Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Straciliśmy wszystko...

Zofia i Andrzej Giełdoń
Zbiórka zakończona
80 834,86 zł ( 66,26% )
Wsparło 1445 osób
Cel zbiórki:

Odbudować dom, na który zawaliło się drzewo pozbawiając 8-osobową rodzinę dachu nad głową. W rodzinie ojciec cierpi na nowotwór płuc i jest ciężko chore dziecko

Organizator zbiórki: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Zofia i Andrzej Giełdoń
Barwałd, małopolskie
zawalenie budynku
Rozpoczęcie: 6 Sierpnia 2015
Zakończenie: 6 Września 2016

Rezultat zbiórki

Codziennie bliżej celu, razem, bo tylko tak można coś wskurać. Dzięki Waszym sercom nasz nowy dom nabiera kształtów. 

Wciąż walczymy, ale teraz wreszcie czujemy że jest o co walczyć. Dalej też będziemy prosić Was o pomoc, bo jeszcze wiele jest do zrobienia.

www.siepomaga.pl/panel/causes/stacilismy-wszystko2

Opis zbiórki

... ale wciąż mamy jeszcze siebie - to najważniejsze. Dzięki Bogu, że nie zawaliła się ściana, za którą spało czworo dzieci. Wtedy dopiero zawaliłby się nam świat, nie tylko dom.

Bycie tatą to największe szczęście, jakie mnie spotkało w życiu. Chciałbym moim dzieciom dać wszystko, co sprawi im radość. Dziecięce marzenia to: lalka, rower, piłka, mały samochodzik z witryny kiosku… Jednak marzenia moich dzieci od kilku lat są zupełnie inne. Ja dobrze wiem, czego one pragnęłyby ode mnie najbardziej – abym z nimi pozostał, żebym nie umarł zbyt szybko… Moje dzieci chciałyby nie stracić taty i mieć dach nad głową, a ja, choć staram się ze wszystkich sił, obecnie nawet tego nie jestem im w stanie zapewnić… Choruję na nowotwór płuc, a 8 lipca 2015 roku na nasz dom zawaliło się drzewo i zamieniając go w ruinę, pozbawiło nas wszystkiego… Moja bezsilność jako ojca, gdy widzę łzy w oczach moich dzieci, boli mocniej niż cokolwiek innego na świecie…

Jeszcze kilka lat temu byliśmy szczęśliwą rodziną z 6 dzieci: Antoś 3 latka, Oliwia 6 lat, Andżelika 9 lat, Samanta 12 lat, Wojtek 13 lat, Jasiek 15 lat. Pracowałem ja, pracowała żona, dawaliśmy radę, jak każda rodzina. Kilka lat temu nad naszą rodziną zawisło jakieś fatum. Najpierw wykryto u mnie guza na prawym płucu. Przez kilka lat byłem leczony w wielu szpitalach, przenoszony z oddziału na odział. Przed chorobą całe życie ciężko pracowałem, miałem własną działalność - zakład stolarski, robiłem meble. Choroba odebrała mi siły, odczuła to też cała nasza rodzina - orzeczono całkowitą niezdolność do pracy, stopień niepełnosprawności i obecnie otrzymuje rentę 440,23 zł.

Żona pracowała w banku, więc żyliśmy skromniej, ale udawało nam się wiązać koniec z końcem. Gdy żona zaszła w ciążę z Antosiem, 6 miesięcy przeleżała w szpitalu.  Antoś przyszedł na świat jako wcześniak, z obustronnym zapaleniem płuc, zespołem zaburzeń oddychania, był żywiony pozajelitowo, wymagał wsparcia tlenowego. Kolejne pobyty w szpitalu przyniosły nowe bolesne informacje - zakażenie układu moczowego, atopowe zapalenie skóry, astma i dychawica oskrzelowa. W związku z chorobą synka moja żona musiała zrezygnować z pracy, aby zająć się dzieckiem, bo ja przez nowotwór coraz bardziej tracę już siły… Kolejne moje pobyty w szpitalu przygnębiały coraz bardziej - to nie ja pokonuję nowotwór, tylko on mnie. Kiedy czekam na wynik kolejnego badania, mam świadomość, że to, co odczytuje lekarz, może być moim wybawieniem lub wprost przeciwnie – wyrokiem.  Kolejne badania wykazują nowe guzki w moich płucach, a ja staram się tłumić łzy, aby nigdy moje dzieci ich nie widziały…

Nie wiem, co będzie dalej. Naszą sytuację pogłębiła wielka tragedia - na początku lipca tego roku wichura zwaliła na nasz dom ogromne drzewo, pozbawiając nas schronienia i całego dobytku. Z domu pozostała ruina. Od 5 lat było pozwolenie na wycinkę drzewa, jednak nie mieliśmy pieniędzy, aby je usunąć. O pomoc zwróciliśmy się do strażaków, oni przyjechali, popatrzyli i stwierdzili, że drzewo jest bezpieczne… Obecnie nie mamy gdzie mieszkać, ciśniemy się w jednym pokoiku w 8 osób u babci, czekając na wybawienie… Szczęściem w nieszczęściu jest to, że nie zawaliła się ściana, bo nie mielibyśmy już dzieci, które spały w tej chwili w pokoju obok. Nadzór budowlany nakazał rozbiórkę tego, co po naszym domu pozostało. Zostajemy z niczym. Nasza przyszłość pozostaje w rękach dobrych ludzi, którzy pomogą odbudować to, na co pracowaliśmy przez całe życie i co straciliśmy w jednej chwili. Odbudowa domu, samych murów bez wykończenia to koszt ponad 170.000 zł, a my obecnie nie mamy nic… Te mury to dla nas fundamenty nowego życia po tym, co nas spotkało. O wykończenie zwrócimy się do telewizji, wiemy, że jest taki program, mamy nadzieję, że nam pomogą.

Jako tata proszę o pomoc dla moich dzieci, aby miały dach nad głową. Obiecuję, że będę walczył z całych sił, aby nie zostały same, ale moja choroba nie pyta mnie o zdanie, więc nie ode mnie to zależy... Chcę żyć, bo mam dla kogo. Kocham ich całym sercem. Marzę, aby zobaczyć, że moja rodzina jest bezpieczna i ma gdzie mieszkać. Chcę, aby dzieci przestały się bać burzy, tego, że ktoś zabierze je do domu dziecka. Chcę po prostu być  dla nich… i zapewnić im schronienie. Zawalił nam się dom, jednak z pomocą dobrych ludzi nie zawali się nam świat.

Andrzej - tata i mąż

________________

Aktualizacja styczeń 2016: Strop - brak wpisania zniszczonego stropu zablokował decyzję o wydaniu pozwolenia na rozbiórkę domu p. Giełdoń. Inny urzędnik wskazuje, że w sporządzonej dokumnetacji jest mowa o suficie, a strop ulegnie zniszczeniu podczas rozbiórki. Tylko bez decyzji nikt nie podejmie się rozbiórki! - tylko przez to jedno zdanie dotyczące stropu. Poszło już mnóstwo pism i odwołań, koszmar wobec rodziny w tak trudnej sytuacji…

80 834,86 zł ( 66,26% )
Wsparło 1445 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki