Serduszko dla Jerzyka

Arek Gmurczyk
organizator skarbonki

Kochani! Bardzo dziękuję za ogrom życzeń urodzinowych, które od pierwszych minut dzisiejszego dnia zalewają czeluście moich internetów-co cieszy mnie ogromnie :)

W związku z bardzo dużą ilością osób, które pamiętają dziś o mnie wpadłem na pewien pomysł.

Jeśli chcielibyście sprawić mi mały prezent bardzo Was proszę o wsparcie akcji w której zbieramy na naprawę serduszka małego Jerzyka. Potrzeba jeszcze blisko 100 000 zł ale wierzę, że wspólnie damy radę!

Jeśli macie możliwość wpłaćcie 5, 10, 50, 100zł lub każdą inną dowolną kwotę. Każda złotówka przybliża malucha do daru życia.

"15%. Tyle szans na powodzenie ma operacja, która zapewni Jerzykowi życie. Możemy jednak zrobić więcej, żeby ochronić życie tego kilkumiesięcznego chłopca. W Niemczech szansa na powodzenie operacji jest kilkakrotnie wyższa. A w bitwie o najcenniejszą wartość, jaką jest życie, liczy się każdy procent. Dlatego dzisiaj walczymy o to, by Jerzyk pojechał tam na operację, o to, by mógł zostać z nami, by czekała go dorosłość, by dostał dar życia. Bez nas tej szansy nie ma.

"Kiedy jechaliśmy na badanie USG w ciąży, byliśmy tacy szczęśliwi i pewni, że usłyszymy same dobre wieści. Żartowaliśmy, że nasz synek będzie piłkarzem – zaczyna swą opowieść mama Jerzyka. Taki był ruchliwy, tak mocno kopał, wydawało się, że ma tyle sił. Teraz wiemy już, że to niemożliwe, piłkarzem nigdy nie będzie, najważniejsze by po prostu był, by żył.

Zamiast szczęśliwych wieści było milczenie lekarza prowadzącego. A potem słowa, które zmieniły wszystko, które spowodowały że na chwilę świat się zatrzymał.  Coś jest nie tak z sercem. Coś poważnego. Skierowanie na badania specjalistyczne, lawina myśli, bezsenne noce i ten przeraźliwy strach. I nadzieja, że może sprzęt zawiódł, że może lekarz się pomylił. Ale kiedy po dodatkowych badaniach lekarz powiedział, że nie zacznie rozmowy bez obecności psychologa, trzeba było stawić czoła okrutnej prawdzie.

Beznadziejna sytuacja... niewykształcone tętnice płucne... niewielkie szanse... mają Państwo prawo do terminacji ciąży... Kolejne słowa dźwięczały w głowie. Bezsenne noce pełne rozpaczy i łez. Dlaczego my? Dlaczego nasze dziecko? Za co? Trzeba było przygotować starsze dzieci na to, że może nie być braciszka, na to, że rodzice nie płaczą z ich powodu. Można było tylko się modlić ze wszystkich sił i wierzyć, że cuda się zdarzają, kiedy bardzo o się prosi.

I wtedy stał się cud, w sercu Jerzyka wykształciły się tętnice płucne. Dziecko ma szansę na życie – powiedzieli rodzicom lekarze i dopiero wtedy dotarło do nich, że wcześniej tej szansy nie było. Przypadek Jerzyka nie był już beznadziejny. Ale był krytyczny, tak samo jak krytyczna była jego wada serca. Zespół izomeryzmu prawostronnego, konieczność leczenia wieloetapowego, operacje paliatywne, serce jednokomorowe, rokowania niepewne... Te hasła z opisu badania prenatalnego wciąż kołatały w naszych głowach a w sercach nadzieja i prośba o cud. Antoś i Franio codziennie klękali do modlitwy, żeby wybłagać życie dla brata. Cztery miesiące mieliśmy na przygotowanie siebie i rodziny na każdą ewentualność. Ale czy w ogóle można się przygotować?

9 maja 2016 roku Jerzyk przyszedł na świat. Mama czekała tylko na jedno – jego pierwszy krzyk, znak, że maluch jest z nimi, że żyje. Po narodzinach został natychmiast zabrany do inkubatora i to było straszne, bo zamiast dziecka w ramionach była pustka, przeraźliwy strach i bezradność. Bo narodziny Jerzyka to nie był koniec trosk. W brzuchu mamy był bezpieczny, a teraz zaczęła się wojna, bo bitwa o życie dziecka jest zawsze wojną z losem, pełną strachu, rozpaczy i bólu.

W wojnie o dziecko każdy dzień to trauma. To, że nie można zobaczyć dziecka, że wyganiają z sali, że trzeba przemykać się, żeby przez chwilę na niego zerknąć, zrobić zdjęcie. To, że lekarze powtarzają, że jest gorzej niż przypuszczali. To że synek jest obok, widoczny przez szybę inkubatora, ale nie można go dotknąć, przytulić. Czy nie czując bliskości mamy będzie mieć chęci i siłę do walki o własne życie? To, że w domu czeka dwójka starszych dzieci, stęsknionych za mamą, ale trzeba być na miejscu, walczyć, choć każde kocha się równie mocno.

Jerzyk został przewieziony do Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie został zakwalifikowany do operacji.  Nie miał jednak szczęścia, w żyle wrotnej pojawiła się skrzeplina. Lekarze wciąż przekładali zabieg. Nikt nie potrafił powiedzieć, kiedy i czy w ogóle się odbędzie. Najgorsza jest bezradność. To, że wiesz, że Twoje dziecko może w każdej chwili umrzeć, a Ty nie możesz zrobić nic, żeby go ochronić. Nawet gdy już możesz wziąć dziecko na ręce, wiesz, że Twój uścisk i miłość to za mało, by zwalczyć śmierć.

A potem zaczął się strajk pielęgniarek. Mama chłopca pamięta to jak przez mgłę. Takie wydarzenia zostają w pamięci jak migawki, jak kadry z filmu. Zamieszanie na oddziale. Błyskawiczny transport medyczny dzieci. Biegający dookoła ludzie, ogromny stres. Za 15 minut jedziecie do Krakowa – usłyszała mama. Karetka nieprzystosowana do transportu tak małego dziecka, gdyż innych nie było, mknąca na sygnale, który nie milknął przez 3 godziny. I siny na twarzy Jerzyk, któremu spadły parametry życiowe, któremu groziło to, że dojazdu do szpitala w Krakowie już nie doczeka. Proszę przygotować się na wszystko – powiedzieli lekarze. Mijały dni, a Jerzyk ciągle nie miał operacji, jego stan ciągle był zły. W końcu przeszedł zabieg cewnikowania serca, podczas którego wprowadzono stent do przewodu tętniczego.

Po zabiegu Jerzyk po raz pierwszy otworzył oczka i się uśmiechnął.

W końcu było lepiej. Odłączenie leku podtrzymującego życie i nareszcie, po długim czasie powrót do domu, to był przełom. Rodzice mogli naprawdę poznać swojego synka. Przewijać, przytulać, być przy nim cały czas. Antoś i Franio w końcu zobaczyć brata.

Ale krytyczna wada serca jest jak tykająca bomba, która może wybuchnąć lada chwila. A wada serca Jerzyka jest niezwykle rzadka. Jego przypadek był konsultowany w całej Polsce. Statystyki są nieubłagalne. Podobnie jak długi czas oczekiwania na zabieg, który wykonuje się na ogół dopiero wtedy, kiedy jest już bardzo źle. A tego Jerzyk może nie doczekać.

W Krakowie rodzice dowiedzieli się o możliwości konsultacji u profesora Malca, wybitnego dziecięcego kardiochirurga, który operuje najbardziej skomplikowane wady serca w szpitalu w Munster. Większa szansa na powodzenie operacji, większe doświadczenie w operowaniu tego typu wad, lepszy standard opieki medycznej,  brak czekania na termin, niewielkie ryzyko powikłań… Operacja musi być szybko, w ostatnim kwartale roku, bo Jerzyk nie przybiera na wadze, zanim się naje, to się męczy, sinieje przy płaczu…


Kwota za operację jest duża. Ale dzięki niej Jerzyk ma większą szansę na życie. Kalkulacja jest prosta. Jesteśmy zobowiązani nakazem rodzicielskiej miłości do wykorzystania szansy, jaką jest leczenie poza granicami naszego kraju – mówią rodzice chłopca. Wierzą, że dzięki ludziom o dobrych sercach ich synek otrzyma szansę na życie. "

Pomożecie :) ? Dziękuję!

Wsparli

50 zł

Anonimowy Pomagacz

20 zł

Ela

20 zł

Anonimowy Pomagacz

10 zł

Andzia

Oby szybciutko do celu i upragnionego zdrowia. Trzymam kciuki :)
50 zł

Piotrek i Kasia

Pozdrawiam
40 zł

Kasia z Tomkiem

Wszystkiego co najlepsze z okazji urodzin dla Ciebie (i całej familii przy okazji też):)! A dla Jerzyka szybkiego powrotu do zdrowia!

Pokaż więcej

Darowizny trafiają bezpośrednio na zbiórkę charytatywną:
Arek Gmurczyk
Jurek Struski, 5 lat
Dar życia potrzebny od zaraz
89%
895 zł Wsparło 30 osób CEL: 1 000 ZŁ