustannej opieki…

Sebastian Jeleń

Nasz synek żył - to było najważniejsze. Jednak nie dawali mu nadziei. Powiedzieli, że już go nie odzyskamy, że nie będzie jak dawniej… Nie uwierzyliśmy. To był nasz syn, nasz dzielny wojownik! Dzień za dniem walczyliśmy o niego. Dzięki systematycznym ćwiczeniom, krok po kroku, wszystko szło w dobrym kierunku. Mówili, że nie będzie siedział, chodził, że nie będzie z nim kontaktu. Wróżyli głębokie upośledzenie. Usłyszeliśmy, że uszkodzenia w mózgu są bardzo duże, zmiany są wszędzie, ośrodki mowy są uszkodzone, więc Sebuś nie będzie mówił. Nie godziliśmy się na to, modliliśmy się o kolejny cud.

Nasz syn kolejny raz pokazał swoją siłę i to, że warto wierzyć. Dzięki wieloletniej rehabilitacji dzisiaj Sebuś mówi i chodzi! Prawa strona ciała niestety nadal wymaga intensywnej rehabilitacji. Sebastian ma porażenie nerwu twarzowego, co bardzo rzuca się w oczy. Dodatkowo zdiagnozowano u niego zaniki nerwów wzrokowych. Ma ogromne problemy z koncentracją i pamięcią,  ale najgorszym wrogiem, który ujawnił się ponad rok temu, jest padaczka lekooporna.

Nie wszyscy wiedzą, że Sebuś jest taki przez tragedię, którą przeżył. Ale trudno ich winić… Gdy na spacerze synek dostał ataku padaczki, która miotała nim po chodniku, a ja nie miałam siły go utrzymać, ludzie przechodzili na drugą stronę ulicy. Nikt nie pomógł - popatrzyli tylko na mojego synka jak na dziwiadło i szli dalej...

Walczymy o sprawne życie Sebusia na pełnych obrotach. Synek musi być cały czas intensywnie rehabilitowany, nie możemy przerwać terapii. Dzięki Waszej pomocy cały zeszły rok nie musieliśmy martwić się o koszty rehabilitacji, a synek zrobił spore postępy - samodzielnie potrafi przejść coraz dłuższy dystans! Coraz częściej jednak zadaje pytania, czy będzie jeszcze kiedyś zdrowy i szczęśliwy jak przed śpiączką? Coraz trudniej znosi brak kolegów i samotność… Choć ma nas i naszą miłość, nie zastąpimy mu przyjaciół i normalnego życia, jakie ma jego brat bliźniak oraz pozostałe rodzeństwo.

Sebastian Jeleń

Synek jest moim cudem, życiem i szczęściem. Jego uśmiech, nawet gdy jest po ataku padaczki, dodaje mi sił do walki o jego zdrowie i szczęście. Zrobię wszystko, by Sebuś nie był skazany do końca życia na wózek! Bardzo proszę o pomoc dla mojego wojownika. Nie mogę zapomnieć tego szczęścia w jego oczach, gdy mówi o przeszłości i o tym, jak był zdrowy. Moja miłość go nie uzdrowi, mogą to zrobić tylko dobrzy ludzie nazywani przez niego Aniołami Dobroci. On zrobi wszystko by odzyskać sprawność. Proszę - pomóż Sebusiowi walczyć o zdrowie.


Basia, mama Sebastiana

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 8 894 osoby
124 145,74 zł (102,68%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość