Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Serce chłopca, którego pokochaliśmy.

Bartosz Olejniczak
Zbiórka zakończona
9 876,00 zł ( 6,17% )
Wsparło 279 osób
Cel zbiórki:

Operacja serca w Munster - korekcja wady

Bartosz Olejniczak
Chojnice, pomorskie
Wrodzona wada serca: PA, DORV, MGA, VSD
Rozpoczęcie: 23 Października 2015
Zakończenie: 9 Listopada 2015

Opis zbiórki

Jeśli tylko sąd pozwoli, to ja się zgodzę, aby być Markowski – w ustach czterolatka tak poważna „deklaracja“ brzmi bardzo zabawnie. Ale to nie były zwykłe słowa, a przysięga miłości i oddania. I nadzieja w głosie, bo być Markowskim, to znaczy mieć mamę i tatę, alternatywa na bycie dzieckiem niczyim.  A przecież Bartuś jest z nimi od zawsze. I kocha ich całym swoim sercem, które choć chore, wie doskonale, gdzie jego miejsce i gdzie ludzie, dla których jego życie znaczy wszystko.

Bartosz Olejniczak



Początki życia maleńkiego Bartusia były dość…”imprezowe”. To właśnie na jednym z mocniej zakrapianych spotkań został odebrany biologicznej mamie. Czteromiesięczny maluszek z ciężką wadą serca, po operacji i z perspektywą kilku kolejnych, zupełnie sam.


Los? Szczęście? Anioł Stróż? Bartusiowi się udało. Spotkał na swojej drodze rodzinę, która pokochała go od pierwszego wejrzenia. Miłość do Bartka nie różni się niczym od tej, którą darzymy nasze biologiczne dzieci. To nasz syn. Teraz walczymy, by dopełnić wszystkich formalności – pani Sylwia nie ukrywa, że bardzo by chciała mieć to już za sobą. Jednak nie postanowienie sądu jest ich największym problemem - Gdy do nas trafił był bardzo blady, chudziutki. Chore serce dawało mocno o sobie znać. Nikt go nie odwiedzał, nikt nie pamiętał... Bartuś męczył się podczas jedzenia. Wypracowaliśmy taki system, że karmiony był często i malutkimi porcjami. Przy wadzie serca fakt, czy dziecko rośnie i nabiera sił jest bardzo ważne i  może zaważyć na decyzji o przeprowadzeniu niezbędnej operacji.

Bartosz Olejniczak



O wadzie Bartka dowiedziano się dopiero po urodzeniu. Mama nie dbała o badania w ciąży. Pierwsze zespolenie maluch przeszedł w drugiej dobie życia. Następne, mając 1,5 roku. W szpitalu, u jego boku był już nowy tata. Pilnował i dbał.  Musiałam zostać z innymi naszymi dziećmi. Jesteśmy rodziną zastępczą i nie możemy sobie pozwolić na to, by być przy Bartusiu w dwójkę. Godziny jego operacji, to były straszne chwile. Chodziłam po domu tam i z powrotem czekając na telefon od męża. Podświadomie przeżywałam jego ból. Ale z tego co wiem, to ma to większość mam. Chcemy przejąć ból dziecka, aby cierpiało mniej. Szkoda, że tak się nie da… - opowiada mama. Na szczescie wszystko sie udało.

Bartosz Olejniczak


To miały być badania kontrolne. Zaplanowana wizyta w szpitalu. Okazało się, że jedno z wykonanych zespoleń nie działa. Bartek miał po tygodniu wrócić do domu. W szpitalu został ich sześć. Ale obok była mama – specjalista od wywoływania uśmiechu, tulenia i ocierania każdej, najmniejszej łzy. Samo oczekiwanie na termin operacji zajęło ponad miesiąc. Ale gdy już było „po” Bartek szybciutko doszedł do siebie i dokładnie w Wigilię wrócił do domu. To były najcudowniejsze święta. Wróciliśmy do domu koło 18.00. Dzieciaki czekały na Bartusia przed domem z transparentami. Rodzina w komplecie…najpiękniejszy prezent, jaki mogliśmy od życia dostać – mama nie ukrywa, że były i łzy szczęścia.


Przed Bartkiem korekta właściwa serduszka. Mama regularnie dzwoni do szpitala po termin operacji. „Za dwa tygodnie”, to zdanie-mantra. W końcu rodzice skontaktowali się z prof. Malcem. Odpowiedź przyszła w niespełna godzinę. Operację trzeba wykonać jak najszybciej.

Bartosz Olejniczak


Nigdy wcześniej nie byliśmy zapisani do fundacji. Jesteśmy rodzina zastępczą dla dzieciaków. Otrzymujemy pomoc na ich utrzymanie. I tak jest nam ciężko. Ludzie zastanawiają się, jak to możliwe, że zamiast wygodnego życia decydujemy się na opiekę nad "nieswoimi" dziećmi. Nie chcieliśmy być oskarżeni o to, że przygarniamy dzieci „dla pieniędzy”. Ale teraz, gdy za operację Bartusia będziemy musieli zapłacić, nie mamy wyjścia. – stąd zbiórka na operację bartkowego serduszka.


Bartek zapewne nie pamięta poprzednich operacji. Tym samym nie wie, co go czeka. Ale to jedyny sposób, by uratować jego serce i życie. Prof. Malec pomógł już wielu dzieciom. Jeśli uda się opłacić zabieg w klinice w Munster, będzie mógł pomóc i Bartkowi. A wtedy chłopiec znów skupi się na tym, co w jego życiu jest tak ważne. Żeby w końcu móc przedstawiać się Bartek Markowski.

9 876,00 zł ( 6,17% )
Wsparło 279 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki