Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Nie umieraj, serduszko... Mamy czas tylko do końca lipca!

Franio Owczarz
Zbiórka zakończona
161 223,50 zł ( 106,8% )
Wsparło 10098 osób
Cel zbiórki:

Operacja serca w Niemczech (II etap leczenia)

Franio Owczarz, 4 latka
WARSZAWA, mazowieckie
Wrodzona wada serca: HLHS
Rozpoczęcie: 3 Lipca 2017
Zakończenie: 9 Lipca 2017

Rezultat zbiórki

Mamy wspaniałe wieści!

Franio jest już po udanej operacji serca. Wszystko przebiegło zgodnie z planem, a teraz nasz mały wojownik dochodzi do siebie. Na pewno już nie może się doczekać, kiedy wróci do domu!

Dziękujemy Wam z całego serca. Tylko dzięki Wam, najlepszym Pomagaczom na świecie, udało się uratować życie Frania. Jego serduszko będzie teraz biło z całych sił!

Franio Owczarz

Aktualizacje

Operacja właśnie się zaczęła!

Na ten moment wszyscy czekaliśmy - mnóstwo nerwów, mocno trzymane kciuki i wiara w to, że operacja się powiedzie.

Franio przed godziną pojechał na salę operacyjną. Tam zespół profesora Malca naprawi jego serduszko, które w końcu będzie mogło bić z całych sił! Przed nami nerwowe godziny oczekiwania. Jesteśmy myślami z rodzicami Franka i wysyłamy mnóstwo pozytywnej energii. Na pewno wszystko będzie dobrze - czekamy na wieści z Munster.

Franio pojechał na cewnikowanie serca

To ostatni krok, który dzieli Frania od operacji naprawy serduszka. Właśnie trwa zabieg cewnikowania serca, a my mocno trzymamy kciuki, żeby wszystko poszło zgodnie z planem! 

Znamy już termin operacji!

Franio i jego rodzice już 24 sierpnia stawią się w klinice w Munster. Dzień później odbędzie się zabieg cewnikowania serca, a właściwa operacja - 28 sierpnia. Pierwotnie miała odbyć się jeszcze w lipcu, jednak Franek musiał nabrać sił.

To będzie moment, na który czekamy. Serduszko Frania zostanie naprawione! Trzymamy kciuki, żeby wszystko poszło zgodnie z planem. Wierzymy, że tak będzie i już wkrótce Franio wróci do domu ze zdrowym serduszkiem. 

A to zdjęcie przysłane specjalnie dla Was. Dziękujemy!

Otwieramy zbiórkę do niedzieli

Udało się! To, czego dokonaliście sprawia, że brak nam słów.

Niecałe 3 dni - tyle potrzebowaliśmy, by uzbierać na operację serduszka Frania, która uratuje mu życie. Jesteście niesamowici!

Mimo uzyskania 100%, pozostawiamy zbiórkę otwartą do niedzieli - cały czas trwają licytację na rzecz chłopca. Kwota operacji jest kwotą orientacyjną, a dodatkowe fundusze pomoga zabezpieczyć rodzinę Frania w przypadku, gdy zabieg okaże się droższy, niż zakładano.

Dziękujemy, że jesteście z nami. Razem wielką mamy MOC!

Opis zbiórki

Jeśli nie zdążymy na czas - Frania z nami nie będzie. Zamiast jego słodkiej buzi o wielkich oczach pozostanie cisza i rozrywający serce ból, którego nic nie będzie w stanie ugasić. Jeśli nie zdążę uzbierać pieniędzy na operację jego chorego serca, moje dziecko umrze. Mam czas tylko do końca lipca. Potem nastąpią nieodwracalne zmiany, które zabiorą mi go - synka, o którego walczyłam od pierwszych chwil jego istnienia. Błagam o pomoc. Tylko z Wami się uda uratować życie Frania!

Franio Owczarz

Gdy rodzisz dziecko, to zupełnie tak, jakby ktoś w tym momencie przystawiał Ci nabity pistolet do skroni - boisz się już później całe życie o tę istotkę, którą nosiłaś pod sercem 9 miesięcy. Możesz robić wszystko, by ją ochronić, a strach i tak pozostaje zawsze, schowany gdzieś głęboko w środku. Jeśli rodzisz śmiertelnie chore dziecko, jest jeszcze gorzej, bo i strach jest większy. Towarzyszy Ci w każdej sekundzie dnia, a w nocy sprowadza koszmary. Ja mam dwoje chorych dzieci. Franio, młodszy synek, balansuje na granicy życia i śmierci. Uśmiecha się tak radośnie i nie wie, że za chwilę może go nie być. Że jego serduszko, a właściwie jego połowa, może zatrzymać się w każdej chwili, niszcząc nasz świat i zabierając sens życia…

Gdy urodziłam starszego synka, Mikołaja, nie spodziewałam się nawet, że coś może być nie tak. Był taki piękny, radosny i silny… Po kilku miesiącach zaczął słabnąć, a potem przyszła diagnoza - zanik mięśni. Nikt w mojej rodzinie ani w rodzinie byłego męża nie chorował na to, więc szok był tym większy. Nie poddaliśmy się i walczymy o szczęśliwe życie synka, mimo tego, że postanowiliśmy się rozstać. Minęło ponad 6 lat, poznałam wspaniałego mężczyznę i tak bardzo marzyłam, by po raz drugi zostać mamą... Bałam się zajść w ciążę, chociaż lekarze mnie uspokajali, a Mikuś chciał mieć braciszka lub siostrzyczkę.

Franio Owczarz

Gdy okazało się, że będziemy mieli dziecko, szalałam z radości. Na dodatek wstępne badania potwierdziły, że dziecko będzie zdrowe! Ale to było tylko chwilowe szczęście… Znowu los wystawił nas na próbę, znowu postanowił dotkliwie nas doświadczyć. W 22 tygodniu ciąży ginekolog podczas USG połówkowego wykryła nieprawidłowość: do lewej komory sercuszka nie dopływała krew. Nie wiedziałam, co to oznacza. Wyszłam z gabinetu ze skierowaniem na badanie prenetalne z podejrzeniem hipoplazji lewego serca. Kazali je zrobić jak najszybciej, bo to była ostatnia chwila, by przerwać ciążę...

Biłam się z myślami. Zastanawiałam się, czy to moja wina, co takiego złego w życiu zrobiłam, że moje drugie dziecko ma urodzić się śmiertelnie chore? Dlaczego niewinna istota ma cierpieć? Lekarze powiedzieli, że to nie ma nic wspólnego z chorobą starszgo synka. Ciągle miałam nadzieję, że to pomyłka, niedopatrzenie. Niestety - badanie potwierdziły przypuszczenia lekarza. Miałam wybór - przerwać ciążę, albo pozwolić dziecku żyć. Tak bardzo pokochałam tę małą istotkę, że nie umiałam podjąć innej decyzji jak ta, żeby pozwolić jej przyjść na świat. Postanowiłam, że zrobię co w mojej mocy, by Franek żył, mógł być szczęśliwym dzieckiem i cieszyć się miłością, którą obdarzą go rodzice i brat.

Franio Owczarz

Mało wtedy wiedziałam jeszcze o chorobie, z którą miał urodzić się mój syn. Zaproponowali mi psychologa. Z gabinetu wyszłam zapłakana. Pamiętam twarze rodziców w poczekalni, patrzyli na mnie ze współczuciem i przerażeniem. Zaufałam lekarzom, chociaż jedyne, co mogli zaproponować, to leczenie paliatywne. Ja jednak wierzyłam, miałam nadzieję… Byłam matką, a matka walczy o swoje dziecko ze wszystkich sił!

Musieliśmy przeprowadzić się z Kielc do Warszawy, by być bliżej szpitala, w którym mój syn miał przyjść na świat. Wtedy nie podejrzewałam, że to tam przeżyję największy horror w moim życiu. Franciszek urodził się z głośnym krzykiem. Wyglądał jak okaz zdrowia! Jednak sytuacja zmieniła się drastycznie: w 3 dobie dostał silne leki podtrzymujące życie, zabrali go do innego szpitala w ciężkim stanie. Jego skóra była blada, prawie papierowa. Był taki zimny, jego serce gasło… Mojego małego, bezbronnego synka przetransportowali na OIOM, tak daleko ode mnie. Mógł umrzeć w każdej chwili, dlatego, chociaż byłam po cesarskim cięciu, wypisałam się na własne żądanie. Mówili, że nie będę mogła chodzić, ja tymczasem pobiegłam do synka, chociaż każdy krok sprawiał ogromny ból.

Franio Owczarz

Gdy go zobaczyłam - zamarłam. To był widok, którego się nie zapomina, który tkwi pod powiekami, gdy zamykasz oczy. Widziałam, że śmierć była tuż obok. Ochrzciliśmy Frania na OIOM-ie i modliliśmy się, by wytrzymał do operacji. Cierpienie synka było horrorem, który pogarszała sytuacja w szpitalu. Ja, matka, byłam traktowana jak wróg. Nikt nic ze mną nie konsultował, nie pozwolili mi nawet spróbować nakarmić synka, chociaż mimo żywienia sondą jego waga spadała. Dali mi tylko drewniane, twarde krzesło, na którym spędziłam dziesiątki godzin. Nie czułam już bólu po “cesarce”, bo paraliżował mnie strach o dziecko. W domu został jego starszy braciszek, który tęsknił i nie rozumiał, dlaczego nie wracamy do domu...

W końcu nastał dzień operacji. Udała się, chociaż zagrożenie życia wcale nie minęło. Było tak wiele powikłań… Niewydolność krążeniowo-oddechowa wymagała opóźnionego zamknięcia klatki piersiowej, nastąpiła infekcja. Franio bardzo długo dochodził do siebie. Przez 1,5 miesiąca uczyliśmy go różnymi sposobami ssać i połykać mleko. Miał straszne bóle brzuszka, problem z wypróżnianiem. W szpitalu co chwile zmieniali mu mleko, sonda go podrażniała i powodowała odruchy wymiotne. Było ciężko, ale, chociaż taki malutki, dzielnie walczył o swoje życie.

Franio Owczarz

Po dwóch miesiącach wróciliśmy do domu. Po horrorze, który przeżyliśmy, postanowiliśmy szukać ratunku gdzie indziej. Tak trafiliśmy na rodziców dzieci operowanych u prof. Malca. Te maluchy nie różnią się dzisiaj niczym od swoich rówieśników - są wesołe, aktywne, nie mają żadnych ograniczeń! Chciałam tego samego dla Frania. Dzieci, takie jak mój syn, muszą być operowane wtedy, gdy są jeszcze w dostatecznie dobrym stanie. Tymczasem w Polsce bardzo długo czeka się na zabieg. Dzieci często umierają, bo albo nie doczekają operacji, albo powikania są już tak duże, że operacja staje się niemożliwa. Nie mogliśmy na to pozwolić.

Pojechaliśmy na konsultację. Prof. Malec zobaczył mojego synka, a na jego twarzy zobaczyłam szok. Zapytał, kto operował moje dziecko i że on w taki sposób leczył 20 lat temu… Mogłam tylko domyślać się, co to znaczy. Obiecał, że dla mojego Frania jest duża szansa, że potrafi zapewnić mojemu synkowi szczęśliwe dzieciństwo!

Dzisiaj Franek bierze silne leki, które wspierają pracę jego serca, ale z każdym dniem coraz bardziej się męczy. Czas ucieka, a niedługo na ratunek będzie już za późno, dlatego błagamy o pomoc! Proszę pomóżcie nam zrobić wszystko, co możliwe, żeby nasze dziecko mogło trafić pod najlepszą opiekę. Musimy zebrać 33 000 EURO, aby Franek mógł być operowany w niemieckiej klinice. Operacja powinna odbyć się jeszcze w lipcu. Proszę, nie pozwólcie umrzeć mojemu synkowi...

161 223,50 zł ( 106,8% )
Wsparło 10098 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki