Ocalić życie małego serduszka

Zbiórka na cel: PORÓD I OPERACJA SERCA OLUSIA W MUNSTER, KTÓRA OCALI JEGO ŻYCIE
Big 7974cde1 5106 46f1 854c 913a9cf7a4b2
Wsparło 5 459 osób
102 223 zł (29,1%)
Brakuje jeszcze 249 097 zł
Wesprzyj

Olek

Krytyczna, wrodzona wada serca: HLHS (hipoplazja lewej komory serca)

Toruń, kujawsko-pomorskie

Rozpoczęcie: 07 Czerwca 2017
Zakończenie: 10 Sierpnia 2017

Widzicie mojego synka? Teraz spokojnie sobie śpi. Jest bezpieczny w moim brzuchu, chroniony przed całym złem tego świata. Największe zagrożenie czai się jednak w środku - to jego serduszko, a właściwie tylko połowa. Boję się porodu, bo tylko do tego dnia - do 30 sierpnia - mam czas na zebranie pieniędzy, które uratują Olusia. Kwota jest ogromna - ponad 300 000 złotych. To cena za życie mojego dziecka. Gdy się urodzi, zacznie umierać. Nie mogę pozwolić, by pierwszy dzień życia był jednocześnie jego ostatnim. Jego serce nie może przestać bić… Błagam, pomóżcie uratować moje dziecko!

Dla niektórych koniec świata, dla mnie największe marzenie - o dwie kreski na teście ciążowym staraliśmy się aż 5 lat. Każde niepowodzenie bolało, ale nie traciłam nadziei. Przecież taka miłość musi mieć swój owoc! Czułam, że będziemy dobrymi rodzicami, tak bardzo pragnęliśmy tego maleństwa. I stało się! Najszczęśliwsza chwila w moim życiu - dokładnie 5 stycznia tego roku, godzina 9:15. To wtedy dowiedziałam się, że będę mamą! Moje największe marzenie się spełniło, a kolejne tygodnie płynęły jak w bajce. Pierwsza wizyta u lekarza, potwierdzenie ciąży i ten najpiękniejszy dźwięk - dźwięk bijącego serduszka. 

Nie sądziłam, że można być aż tak szczęśliwym. Czułam, że mogę góry przenosić! Z wielkim uśmiechem na twarzy wybierałam dziecięce ubranka i dekorowałam pokoik. Podczas kolejnego badania dowiedzieliśmy się, że to będzie chłopiec. Mąż oszalał ze szczęścia, oczami wyobraźni już widział, jak gra z synkiem w piłkę. Od razu wybraliśmy imię - Aleksander. Nasz mały Oluś… Przez pierwsze trzy miesiące bardzo się pilnowałam - w końcu to wtedy jest największe ryzyko. Gdy minęły, odetchnęłam z ulgą. Sądziłam, że teraz już nic nie zagraża mojemu synkowi…

Byłam w błędzie, ogromnym. USG połówkowe, które przechodzi każda przyszła mama. Jednak nie każda słyszy to, co ja… Czułam, że coś jest nie tak. Widziałam to chyba w oczach lekarza, w jego niespokojnym wyrazie twarzy. Pytał o dziwne rzeczy, np. czy ktoś w rodzinie jest chory na serce. Zrobiło mi się słabo. Zamarłam w przerażeniu i byłam w stanie wydusić z siebie tylko jedno pytanie: czy moje dziecko jest zdrowe? Kiedy usłyszałam, że lekarz nie widzi jednej komory serca, nie wiedziałam jeszcze, z czym się to wiąże. Wmówiłam sobie, że może się wykształci, że przecież jeszcze ma czas… Lekarz pozbawił mnie złudzeń. Wiedziałam już, że ta brakująca połowa serduszka nigdy nie urośnie, a mojemu synowi grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. 

Z gabinetu wyszłam zapłakana. Świat się zawalił, szczęście prysło jak bańka mydlana. Wracając do domu drżącymi rękami sprawdzałam w internecie, co oznacza ta diagnoza i z każdym kolejnym wynikiem zapadałam się jeszcze bardziej. Zespół HLHS to złożona wada serca. Nieleczona oznacza najgorsze - aż 95% dzieci z tą wadą, bez rozpoczęcia leczenia, umiera w pierwszym miesiącu życia. Czułam, że moje życie się skończyło… Kolejne dwa tygodnie przepłakałam, chociaż miałam świadomość, że stres nie działa dobrze na Olusia. Nie potrafiłam jednak poradzić sobie z diagnozą. Skrót, który na początku brzmiał tak obco, stał się częścią mojego życia. Musiałam jednak się podnieść, stawką było przecież życie mojego dziecka!

Znowu zaczęłam wpisywać skrót HLHS w wyszukiwarkę, jednak teraz w innym celu - chciałam odzyskać nadzieję i znaleźć ratunek dla synka. Zobaczyłam twarze uśmiechniętych, zdrowych dzieci, które żyją z tą wadą serca. Przy każdym z nich tylko jedno nazwisko - prof. Edward Malec. Odzyskałam wewnętrzną siłę, a przeraźliwą rozpacz zastąpiła nadzieja. Wiedziałam, że się nie poddam i zrobię wszystko, co może zrobić matka, by ratować życie swojego dziecka. Muszę dać Olusiowi największą szansę na przeżycie. Na to, by nie umarł zaraz po narodzinach, a w przyszłości mógł być zdrowy i szczęśliwy. Postanowiłam, że zawiozę synka do profesora Malca, najlepszego kardiochirurga na świecie. Ocalił on już tak wiele żyć i wiem, że ocali także moje dziecko. Zostaliśmy zakwalifikowani do operacji, mamy już wyznaczony termin porodu. Brakuje nam tylko i aż pieniędzy...

Jeszcze przez trzy miesiące Olek jest bezpieczny pod moim sercem. Póki tam jest - nic mu nie grozi. Rośnie, nabiera sił, szykuje się do walki, którą musi stoczyć zaraz po przyjściu na świat. I musi ją wygrać. Nie dopuszczam do siebie myśli, że miałabym pochować ukochane, wyczekane dziecko. Nie chcę myśleć o białej trumience spuszczanej do zimnej ziemi. Nie oddam mojego synka w objęcia śmierci...

Gdy nadejdzie termin porodu, muszę być przygotowana, bo kiedy lekarze przetną pępowinę, a Olek weźmie pierwszy oddech, zacznie umierać. Natychmiast podłączony lek pozwoli nam ugrać trochę czasu - tych kilka dni, podczas których lekarze dokładnie zaplanują zabieg, pierwszą z trzech operacji serca, która uratuje życie mojemu synkowi. Ta pierwsza operacja jest najważniejsza, ale przed nami aż trzy. To one dadzą szansę Olusiowi na normalne, szczęśliwe życie - niczego bardziej nie pragnę. 

Wielką nadzieję przysłania jeszcze większy lęk - czy uda się na czas uzbierać pieniądze, dzięki którym moje dziecko przeżyje? Naprawa serduszka jest bardzo droga… Koszt pierwszej operacji i pobytu Aleksandra w niemieckiej klinice, gdzie operuje prof. Malec to ponad 70 tysięcy euro. Do tego trzeba doliczyć jeszcze koszt porodu, który musi odbyć się w tej samej klinice, żeby Olek miał jakiekolwiek szanse. Mam tylko trzy miesiące, by zgromadzić tę ogromnę kwotę, dzięki której 30 sierpnia zostanę przyjęta do niemieckiego szpitala by tam urodzić swoje dziecko i tam powierzyć jego życie w ręce lekarzy, którym już tak bardzo zaufałam. 

Kochamy synka jak nikogo innego na świecie. Chciałabym zatrzymać go tam, gdzie jest bezpieczny i nic mu nie grozi. Głaszczę swój brzuch, czuję ruchy Olka i mówię mu, że mamusia o niego zadba najlepiej jak umie. Że będzie zdrowy i szczęśliwy… Dni jednak uciekają bardzo szybko, a każdy z nich przybliża nas do ostatecznego starcia. Boję się, że nie zdążymy uzbierać pieniędzy… Nie chcę myśleć, co się wtedy stanie. Błagam, pomóżcie mi uratować moje dziecko. Pozwólcie dać mu największą szansę na przeżycie. Tak bardzo chciałabym być mamą...

Obejrzyj telewizyjny materiał o Olku

30 zł

Anonimowa Pomagaczka

10 zł

R.

300 zł

Aga P.

100 zł

Anonimowy Pomagacz

20 zł

Anonimowa Pomagaczka

Jesteśmy z Wami ♥
5 zł

Anonimowy Pomagacz

Pokaż więcej

Wsparło 5 459 osób
102 223 zł (29,1%)
Brakuje jeszcze 249 097 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość