Serce Andrzejka prosi o pomoc! Musi być zoperowane

Zbiórka na cel: operacja wrodzonej wady serca w niemieckiej klinice w Munster - III etap
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 6 073 osoby
159 839 zł (94,22%)
Brakuje jeszcze 9 810 zł
Wesprzyj

Andrzejek Walukiewicz, 20 miesięcy

wada serca HLHS - zespół niedorozwoju lewego serca

Ełk, warmińsko-mazurskie

Rozpoczęcie: 27 Lipca 2018
Zakończenie: 24 Października 2018

“Pani syn nie ma połowy serca. Wiecie, co to za wada… Powinniście być cały czas przygotowani na najgorsze”. Nasz Andrzejek skończy wkrótce 19 miesięcy i każdy dzień jego życia jest dla nas “przygotowywaniem się na najgorsze”. Malutkie, bardzo chore serduszko, które w nim bije, może właściwie w dowolnej chwili się zatrzymać. Wywiesić białą flagę i uderzyć ostatni raz, krzycząc z rozpaczy: “mamo, przepraszam, ale więcej już nie dam rady…”. Tak bardzo się tego boję i błagam je, połykając łzy: proszę, wytrzymaj jeszcze chwilę. Pan doktor cię uratuje. Tylko musimy jak najszybciej zebrać na to pieniądze...

Andrzejek Walukiewicz

Od tych 19 miesięcy żyjemy jak na tykającej bombie. A właściwie to od momentu standardowej wizyty u lekarza w trakcie ciąży, gdy podczas badania USG usłyszeliśmy wyrok… Niedorozwój lewej komory serca. Z taką wadą da się żyć, ale bez operacji - bardzo krótko. Radość z oczekiwania na nowe, małe życie, zamieniła się w czarną rozpacz. W opinii lekarzy było tak fatalnie, że zaproponowano nam nawet przerwanie ciąży. My już jednak tak bardzo pokochaliśmy to rosnące pod moim sercem maleństwo, że postanowiliśmy walczyć o jego życie.

Nie minął miesiąc od narodzin Andrzejka, a nasz syn był już po 3 operacjach, w tym tej najważniejszej - Norwooda. To pierwszy etap paliatywnej korekcji wady andrzejkowego serca. Każdy jeden zabieg był dla nas niczym stanięcie przed plutonem egzekucyjnym i czekanie na rozkaz do strzału. Nie można nic zrobić. Nawet krzyk z gardła już nie chce wyjść, bo po tylu dniach płaczu nie ma siły. Pozostaje czekać pod salą operacyjną. Na stojąco, na leżąco. Tuląc się do męża lub obcych ludzi. Do ściany i do podłogi.

Andrzejek Walukiewicz

Na szczęście strzał nie pada. Wykonanie wyroku odroczone. Na jak długo? Operacje się udają, ale przychodzą komplikacje. Kolejne tygodnie to intensywna terapia. Andrzejek pod plątaniną kabli, rurek i przewodów podłączonych do maszyn, czuwających dniem i nocą nad każdym oddechem. Nad każdym uderzeniem serca. Synku, ile jeszcze dasz radę? Przecież to za dużo jak na jedno, tak maleńkie ciało. Tyle blizn, wkłuć, bólu… Ale on się nie poddaje. Ma więcej sił niż my wszyscy razem wzięci.

Szpital staje się naszym domem. W śluzie, gdzie myjesz do bólu ręce i dezynfekujesz się po łokcie, spotykam innych rodziców. Ich dzieci walczą ramię w ramię, łóżeczko w łóżeczko z Andrzejkiem. Ta sama wada, te same problemy. Staramy się wspierać wzajemnie. Co jakiś czas ktoś wybiega z krzykiem rozpaczy, gaśnie czyjaś iskierka, a nam pozostaje jedynie modlitwa za poległego na polu bitwy małego wojownika i jego rodziców. Żal i ogromna pustka… Spotykamy się kolejnego dnia. Ja idę do Andrzejka, ci rodzice do kostnicy. Ktoś odchodzi, na jego miejsce pojawia się następny. Tak samo rozpaczliwie łaknący życia.

Andrzejek Walukiewicz

Po 9 miesiącach przychodzi drugi etap korekcji paliatywnej - operacja metodą Glenna. Liczyliśmy, że po tym zabiegu dostaniemy trochę wytchnienia. Że odzyskamy choć odrobinę spokoju. Że będzie mógł cieszyć się dzieciństwem, bawić pod opieką starszego rodzeństwa. Nic z tego - kolejne komplikacje. Problem z tętnicami płucnymi i aortą. Trzeba naprawiać. Ciągle coś… Lekarze mówili, że nie mogą w to uwierzyć, ale Andrzejek miał chyba wszystkie możliwe powikłania.

Nie wiemy ile dni, godzin, minut pozostało na odmierzającym czas zegarze Andrzejka. Tylko Pan Bóg to wie, a my codziennie prosimy Go, żeby dał nam jeszcze jeden wspólny dzień. A następnego dnia rano dziękujemy i prosimy o kolejny. Serduszko naszego dziecka jest bardzo słabe. Chętnie zamieniłabym się, oddała mu swoje własne, ale wiem, że to niemożliwe. Uratować Andrzejka może jedynie trzeci etap - operacja Fontana.

Andrzejek Walukiewicz

To bardzo trudny i skomplikowany zabieg z szerokim wachlarzem możliwych powikłań. Niestety, wszystkie dzieci, które mieliśmy szansę poznać w szpitalu i, które przeszły tę operację - umarły. Ta świadomość nas totalnie przerasta. Andrzejek jest ekstremalnie trudnym pacjentem i jedyną nadzieją na uratowanie jego schorowanego serduszka muszą być najlepsze lekarskie ręce na świecie. My takie znaleźliśmy u wybitnego polskiego specjalisty - prof. Malca, operującego w Niemczech. Operacja tam jest jednak bardzo droga…

On miał nie żyć, był za mały, za słaby. Minęło kilkanaście miesięcy, a nasz syn wciąż walczy. Jako rodzice musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, a nawet więcej, żeby pomóc mu w tej nierównej batalii. Żeby miał jak największe szanse przeżyć. Prosimy, bądźcie z nami, uratujmy go. Andrzejek codziennie daje nam przykład, jak być dzielnym. Dlatego nie możemy się poddać, wywiesić białej flagi. Jego kruche, bezbronne serce tak bardzo nas potrzebuje...

Maria - mama

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 6 073 osoby
159 839 zł (94,22%)
Brakuje jeszcze 9 810 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość