Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Serduszko Franka

Fanciszek Chmielewski
Zbiórka zakończona

Serduszko Franka

160 461,00 zł ( 100,28% )
Wsparły 10364 osoby
Cel zbiórki:

Operacja wady serca w Munster

Fanciszek Chmielewski
Tomaszów Lubelski, lubelskie
Wada serca
Rozpoczęcie: 2 Listopada 2015
Zakończenie: 5 Lutego 2016

Rezultat zbiórki

Zbiórka zakończona dzięki Wam! Teraz możemy zgłaszać gotowość finansową w klinice i szykować się do wyjazdu.

13 lutego 2016: Nadal czekamy na najważniejszy dla nas mail - mail z kliniki z Münster z wyznaczoną datą operacji Frankowego serduszka. Niestety nadal nie znamy żadnych konkretów. Franek czuje się nieźle, więc czekamy spokojnie, przypominając się w Niemczech.

Opis zbiórki

Między radością z ujrzenia dwóch kresek na teście ciążowym a umieraniem ze strachu w oczekiwaniu na decyzję o operacji dającej Frankowi szansę na życie z własnym sercem minęły ponad 4 lata. W tym czasie rodzice usłyszeli wiele słów, które były jak krzyżyki postawione na małym życiu, nauczyli się też wierzyć mimo wszystkim diagnozom i mimo najczarniejszym scenariuszom, że zawsze trzeba szukać innego wyjścia.

 

Serduszko było słychać już w 8 tygodniu ciąży. Na badanie połówkowe mama Frania szła z myślą, że pozna płeć dzieciątka, innych pytań do lekarza nie miała, ponieważ nie było o co się martwić. – Jaka jest płeć, panie doktorze? – spytała. – Chłopiec – odpowiedział cicho pan doktor, bez entuzjazmu.  Już wtedy mama Franka wiedziała, że nie płeć jest najważniejsza, że lekarz wpatruje się w coś innego. I wpatrywał się długo, prawie godzinę. Ze wszystkich stron oglądał serduszko, o czym mama Frania jeszcze nie wiedziała. Za to lekarz wiedział, że to, co za chwilę powie, będzie dla niej tudną wiadomością, więc musiał być pewien, że się nie myli. -  Obraz serca mi się nie podoba. – powiedział w końcu.

 

Fanciszek Chmielewski

Brak dostępu do internetu pozwolił mamie Franka dotrwać do porodu we względnym spokoju i nieświadomości. Wykryta wada serca miała być lżejsza niż ta, którą stwierdzono po narodzinach Frania. Wcześniej nie było widać niedorozwoju lewej komory serca. Franek przyszedł na świat otoczony tabunem lekarzy. Maluszek mimo sinicznej wady serca nie był siny, patrzył swoimi wielkimi oczami na to, co się wokoło niego dzieje. Gdyby urodził się w innym szpitalu, prawdopodobnie nikt by nie przypuszczał, że jest chory.  Na kardiochirurgię został wciśnięty dopiero wtedy, gdy pojawił się częstoskurcz. W 17 dniu życia był już po pierwszym etapie operacji serca, a po dwóch miesiącach opuścił (w końcu) szpital.

 

W domu o wadzie serduszka przypominały leki, a także oczekiwanie na telefon ze szpitala z informacją o drugim etapie operacji. – Nie doczekaliśmy się telefonu ze szpitala, więc sami zaczęliśmy dzwonić. – mówi pani Joanna. – Słyszeliśmy, żeby zadzwonić za 2 tygodnie, bo kolejki, bo urlopy, bo nie ma miejsc. Gdy saturacje zaczęły spadać do poziomu 75%, dzwoniliśmy częściej. Terminu operacji jak nie było, tak nie było, a saturacje szły w dół. Do tego pojawiły się bezdechy, więc na zmianę z mężęm siedzieliśmy przy łóżeczku synka. Gdy pojawił się bezdech, trzeba było małego wybudzać. Doszło do tego, że baliśmy się zasnąć ze zmęczenia, żeby nie przegapić kolejnego bezdechu. Wiedzieliśmy, że pomóc może tylko operacja. Po kolejnym telefonie, który nic nie zmienił w temacie terminu operacji, stanowczo poprosiłam w szpitalu o oświadczenie, w którym będzie napisane, że szpital wie, że saturacja spada i że weźmie odpowiedzialność, gdy coś złego się stanie. Dostaliśmy termin na 13 września 2012 roku.

 

Po tej operacji Franek szybko doszedł do siebie – 1,5 tygodnia i byliśmy z powrotem w domu, z pięknymi saturacjami na poziomie 87%. Na oddziale dowiedzieliśmy się, że jest ktoś taki, jak prof. Malec, który operuje za granicą, ale to była wtedy ciekawostka – Franek był już przecież po operacji, czuł się świetnie. Na oddział wróciliśmy po jakimś czasie na echo serca. Tak małe dziecko usypia się do badania, wcześniej już miał echo, więc byliśmy zupełnie spokojni. Jednak po badaniu nasz Franek został przywieziony na tlenie, saturacje spadały do poziomu krytycznego. Byliśmy przerażeni:  co się stało? – Nic mu nie zrobiliśmy. To nie nasza wina – mówił do nas anestezjolog. Doszło do niewydolności serca, powiększenia prawej komory oraz zaburzenia kurczliwości. Jego stan był ciężki. Wtedy też usłyszeliśmy, że nie wiadomo, co może się wydarzyć. Zobaczyliśmy nasze dziecko spuchnięte, półprzytomne, cofnięte motorycznie do momentu rozwojowego dziecka trzymiesięcznego. To był straszny widok. Z dnia na dzień było tylko gorzej. Rokowania nie były zachwycające. W pewnym momencie zostaliśmy poinformowani, że jego serduszko w każdej chwili może się zatrzymać i nie będzie możliwości przeprowadzenia reanimacji, gdyż szpital wykorzystał już wszystkie możliwości podawania leków wspomagających bicie jego serca. To była jedna z najgorszych wiadomości. W takiej sytuacji, przeprowadzenie trzeciego etapu operacji nie było możliwe – serce Franka by tego nie wytrzymało.

 

Fanciszek Chmielewski

Postanowiliśmy skonsultować jego przypadek z profesorem Malcem. Profesor podzielił zdanie lekarzy z CZD i odmówił przeprowadzenia trzeciego etapu operacji ze względu na dużą niewydolność serca. Musieliśmy czekać... Franek był przygotowywany pod zabieg wszczepienia sztucznej komory serca, a tym samym do wpisania na listę dzieci oczekujących na przeszczep serca. Jakaś opaczność losu chciała, żeby to się jednak nie wydarzyło. Po roku kardiochirurdzy zdecydowali, że najpierw zostanie przeprowadzona operacja naprawcza zastawek, a dopiero po pewnym czasie trzeci etap korekty wady serca. Niestety, nie otrzymaliśmy żadnego terminu do przeprowadzenia tych operacji. Poinformowano nas jedynie, że mamy dzwonić do kliniki w przypadku, gdy saturacje Franka spadną poniżej 70%. Nie chcieliśmy czekać na załamanie. Nauczeni doświadczeniami sprzed ponad roku, gdy Franek walczył o życie, postanowiliśmy znów skonsultować Franka u Profesora Malca. Według profesora dwie operacje są zbyt ryzykowne, dlatego on podjąłby się wykonania trzeciego etapu korekty wad serca połączonego z naprawą obu zastawek, żeby jak najbardziej odciążyć serce.

 

Zdecydowaliśmy z mężem, że spróbujemy zebrać pieniądze na operację serca w Niemczech (36.500 euro). W Polsce nie doczekaliśmy się do tej pory terminu, obawiamy się, że będzie tak, jak przy ostatniej operacji, czyli termin na “święte nigdy” – wtedy czekanie skończyło się dramatycznie, nie będziemy ryzykować powtórki. Gdy dostaliśmy kwalifikację, nie wahaliśmy się z decyzją ani chwili. Nie chcemy ratować naszego dziecka na raty, bo to może się nie udać, a ceną jest jego życie. Jaki rodzic ryzykowałby w takiej sytuacji życiem swojego dziecka?

 

Samodzielnie nie jesteśmy w stanie uzbierać tak gigantycznej kwoty. Wierzymy, że nam pomożecie i to się uda. Prosimy - pomóżcie uratować serce naszego syna.

 

 

160 461,00 zł ( 100,28% )
Wsparły 10364 osoby

Obserwuj ważne zbiórki