Narodziny z wyrokiem śmierci. Mamy mało czasu, by uratować Mikołaja!

Zbiórka na cel: Poród i ratująca życie operacja serca - I etap leczenia w Munster
PILNE!
Mikołaj Marczak
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 7 031 osób
171 068 zł (47,59%)
Brakuje jeszcze 188 422 zł
Wesprzyj

Mikołaj

Krytyczna wada serca: DORV typ TOF, VSD, IAA

Opole, opolskie

Rozpoczęcie: 28 Sierpnia 2017
Zakończenie: 10 Października 2017

18 Września 2017, 10:27
Coraz mniej czasu, by uratować życie Mikołaja!

Rodzice Mikołaja umierają ze strachu - czy zdążą ocalić swojego nienarodzonego synka? 

Już jutro muszą jechać do Munster - pierwsze badanie wyznaczone jest na 20 września. Potem kolejne co tydzień. Jadą w ciemno - nie mają jeszcze na operację, nie mają nawet gdzie się zatrzymać. Nie ma jednak innego wyjścia. Muszą ratować swojego synka za wszelką cenę. Modlą się o cud, by zdążyć...

Wyniki badań nie są optymistyczne. Kilka dni temu lekarz prowadzący ciążę stwierdził już 2,5-centymetrowe rozwarcie, a to znaczy, że poród zbliża się wielkimi krokami. Mikołaj rozwija się szybciej i prawdopodobnie urodzi się ok. tydzień przed planowanym terminem.

Mamy więc bardzo mało czasu. W imieniu swoim i rodziców Mikołajka prosimy o pomoc. Pomóżcie zdążyć uratować to małe serduszko...

Moje dziecko niedługo się urodzi i w tej samej chwili zacznie umierać. Jestem śmiertelnie przerażona… Wada serduszka Mikołaja jest niezwykle skomplikowana, dlatego w chwili narodzin musi trafić w ręce najlepszych specjalistów z kliniki w Munster. Tylko tam ma szansę. Operacja ratowania życia mojego synka musi odbyć się natychmiast po jego przyjściu na świat. Jej koszt mnie przeraża… Tak bardzo boję się, że nie zdążę, a Mikołaj nie dostanie nawet szansy na życie. Proszę, nie pozwólcie umrzeć mojemu dziecku…

Czuję pod sercem jego ruchy, wiem, że żyje, że teraz jest bezpieczny. Chciałabym, by został tam na zawsze, bo gdy się urodzi, będzie w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Wiem, że dzień powitania na świecie może być jednocześnie dniem pożegnania. Mój mały synek nie zdąży poznać rodziny, poczuć, jak bardzo jest kochany… Jest coraz większy, wkrótce pojawi się na świecie i tylko od pieniędzy zależy, czy dostanie szansę na życie. Termin porodu planowany jest na 22 października, w szpitalu muszę być dwa tygodnie wcześniej. Zostało więc tak bardzo mało czasu, by ocalić życie Mikołajka! Nie jesteśmy w stanie zdobyć takiej sumy samodzielnie - to ponad 350 tysięcy złotych… Ocalimy synka tylko z Waszą pomocą, dlatego bardzo proszę - pomóżcie uratować życie Mikołajka.

W tegoroczne Walentynki dostałam najpiękniejszy prezent świata - dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Było jak w bajce - pierwsza wizyta u lekarza, potwierdzenie ciąży i ten najpiękniejszy w życiu dźwięk - dźwięk bijącego serduszka. Podczas kolejnego badania dowiedzieliśmy się, że będziemy mieli synka, a nasza 3-letnia córeczka Maja wymarzonego braciszka. Nieopisane szczęście trwało dokładnie do 1 czerwca. To był Dzień Dziecka, jechaliśmy na badanie połówkowe. Potem mieliśmy zabrać naszą córeczkę na deser, by uczcić jej święto. Tymczasem właśnie wtedy, gdy nasza radość sięgała zenitu, los zadał nam niespodziewany cios prosto w serce…

Podejrzenie złożonej wady serduszka - to pierwsze słowa, które usłyszeliśmy po badaniu. Lekarz stwierdził najpierw nieprawidłowy obraz 4 jam serca, ubytek międzykomorowy ( VSD), DORV czyli dwuujściową prawą komorę oraz podejrzewa zwężenie aorty. Nie rozumiałam z tego nic, poza jednym - moje dziecko może umrzeć! Jego serce przestanie bić zaraz po narodzinach… To było tak trudne do uwierzenia, że lekarz powtarzał badanie aż trzy razy. Niestety, każde potwierdzało tę samą diagnozę. Słuchaliśmy tego z niedowierzaniem. Jak to możliwe? Przecież wszystko jak do tej pory było dobrze, prowadzimy zdrowy tryb życia, dbamy o siebie i o nasze nienarodzone maleństwo. Zadawaliśmy sobie pytanie - dlaczego to my? 

