Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Syn walczy o życie ojca

Marek Falkiewicz
59 397,84 zł ( 100,67% )
Wsparło 3812 osób
Cel zbiórki:

Uzbieranie na zabieg ratujący życie NANO-KNIFE

Organizator zbiórki: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Marek Falkiewicz
Starachowice, świętokrzyskie
Nowotwór jelita grubego z przerzutami do wątroby
Rozpoczęcie: 9 Listopada 2015
Zakończenie: 10 Grudnia 2015

Rezultat zbiórki

Właśnie otrzymaliśmy bardzo smutną wiadomość - po długiej i wyczerpującej walce z rakiem Pan Marek odszedł od nas. Walczył dzielnie do samego końca. Dzięki Wam mógł kontynuować leczenie.  Walka z nowotworem od samego początku była trudna, ale operacja, którą przeszedł dała mu czas…mógł być dłużej z rodziną. Bardzo boli, że ludzie tak odchodzą, ale wierzymy, że tam na górze uwolnił się od cierpienia. 


Rodzinie pana Marka składamy najszczersze wyrazy współczucia i łączymy się z nimi w żalu.

Opis zbiórki

Zrozumiałem, że mój tata ma raka, w chwili, kiedy zobaczyłem tuż po badaniu lekarza schodzącego po schodach i proszącego nas na rozmowę. Lekarz zaczął spokojnie. Na wątrobie widać przerzuty i koniecznie musimy odnaleźć guza pierwotnego… Słowo rak jeszcze nie padło. Starałem się zadać kilka pytań, czułem jak w moim głosie, narasta panika, serce zaczęło walić jak oszalałe, a ja próbowałem wziąć się w garść i nie patrzeć na tatusia. Gdy tylko lekarz opuścił gabinet, spojrzałem na przerażonych rodziców. Rzuciłem się w jego silne ramiona i po raz pierwszy wybuchłem płaczem.


Zaczęło się od dziwnego bólu w podbrzuszu. Tata to silny facet, więc powtarzające się skargi na ból, który uniemożliwiał spokojny sen, to był pierwszy alarm, jaki nas zaniepokoił. Czarne myśli mamy ujrzały światło dzienne. Nowotwór jelita grubego nie bolał, za to zdążył dać przerzuty na wątrobę, skazując tatę na powolne umieranie. Doskonale pamiętam dni pełne przerażenie i zmieszanie, gdy nastąpiło odkrycie choroby. Błąkaliśmy się zapłakani po oddziale onkologicznym oszołomieni diagnozą i zdezorientowani co dalej.  Nie zapomnę twarzy mojego taty podłączonego do różnych rurek, to przeszywające uczucie niewiedzy i rozżalenia. Jego ciepłe, pełne wnikliwości spojrzenie. Razem przejdziemy przez to piekło – obiecałem.

Marek Falkiewicz


Życie odwróciło się do góry nogami. Rozpoczynamy chemię. Regres guza, dobry znak. Nadzieja trzyma w przekonaniu, że warto przejść przez to piekło, by żyć. Zaraz potem dużo boleśniejsze słowa, na które nikt z  nas nie był gotowy. Ze względu na rozległość zmian, lekarze uznali guzy za nieoperacyjne, w zamian proponując jedynie leczenie paliatywne.


Dziwne rzeczy dzieją się z umysłem, kiedy na człowieka spada to całe nieszczęście. Perspektywa śmierci rodzica sprawia, że umysł w jakiś niezwykły sposób staje się zdeterminowany by szukać ratunku i chwytać się każdej kropli nadziei. Tata sam na sam, ze strachem próbował sobie wszystko poukładać. Ja rozdarty między szpitalem, a przygotowaniem do matury chciałem być blisko, dać wsparcie.

Marek Falkiewicz


Po kilku tygodniach skradającego się strachu, po poznaniu diagnozy tatusia, teraz przybraliśmy postawę, że ze wszystkim sobie poradzimy. W końcu, ból zamieniliśmy w działanie. Pytanie „Dlaczego spotkało to MOJEGO tatę” straciło moc. Zastąpiło je „Co teraz?”. Tak natrafiliśmy na NanoKnife. To metoda niszczenia komórek nowotworowych za pomocą prądu o wysokim napięciu. Aparatura NanoKnife oddziałuje prądem elektrycznym w postaci mikrosekundowych impulsów na chore tkanki zajęte przez raka i stosuje się ją już w Polsce! Szybko skontaktowaliśmy się z lekarzem wykonującym zabieg. Tata otrzymał kwalifikację i mnóstwo nadziei. Jednak po pierwszej euforii szybko wróciliśmy na ziemię, bo okazało się, że jest ogromna przeszkoda – koszt zabiegu. Kwota nieosiągalna dla mojej rodziny, to cena za życie mojego taty. Termin zabiegu został wyznaczony na 12 grudnia. Czasu na pomoc jest niewiele, a złośliwość raka wydaje się ponad siły.


Na chorobę nowotworową nigdy nie będziesz gotowy. Myśl o raku Cię przeraża, ale ten rak to od kilku miesięcy nasze życie... Nie wiesz, czy dodać otuchy, zadzwonić, napisać kilka słów, poklepać po ramieniu i jak pomóc. Jeśli nie zapytasz, odpowiedź zawsze brzmi „nie”. Sam sobie jej udzielasz. Mój tata potrzebuje pomocy. Kosztowna terapia  jest ostatnią szansą na uratowanie Jego życie. Z Twoją pomocą wszystko może się jeszcze udać.

Syn Mateusz


Marek Falkiewicz

​Od Pana Marka: „Wiem, że nie raz moja żona płacze po cichu w innym pokoju, myśląc że nie słyszę. Chciałbym otrzeć jej łzy, obiecać, że zostanę, że nigdzie się nie wybieram, że będę przy nich zawsze. Proszę o szansę, aby nie były to puste słowa… Ja po prostu chcę być… dla nich…” 

59 397,84 zł ( 100,67% )
Wsparło 3812 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki