Zbieramy na leczenie siatkówczaka obuocznego u Lenki

szymek1602
organizator skarbonki
"Idzie rak - nieborak, jak uszczypnie będzie znak" - tak mama Lenki często bawiła się z córeczką. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że wypowiada prorocze słowa... Lenka urodziła się 6 października 2014 roku. Sześć miesięcy później zachwycała wszystkich na ślubie swoich rodziców - mała księżniczka z niebieskimi oczkami - nic dziwnego, że wszystkie obiektywy aparatów były skierowane w jej stronę. Tydzień później jej rodzice otrzymali pierwsze zdjęcia z uroczystości. Z ciekawością zaczęli je oglądać, wspominać najpiękniejszy dzień w ich życiu we troje, jednak uśmiech powoli zamienił się w niepokój... nie, to niemożliwe... patrzyli na kolejne zdjęcia, na których w oku Lenki był odblask. Czy to możliwe, że fotograf źle zrobił zdjęcia? I to wszystkie? Gdyby to było kilka zdjęć, ale wertowali kolejne i znowu to samo - dziwny błysk w oczku Lenki. Raz w jednym, raz w drugim oczku. I to tylko u Lenki. Pierwszy ucisk w środku serca... i pytanie boleśnie pulsujące w głowie: czy coś złego się zaczyna?- Mama, widzisz, że Lence świecą się oczy? - pytała zaniepokojona mama Lenki. - Ela, nie wymyślaj. Nie szukaj choroby. - uspokajała babcia Lenki. Lekarz mówił, że źrenica ma prawo dawać odblask, bo tak jest zbudowane oko. Rodzice dziewczynki chcieli potwierdzić to u kolejnego lekarza, pojechali na prywatną wizytę na początku maja 2014. - Gdy lekarz powiedział nam, co znalazł w oczach naszej córeczki, pamiętam, że mąż cały blady powiedział tylko: "Jezu, Elka..." Lekarz był pewien, że to zmiany nowotworowe i to nie w jednym, tylko od razu w obu oczkach. Nowotwór tak agresywnie zaatakował naszą córeczkę, że nawet nie oszczędził jej jednego oczka. - wspomina mama Leny. - Ciągle płakaliśmy. Lekarze debatowali, gdzie wysłać Lenkę - do Krakowa czy Warszawy. Gdy usłyszałam słowo "melphalan", przypomniałam sobie, że dwa miesiące wcześniej oglądałam w telewizji reportaż o nowej metodzie leczenia, która tylko co weszła do Polski, właśnie melphalanem. Pojechaliśmy do Warszawy, byłam przekonana, że tam jest lekarz, który uratuje Lenkę. iatkówczak zazwyczaj zaczyna od zaatakowania jednego oczka, a gdy jest wyjątkowo agresywny, przerzuca się na drugie oczko. U Lenki od razu zaatakował oba, więc ewentualne przerzuty byłyby już bardzo groźne, bo na mózg, co zagraża jej życiu. Całe leczenie od początku jest nastawione na ratowanie jej życia - 6 cyklów chemioterapii nie pomogło. Przed chemią były dwa guzy w prawym oku i jeden duży w lewym. Ten duży zniszczył plamkę odpowiedzialną za widzenie. To nowotwór, więc jeśli nie będzie skutecznego leczenia, trzeba go usunąć razem z okiem. U Lenki nowotwór zrobił sobie imprezę w obu oczkach i co najgorsze - cały czas zaprasza nowych gości, zupełnie nie reagując na leczenie. We wrześniu 2015 roku, dokładnie miesiąc po zakończeniu chemii, nastąpiła wznowa... Lekarze tak bardzo wierzyli, że chemia wyleczy Lenkę, że o pierwszej wznowie nawet nie powiedzieli. Zamrozili nowe guzki, cała rodzina świętowała sukces, koniec choroby, amen. Jakby stali na krawędzi krateru i krzyczeli, że wulkan jest już nieaktywny, a on za chwilę wybuchł jeszcze mocniej. Kolejna wznowa była 3 marca 2016 roku - dokładnie po miesiącu złudnej radości, że to już koniec. Powietrze życia nabrane przez te 4 tygodnie w płuca w sekudę zatruła wiadomość o tym, że nowe guzy są w takich miejscach i tak szybko rosną, że właściwie nie ma już żadnej metody, żeby je leczyć. Lenka czeka na kwalifikację do leczenia melphalanem w Polsce. Czy to się uda? Lekarze mówią według nich aż o 50% szans na wyleczenie siatkówczaka. Jest miejsce, gdzie tych szans jest 98%, ponieważ tam leczenie jest prowadzone od 20 lat, ciągle udoskonalane - u dr Abramsona w USA. O tym rodzice Lenki dowiedzieli się od rodziców innych dzieci, którzy pojechali do USA na leczenie, które było ostatnią deską ratunku, gdy jeszcze nie było melphalanu w Polsce. Teraz jeżdżą też tam dzieci, które w Polsce przyjęły melphalan, ale nie zadziałał, wystąpiły powikłania. Okazuje się, że sam melphalan to nie wszystko - z lekiem podawane są inne składniki i od nich zależy cały sukces leczenia. - A dlaczego w różnych krajach te składniki są inne, w innych proporcjach? Tego nie wiemy. - mówi mama Lenki. - Wiemy tylko, że we wszystkich znanych nam historiach z happy-endem, historiach wyleczenia dzieci z siatkówczakiem, głownym bohaterem jest dr Abramson. Lenka została zakwalifikowana do leczenia w USA, chociaż wielu lekarzy mówi, że nie podaje się melphalanu do obu oczek - jak widać, tam się podaje. To olbrzymia szansa, żeby uratować Lenkę!Dr Abramson daje 98% szans na wyleczenie nowotworu. Chcemy oddać nasze jedyne dziecko w jego ręce. Nie wyobrażamy sobie tego, ze mogłaby już nigdy nas nie zobaczyć, a gdy nowotwór się rozpędzi i nie będziemy w stanie go powstrzymać - że mogą zgasnąć nie tylko jej oczka, ale i cała Lenka... Dlatego jak najszybciej chcemy znaleźć się na leczeniu u dr Abramsona. Potrzebujemy ogromnej kwoty, żeby to było możliwe - ponad 300.000 dolarów (czyli ponad milion złotych!). Po wpłaceniu depozytu w wysokości 160.000 dolarów możemy zacząć pakować walizki. Sami nie zbierzemy takiej niewyobrażalnej kwoty, tylko z pomocą innych ludzi możemy pomóc naszej córce. Oczka Lenki są wypełnione guzami. Nigdy byśmy nie podejrzewali, że będziemy musieli walczyć z czymś, co siedzi w Lence i ją niszczy. Ludzie piszą do nas: Jesteśmy z Wami, nie możecie się poddać. I my się nie chcemy poddać, nie mamy prawa się poddać. Guzy rosną, nowotwór się rozwija, musimy zdążyć, zanim zacznie szukać nowych miejsc do zaatakowania. Lena zakończyła leczenie w Polsce, prosimy, pomóżcie nam wyjechać jak najszybciej po ratunek do dr Abramsona.

Wsparli

10 zł

Wpłata anonimowa

20 zł

Wpłata anonimowa

10 zł

Sara :)

Darowizny trafiają bezpośrednio na zbiórkę charytatywną:
100%
40 zł Wsparły 3 osoby CEL: 40 ZŁ