Po wyjściu z gabinetu w głowie ciągle słyszałam słowa lekarza. Nie potrafiłam powstrzymać łez, chociaż starałam się być silna, żeby nasza córeczka nie widziała płaczącej mamy – przecież to był Dzień Dziecka, jej szczęśliwy dzień! Tymczasem zamiast radosnego świętowania nastąpiła rozpacz tak wielka, że nie dało jej się niczym ugasić. Kolejne dni to był koszmar. Budziłam się i przez chwilę miałam wrażenie, że to był zły sen. Dotykałam brzucha, czułam ruchy Mikołaja i nie mogłam uwierzyć, że moje dzieciątko jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Dwa tygodnie później ECHO serca ostatecznie potwierdziło diagnozę, która była wyrokiem – ciężka, złożona wada serca pod postacią dwuujściowej prawej komory (DORV), co oznacza, że aorta i tętnica odchodzą z prawej komory serca, oraz dużego ubytku międzykomorowego (VSD), który jest jedyną drogą odpływu krwi z lewej komory. Ta krytyczna wada serca może zabić moje dziecko zaraz po porodzie...

Nie potrafiliśmy powstrzymać rozpaczy. Po raz pierwszy widziałam łzy płynące po policzkach mojego męża. Czułam jego drżącą dłoń... Lekarz starał się nas pocieszać, ale wszystkie słowa odbijały się od tej jednej informacji - nasze dziecko może umrzeć. Każda nowa wizyta to kolejne ciosy - okazało się, że Mikołaj przeszedł infekcję, o czym świadczyło pojawienie się zwapnienia na wysokości mostka oraz płynu w opłucnej, co dodatkowo pogarsza jego stan i rokowania. Do tego jeszcze podwyższoną ilość wód płodowych, co grozi przedwczesnym porodem i stanowi zagrożenie dla życia naszego synka! Ciągle myślałam, dlaczego to wszystko spotkało naszą rodzinę, dlaczego nieszczęścia spadają na najbardziej bezbronną osobę, która nie miała nawet szansy zrobić nic złego. Mikołaj jeszcze się nie urodził, a już miał umrzeć? Nie mogłam w to uwierzyć…

Podczas jednego z ostatnich badań usłyszeliśmy, że rokowania są bardzo pesymistyczne. Wada jego serduszka będzie zmieniała się wraz z rozwojem. Dopóki Mikołaj jest u mnie w brzuchu, jest bezpieczny. W chwili odcięcia pępowiny nasze maleństwo zacznie walkę o życie. Jego małe serduszko sobie samo nie poradzi… Powiedziano nam, że Mikołaja czekają co najmniej 3 operacje i musimy być przygotowani na wszystko. Każda taka operacja jest niezwykle niebezpieczna. Przed każdą z nich trzeba pożegnać się z dzieckiem, bo nie wiadomo, czy ją przeżyje...

Paraliżuje mnie myśl, że mogę stracić synka. Przecież zdążyłam go już tak bardzo pokochać... Boję się, że dzień powitania może być zarazem dniem pożegnania, a nasza córeczka, która tak bardzo na niego czeka, nie zdąży go nawet poznać. Gdy zdawało się, że ta otchłań rozpaczy nie ma dna, dowiedzieliśmy się o profesorze Malcu. Pojechaliśmy na konsultacje. Po wnikliwej analizie dotychczasowych wyników badań profesor zakwalifikował Mikołaja na operację w niemieckiej klinice w Munster. Dał nam nadzieję na zachowanie dwóch komór serduszka oraz zmniejszenie liczby operacji do dwóch lub nawet tylko jednej!

Ale za wcześnie, by wyrokować. Wszystko okaże się po porodzie, który wyznaczony na 22 października. W klinice muszę być już 2 tygodnie wcześniej. Mikołaj dostanie leki, dzięki którym nie umrze w pierwszej dobie życia. Zaraz potem musi być operowany - to jedyna szansa dla Mikołaja. Koszt operacji jest gigantyczny ze względu na skomplikowaną wadę serca, nie mamy i nie zdobędziemy takich pieniędzy. Najgorsze jest to, że mamy bardzo mało czasu… 1,5 miesiąca na zebranie ponad 350 tysięcy złotych. Gdyby nie chodziło o życie mojego dziecka, sądziłabym, że się nie uda. Pewnie bym nawet nie próbowała… Ale dla synka zrobię wszystko, dlatego dzisiaj błagam Was o pomoc - tylko z Wami uda się ocalić Mikołajka...

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 7 031 osób
171 068 zł (47,59%)
Brakuje jeszcze 188 422 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość