Świetlica lepsza niż ulica

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 14 osób
800 zł (2,66%)
Zbiórka na cel
Zgromadzenie środków na pierwszy etep remontu świetlicy

Rozpoczęcie: 2 Lipca 2013
Zakończenie: 2 Września 2013

By wyjść na prostą


…Zaczynamy akcję na facebooku, rozmawiamy z posłami i senatorami (są mocno zdziwieni, że coś takiego uchwalili), angażujemy media. O sprawie zaczyna się mówić, ale pan Minister w TV rozwiewa wątpliwości. Żadnych nowelizacji nie będzie, bo to dla dobra dzieci są te zmiany. Nawet Rzecznik Praw Dziecka ma wątpliwości, czy jak padnie połowa placówek, to rzeczywiście dla ich dobra. [...] Nasz Klub na Stalowej 18 po 12 latach w piwnicy z jednym kiblem przestanie istnieć... 



Zastanawiam się od czego zacząć. Jak przedstawić naszą świetlicę, opisać, czym się zajmujemy. Jak to zrobić, żeby czytelnik poczuł nasze emocje... Zacząłbym od początku, tylko pytanie od którego. Może to będzie...


Początek numer 1


[...] Dostajemy propozycję, żeby na Wielkanoc zrobić wyjazd dla dzieciaków z Pragi Północ. Pierwsza wizyta na Stalowej. Szok. Ci ludzie w bramach, rozpadające się i śmierdzące moczem klatki, biegające dzieciaki... Za kilka lat Roman Polański będzie tu kręcił "Pianistę". Alan Starski uzna, że za całą scenografię okupowanej Warszawy wystarczy kilka szyldów zawieszonych na ścianach kamienic.


Nie były to klimaty, które znałem. W zasadzie nie wiedziałem, że Warszawa ma też takie - powiedzmy eufemistycznie - oblicze. Jednak to wtedy wszystko zaczęło się toczyć do przodu. Przygotowanie wyjazdu, poszukiwanie wiedzy o pracy z dzieciakami, bo tak na prawdę nie mieliśmy o tym pojęcia. [...] Stajesz z grupą małolatów i... jesteś zdany na siebie. To był dobry moment - my byliśmy otwarci, dzieciaki chyba wyczuły naszą pasję i zaangażowanie. Kilka godzin nocnych zebrań z omawianiem, co się zadziało, o co chodzi, dlaczego tak się coś potoczyło. Z zapałem zgłębialiśmy psychologiczne znaczenie zachowań, planowaliśmy dalsze zajęcia, rozwiązywanie ciągłych konfliktów. Te emocjonalne relacje, które się między nami pojawiły, były kluczowe. Uczyły też odpowiedzialności. 


Początek numer 2


- A możemy się spotkać w Warszawie? - pyta Karolina (jeszcze wtedy nikt nie przypuszcza, że za kilka lat pójdzie na resocjalizację i będzie z nami pracować).  - Zrobimy spotkanie powyjazdowe - odpowiadam.  - No tak, ale nam chodzi, żeby tak ciągle - mówi któryś z dzieciaków. Nam świta myśl, że można pociągnąć to dalej, ale i obawa, że emocje szybko opadną [...]


[...] Po dwóch tygodniach na sali frekwencja niemal stuprocentowa.[...] Ta pasja pochłania nas całkowicie, może nawet za dobrze wszystko idzie. Wtedy człowiek zaczyna być mniej uważny. 


Gwar, zamieszanie. Pakujemy bagaże do autokaru. Wszystko prawie gotowe. Do Adama i Dominika - stoją trochę z boku, bo dopiero dołączyli do grupy i jeszcze się trochę krepują - podchodzi trzech, dobrze zbudowanych panów. Marcin - jak zawsze bardzo uważny - szybko interweniuje i... Zanim zdąży zapytać o co chodzi przed oczami błyska mu służbowa odznaka. Policjanci rozkładają ręce - chodzi o nocną kradzież samochodowych radyjek. Muszą ich zabrać na komisariat na Cyryla. Jeden odprowadza nas na bok i mówi, że lepiej, żeby chłopaki z nami pojechali, bo jak zostaną, to chyba jasne, co będą robić. Ale mają zatrzymanych, nie mogą ich puścić bez przesłuchania. Autokar gotowy do drogi, bagaże zapakowane, część rodziców zaczyna coraz głośniej szeptać, że taki element to lepiej żeby nie jechał... [...] I to czekanie staje się kluczowe. Już wiemy, że pokonaliśmy kolejną trudną granicę. Może to wtedy właśnie ukształtowała się nasza tożsamość jako placówki pracującej z dzieciakami, które mają problemy? Za kilka kolejnych lat ten sam ksiądz przyprowadzi do naszej sali Grześka. Chciał sprawdzić czy nowo kupiony do kościoła mikrofon (marzenie proboszcza) zmieści mu się w rękawie. Sprawdzić nie zdążył, ale ks. Edward już wiedział, że lepiej przyprowadzić go do nas, niż iść z tym na policję. Zamiast obnażać przed nim niemoc systemu (jest za młody, żeby mu cokolwiek zrobić) mimo trudnych do opanowania emocji, stawia na "danie mu szansy" na jasno określonych i przejrzystych warunkach. To jakoś w tym momencie zostajemy Stowarzyszeniem Serduszko dla Dzieci. Mija kilka lat. Nasza świetlica zyskuje status socjoterapeutycznej a my mamy pokończone studia. I skrystalizowaną wizję, co dalej. W tej wizji jest miejsce na rodziców naszych wychowanków i ich szkoły. I jest nową placówkę dla młodzieży z właśnie powstałych gimnazjów, pierwszy wyjazd socjoterapeutyczny do wsi Leszczyny. 


Początek numer 4


Na konferencji w MENie w ramach XXX zjazdu naukowego Polskiego Towarzystwa Psychologicznego mówię o potrzebie zadbania o gimnazja pod względem sensownej oferty dla młodzieży w najtrudniejszym okresie rozwojowym zgromadzonej pod jednym dachem. I to nie tylko psychologiczno-pedagogicznej, ale też konstruktywnego zagospodarowania czasu wolnego. Wszyscy się niby zgadzają, ale na tym koniec. A byłbym zapomniał. Na zakończenie dostaję jeszcze odznakę promotora reformy oświaty. Z legitymacją. Ten początek dzieje się głównie za przyczyną Adama i Jacka, którzy w piwnicy przy Stalowej 18 tworzą Klub Młodzieżowy. Wcześniej ktoś montował tam okapy. Ale udało nam się zdobyć trochę kasy i zrobić fajne miejsce spotkań. Bo istotą tego początku jest socjoterapeutyczność naszych działań i podejścia do wychowanków. Dajemy dzieciakom szansę odreagowania trudnych rzeczy, które im się przytrafiają, pokazujemy i ćwiczymy konstruktywne zachowania. Podejmujemy ważne kwestie, o których inni nie chcą z nimi rozmawiać. Sami gotujemy (często zupki chińskie, bo na nic innego nas nie stać), sprzątamy, planujemy wyjazdy. Wszyscy są w jakiś sposób odpowiedzialni za siebie nawzajem, o czym rozmawiamy na społecznościach. [...] Chcemy pokazać dzieciakom świat, że mają z czego wybierać, że same decydują o swoim życiu, że często wymaga to dużego wysiłku. Żeby znaleźć - trzeba szukać, żeby wybierać - trzeba wiedzieć z czego. I że warto sięgać wysoko, bo życie szybko ucieka i rzadko daje drugą szansę. Nie stać nas na wakacje nad naszym morzem, więc jedziemy na Krym (wyszło o 1/3 taniej!, chociaż telepiemy się autokarem 36 godzin). Grupa ponad 40 osób, śpimy pokotem na karimatach na podłodze. Jedna toaleta w środku, dwie na zewnątrz. Kąpiemy się w morzu, bo wody starcza na 3 osoby. Sami gotujemy, sprzątamy, robimy zakupy. Na kolacje grupa dyżurna funduje nam same arbuzy - do oporu. Kiedy indziej na targu kupują rekina na obiad. Do nich należy decyzja, na co wydamy i co zjemy. I gdzie pojedziemy. [...] Do dzieciaków dociera, że angielskiego to jednak warto się uczyć, że można tanio coś zwiedzić, że spotykając i rozmawiając z ludźmi człowiek zaczyna więcej rozumieć.


Początek numer 5


Gdzieś w 2005 roku dostajemy propozycję udziału w warsztatach filmowych i fotograficznych. Powstają filmy dokumentalne - prawdziwe, poruszające, czasem szokujące. Oczami dzieciaków, bez skrępowania ukazują ich życie. Stopniowo udaje nam się połączyć pracę psychopedagogiczną z szeroko rozumianą kulturą poprzez... dziennikarstwo. To ono z jednej strony wymaga umiejętności społecznych: empatii, nawiązania kontaktu, prowadzenia wywiadu, analizy i przetwarzania zebranego materiału a z drugiej daje szansę na ekspresję własnego rozumienia i widzenia świata. [...] Wydawało mi się, że to oczywiste, dopóki nie nadszedł 


Początek numer 6, ale może powinno być początek końca


Nasi parlamentarzyści uchwalili dla dobra dzieciaków nowe przepisy. Chcieli dobrze, ale wyszło nawet gorzej niż zwykle. Bo okazało się, że nie wiedzą jak pracować z dziećmi (tego nie uchwalili), ale wiedzą, że naszym podopiecznym potrzebne są wysokie na 3 metry pomieszczenia, 3 toalety, dużo światła, świeżego, przewentylowanego powietrza, oznaczone wyjścia ewakuacyjne (jakby nie znali każdego kąta swojej świetlicy), atesty na wykładzinę i zbadana woda w kranie, którą kilka pięter wyżej ludzie piją bez badania. I że w piwnicy czy suterenie to absolutnie nie. A za wszystkie badania i pomiary (blisko 2 tysiące zł) i ewentualne remonty i modernizacje (nawet kilkaset tysięcy zł) niech zapłacą same Organizacje. Skoro chcą pracować z dzieciakami to niech inwestują - w nie swoje, najczęściej od gmin wynajmowane pomieszczenia. Najpierw myślałem, że to jakiś absurdalny żart. Potem, że to niemożliwe. [...]

[...] Zaczynamy akcję na facebooku, rozmawiamy z posłami i senatorami (są mocno zdziwieni, że coś takiego uchwalili), angażujemy media. O sprawie zaczyna się mówić, ale pan Minister w tv rozwiewa wątpliwości. Żadnych nowelizacji nie będzie, bo to dla dobra dzieci są te zmiany. Nawet Rzecznik Praw Dziecka ma wątpliwości, czy jak padnie połowa placówek, to rzeczywiście dla ich dobra. O sprawie pisze ogólnopolski dziennik i dopiero wtedy pan Minister zmienia zdanie. Dzwoni do redakcji, obiecuje, że nie da skrzywdzić świetlic. To jednak od parlamentu zależy, czy zdąży uchwalić zmiany w prawie polegające na odłożeniu w czasie wejścia w życie nowych uregulowań... Nasz Klub na Stalowej 18 po 12 latach w piwnicy z jednym kiblem przestanie istnieć.


Zmiana Ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej wymusiła dostosowanie warunków technicznych lokali świetlicowych do rygorystycznych wymagań określonych przez służby sanitarne i pożarnicze. Niestety - jak to często w tym naszym kraju bywa - na własny koszt. 

Nasze placówki, mieszczące się w starych, przedwojennych kamienicach nie były w stanie ich spełnić. Udało nam się pozyskać duży lokal o powierzchni 225 m2 i 28 m2 piwnicy do którego przeniesiemy 3 prowadzone przez nas placówki. Konieczny jest jednak generalny remont...

Po wykonaniu remontu z placówek będzie mogło korzystać ponad 60 dzieciaków, a miejsce będzie przez wiele lat służyć kolejnym grupom. 

Prosimy o pomoc w zgromadzeniu środków na pierwszy etep remontu świetlicy. Jej przyszłość, to przyszłość naszych dzieciaków.

Pomogli

Ładuję...

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 14 osób
800 zł (2,66%)