Mamo, nie pozwolę Ci umrzeć

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 564 osoby
12 082 zł (12,21%)
Zbiórka na cel
przeszczep komórek macierzystych, by ratować życie Teresy

Teresa Kosmacz, 53 lata

Widzino, pomorskie

Stwardnienie zanikowe boczne (SLA)

Rozpoczęcie: 24 Marca 2017
Zakończenie: 1 Sierpnia 2018

Czy potrafiłbyś bezczynnie patrzeć, jak życie Twojej mamy gaśnie, a ona sama w obliczu śmiertelnej choroby wpada w przerażenie i rozpacz? Czy też zrobiłbyś wszystko, aby ją ratować, wyszarpać ją śmierci, ochronić ten cud, jakim jest jej życie… Walczyłbyś o nią tak, jak ona walczyłaby o Ciebie?

Teresa Kosmacz

Mama. Jest zawsze obok, wspierając, opiekując się, kochając. Ale w starciu z chorobą okazuje się bezbronna, krucha. Silne ręce, które obejmowały Cię, które chroniły przed złem tego świata, dziś leżą bezwładnie na prześcieradle, ich uścisk jest coraz słabszy. W oczach, w których było ciepło i dobro, jest potworny strach. Po domu nie słychać już radosnego krzątania i tupania obcasów, bo każdy krok jest potwornym wysiłkiem. Cisza przesiąknięta jest strachem, że okrutna choroba zabiera już mowę – w domu już nigdy nie będzie ciepłego głosu mamy -  i oddech. Cisza oznacza śmierć… Tym właśnie jest SLA, stwardnienie zanikowe boczne, wyrokiem śmierci rozciągniętym w czasie. To choroba neurodegeneracyjna, która stopniowo i bezlitośnie niszczy mięśnie wszystkich układów ciała– ruchowego, pokarmowego, oddechowego. Najpierw chory przestaje ruszać rękami i nogami, potem mówić, połykać, oddychać. Jest wyjątkowa okrutna – bezlitośnie odbiera władzę nad ciałem, rzuca je na wózek inwalidzki, bezwładne, zależne od innych, a jednocześnie pozostawia sprawny umysł. Chory doskonale wie, co się z nim dzieje, wie, że umiera. To choroba nieuleczalna, prowadzi do śmierci.

Teresa Kosmacz

Dziś ze śmiercią walczy Teresa, mama Gosi i Michała. A oni walczą o nią… "mama", to najpiękniejsze słowo świata Teresa słyszała nie tylko od swoich biologicznych dzieci. W ścianach jej domu dźwięk słowa „mama” rozlegał się wielokrotnie. Była przyszywaną mamą, ciocią, opiekunką dla tych maluchów, których nikt nie chciał. Przez czternaście lat prowadziła pogotowie opiekuńcze. To tam trafiały dzieci, odbierane interwencyjnie z rodzin patologicznych, w których zamiast miłości była przemoc, alkohol, narkotyki i strach. Dzieci przerażone niczym dzikie zwierzątka, których nigdy nikt nie przytulił. Maluszki porzucone w szpitalu, na ulicy, w oknach życia… Dzieci, które dopiero dzięki Teresie widziały, jaki może być dom, które pierwszy raz w życiu mogły czuć się kochane i bezpieczne. Teresa pomagała im stawiać pierwsze kroki, uczyła pierwszych słów, tuliła, gdy miały koszmary, karmiła, słuchała, odrabiała lekcje. Opiekowała się nimi do czasu, gdy nie trafiały w kochające ramiona rodziców adopcyjnych, do nowych domów, w których czekali już mama i tata. Kochała te dzieci z przeszłością, z traumą, często bardzo chore – z FAS, zespołem alkoholowym płodu, uszkodzeniem mózgu, niepełnosprawne, zaniedbane, często bestialsko skrzywdzone.

Teresa Kosmacz

Dziś Teresa nie miałaby już siły nosić maluchów na rękach, jej dłonie pozbawione są już mięśni, wiotkie jak trzcina. Zaczęło się od delikatnego drżenia rąk, mrowienia na twarzy, potem doszło osłabienie, brak siły, ręce coraz częściej odmawiały posłuszeństwa. Nerwica – twierdzili lekarze, faszerując Teresę lekami, które nie przynosiły ukojenia. Delikatne drżenia zamieniały się w coraz bardziej silniejszego skurcze mięśni, a podniesienie zwykłej szklanki stało się zbyt bolesne, zbyt trudne. Wraz ze słabością pojawił się strach - Teresa pukała do drzwi wielu gabinetów, neurologa, psychologa; dopiero lekarz w szpitalu, do którego ją przywieziono, zwrócił uwagę na jej dłonie, przerażająco wychudzone, pozbawione mięśni. Podejrzenia diagnozy były jak kolejne ciosy – borelioza, stwardnienie rozsiane – dziś rodzina Teresa żałuje, że to nie żadna z nich, każda byłaby lepsza od tej, która nastąpiła. SLA to jedna z najokrutniejszych chorób na świecie, zamykająca chorego w więzieniu jego ciała. Patrzysz na swoje ciało, chcesz ruszyć ręką, nie możesz. Chcesz wstać, podnieść się z krzesła, nie możesz. Chcesz powiedzieć słowo, nie możesz. Zostajesz sam, tylko w klatce własnej myśli, zależny od innych, bez których nie wypijesz szklanki wody, nie odgarniesz włosów, opadających na czoło, nie umyjesz rąk, nie skorzystasz z toalety.

Dlaczego los jest tak okrutny, tak niesprawiedliwie rozdziela? Dlaczego taka wspaniała osoba musi tak cierpieć, dlaczego po latach czynienia dobra spotkało ją takie zło? Diagnoza zmieniła wszystko, zrujnowała świat Teresy, jej męża i dzieci. Płacz, rozpacz, krzyk… Bardziej przytłaczająca od diagnozy okazała jednak się bezradność w obliczu choroby, fakt, że nie ma na nią żadnego leku! W ciemności niczym światło rozpaliła się jednak nadzieja – informacja, ze choroby nie można wyleczyć, ale można ją zatrzymać! Przeszczep komórek macierzystych – według lekarzy ze Szpitala Uniwersyteckiego w Olsztynie metoda, która aż u 70% chorych na SLA spowalnia postęp choroby w znacznym stopniu! Terapia polega na podawaniu komórek do płynu mózgowo–rdzeniowego - opóźnia paraliż mięśni, ratuje na jakiś czas życie, pozwala wykraść chorobie czas – miesiące, a nawet lata!

Teresa Kosmacz

W obliczu śmiertelnej choroby przewartościowuje się wszystko. Zaczyna się rozumieć, co jest największą wartością, co ma znaczenie, o co trzeba walczyć. Dziś dzieci Teresy chwytają się każdej pracy, byle by tylko zarobić pieniądze na leczenie swojej mamy. Przeszczep komórek macierzystych jest wciąż uważany za eksperymentalną metodą, trzeba za niego zapłacić. U Teresy jednak działa! Z użyciem wszelkich zgromadzonych oszczędności oraz pomocy najbliższych, udało nam się zebrać kwotę równą półrocznemu leczeniu mamy, przeszła 3 przeszczepy komórek macierzystych – opowiada Gosia, córka Teresy. Tempo choroby zazwyczaj jest bardzo agresywne. U mamy znacznie spowolniło, choroba się zatrzymała, sami lekarze są zaskoczeni, jak bardzo pomogło. Mama ma kłopoty z poruszaniem, ale wciąż normalnie mówi, oddycha! Codziennie jest rehabilitowana. Musieliśmy się też przeprowadzić, zmienić mieszkanie. Poprzednie było na trzecim piętrze, bez windy, bo mama nie da rady już zejść po schodach. Leczenie musi być jednak kontynuowane, mamę czeka 6 kolejnych przeszczepów. Musimy zebrać na nie pieniądze, bo inaczej oddamy mamę śmierci! – dodaje zrozpaczona.

Teresa przez wiele lat pomagała żyć. Nigdy nie sądziła, że sama takiej pomocy będzie potrzebować… Dzisiaj walczy o życie – ona, mama Gosi i Michała, „mama” ponad sześćdziesięciorga dzieci, które miały okazje doświadczyć jej dobrego serca.

Robimy wszystko, co możemy, ale wyczerpaliśmy już wszelkie dostępne środki finansowe, aby móc prowadzić tę walkę dalej. Stąd nasz gorący apel i prośba o pomoc. Wspomóżcie moją mamę w walce i dodajcie jej sił. Sił, których tak bardzo teraz potrzebuje. Będziemy wdzięczni za każdą złotówkę, bo tylko ona będzie oznaczać dalsze życie mamy.

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 564 osoby
12 082 zł (12,21%)