Nie umieraj, serduszko... zbieramy na ostatnią operację Frania!

Zbiórka na cel: Operacja serca w Munster w Niemczech (III-ostatni-etap leczenia)
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 16 947 osób
161 860 zł (97,91%)
Brakuje jeszcze 3 459 zł
Wesprzyj

Franciszek Owczarz , 17 miesięcy

Wrodzona wada serca: HLHS

Zobacz poprzednie zbiórki

Warszawa, mazowieckie

Rozpoczęcie: 24 Kwietnia 2018
Zakończenie: 30 Lipca 2018

Połowa serca Frania musi wystarczyć na całe życie. To, że synek jest nadal z nami, jest prawdziwym cudem, który mógł się zdarzyć właśnie dzięki Tobie. Ale jego serduszko nadal jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie! By Franio miał szansę na życie, musi przejść III etap korekcji wady serca. Żeby odbyła się ona w Munster - w miejscu, gdzie już raz prof. Malec uratował jego życie - musimy zebrać ogromną sumę. Prosimy - pomóżcie nam w tym. Jeśli nie zdążymy na czas, serce Frania stanie na zawsze…

Franciszek Owczarz

Mam dwoje dzieci, które są dla mnie całym światem. Chłopcy są cudowni i… bardzo chorzy - obaj. Gdy dowiedziałam się, że starszy syn Mikołaj ma dystrofię mięśniową, świat się zawalił. Wiedziałam, że już nic nie będzie takie samo… Ale w pewnym momencie rozpacz zastąpiła chęć walki o życie synka. Wtedy przekonałam się, jak wielką siłę ma w sobie miłość matki. Minęło 6 lat. Kiedy okazało się, że znów jestem w ciąży, na początku się bałam. Ale wszystkie badania potwierdziły, że Franio urodzi się zdrowy! To była najpiękniejsza informacja, jaką mogliśmy usłyszeć.

Radość nie trwała długo… Szczęście prysło, a w jego miejsce wepchnął się najczarniejszy strach. W 22 tygodniu ciąży podczas USG połówkowego lekarz wykrył nieprawidłowość: do lewej komory serduszka nie dopływała krew! Wtedy nie wiedziałam, co to oznacza. Dostałam skierowanie na badanie prenatalne i zalecenie, by zrobić je jak najszybciej. To była ostatnia chwila, by przerwać ciążę...

Byłam jak w amoku, jakby cały ten dramat rozgrywał się poza mną. Zastanawiałam się, dlaczego to moje dzieci dotknęła taka tragedia? Dlaczego los wystawił nas na taką próbę? Badania potwierdziły najgorsze - Franio miał się urodzić z połową serduszka! Mógł umrzeć, a ja stanęłam przed wyborem - przerwać ciążę, albo dać mu szansę. Dla mnie decyzja była jasna. Wiedziałam, że zrobię wszystko, by mój synek żył, by mógł doświadczyć miłości, jaką obdarzą go rodzice i braciszek…

Franciszek Owczarz

Mało wtedy wiedziałam jeszcze o chorobie, z którą miał urodzić się mój syn. Wiedziałam tylko, że przed nami długa i ciężka droga… Lekarze proponowali tylko leczenie paliatywne. Ja jednak wierzyłam, miałam nadzieję… Byłam matką, a matka walczy o swoje dziecko ze wszystkich sił.

Franio urodził się głośno oznajmiając światu, że oto jest! Na początku wyglądał jak okaz zdrowia, a ja przez chwilę pomyślałam - to wszystko to była pomyłka! Przecież mój synek jest zdrowy! Jednak sytuacja zmieniła się drastycznie: w 3 dobie dostał silne leki podtrzymujące życie, zabrali go do innego szpitala w ciężkim stanie. Jego skóra była blada, prawie papierowa. Był taki zimny, jego serce gasło…

Zaczęła się dramatyczna walka o życie. Mojego małego, bezbronnego synka przetransportowali na OIOM, tak daleko ode mnie. Mógł umrzeć w każdej chwili, dlatego, chociaż byłam po cesarskim cięciu, wypisałam się na własne żądanie. Mówili, że nie będę mogła chodzić, ja tymczasem pobiegłam do synka, chociaż każdy krok sprawiał ogromny ból.

Franciszek Owczarz


Gdy go zobaczyłam - zamarłam. To był widok, którego się nie zapomina, który tkwi pod powiekami, gdy zamykasz oczy. Widziałam, że śmierć była tuż obok. Ochrzciliśmy Frania i modliliśmy się, by wytrzymał do operacji. Cierpienie synka było horrorem, który pogarszała sytuacja w szpitalu. Ja, matka, byłam traktowana jak wróg. Nikt nic ze mną nie konsultował, nie pozwolili mi nawet spróbować nakarmić synka, chociaż mimo żywienia sondą jego waga spadała. Dali mi tylko drewniane, twarde krzesło, na którym spędziłam dziesiątki godzin.

Operacja się udała, ale zagrożenie życia nie minęło. Wystąpiło mnóstwo powikłań: niewydolność krążeniowo-oddechowa, potem infekcja. Franio bardzo długo dochodził do siebie. Było ciężko, ale, chociaż taki malutki, dzielnie walczył o swoje życie.

Wróciliśmy do domu z ciężką traumą. Po horrorze, który przeżyliśmy, szukaliśmy ratunku gdzie indziej. Tak poznaliśmy rodziców dzieci z wadami serca, które operował prof. Malec z klinice w Munster. Były radosne, niczym nie różniły się od swoich rówieśników! Pragnęłam, by taką samą szansę na normalne życie dostał mój synek...

W Polsce, chociaż operacje serca jednokomorowego są przeprowadzane, bardzo długo czeka się na zabieg. Dzieci często umierają, bo albo nie doczekają operacji, albo powikania są już tak duże, że operacja staje się niemożliwa. Nie mogliśmy na to pozwolić!

Franciszek Owczarz

Gdy podczas konsultacji prof. Malec obejrzał wyniki badań mojego synka, był w szoku. Powiedział, że nie można długo czekać, bo z takim sercem dni Frania są policzone. Obiecał, że dla mojego Frania jest duża szansa, że potrafi zapewnić mojemu synkowi szczęśliwe dzieciństwo. To wystarczyło - rozpoczęliśmy bardzo trudną misję, by zebrać środki niezbędne na operację. Wtedy po raz pierwszy prosiliśmy Was o wsparcie w ratowaniu życia synka, wtedy też po raz pierwszy doświadczyliśmy tyle dobra, które płynęło z ludzkich serc!

Dzięki Waszej pomocy Franio przeszedł drugi etap operacji serca właśnie w Munster. Zabieg odbył się 28 sierpnia, a już 4 września Franio mógł opuścić szpital. Kontrolne badania u kardiologa wypadają dobrze, serduszko pracuje tak jak powinno na ten moment. Ale przed synkiem III, ostatni już etap korekcji wady serca. Jeśli nie przejdzie tej operacji, całe cierpienie pójdzie na marne. Serduszko będzie za słabe, nie będzie miało siły bić. A wtedy nastąpi koniec…

Dzisiaj Franio balansuje na granicy życia i śmierci... Uśmiecha się tak radośnie i nie wie, że za chwilę może go nie być. Że jego serduszko, a właściwie jego połowa, może zatrzymać się w każdej chwili, niszcząc nasz świat i zabierając sens życia. Wstępnie operacja planowana jest na początek przyszłego roku, ale chore serce jest jak tykająca bomba. Bardzo prosimy - bądźcie znów z nami, pomóżcie stoczyć najważniejszą w życiu walkę - walkę o życie Frania. Tylko z Wami nam się to uda...

Marzena i Jacek, rodzice Frania

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 16 947 osób
161 860 zł (97,91%)
Brakuje jeszcze 3 459 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość