Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Śmierć chce zabrać Tosię. Nie pozwólmy na to!

Antonina Chamerska
Zbiórka zakończona
222 978,72 zł ( 110,78% )
Wsparło 8620 osób
Cel zbiórki:

Operacja wycięcia guza mózgu w Tubingen - jedyna szansa na przeżycie

Antonina Chamerska, 7 lat
Radom, mazowieckie
Złośliwy guz mózgu (Skąpodrzewiak)
Rozpoczęcie: 2 Października 2017
Zakończenie: 10 Października 2017

Rezultat zbiórki

Operacja się udała!

27 października nasza Bohaterka otrzymała nowe życie. Wiadomość od mamy Tosi czytaliśmy ze łzami wzruszenia w oczach. Chcielibyśmy się nią z Wami podzielić:

Operacja Tosi się udała! Trwała dość długo, bo zabrali ją o 11.30, o godzinie 13.50 otworzyli główkę Tosi - do tej pory ja znieczulali i usypiali. Po godzinie 19 dostaliśmy wiadomość, że operacja się skończyła. Profesor Schuhmann przyszedł do nas i powiedział te słowa, na których dźwięk popłakaliśmy się ze wzruszenia: udało się usunąć guz w całości, bez naruszenia żadnych nerwów! Byłam taka szczęśliwa! Lekarz powiedział też, że przez wcześniejszą operację i chemioterapię guz się bardzo zakorzenił, dlatego operacja tak długo trwała. Ale się udało :-)

Przesyłam zdjęcie Tosi z OIOM-u. Chociaż jeszcze słabiutka, najgorsze ma już za sobą. Z całego serca Wam dziękujemy! Dobro wraca :)

Pozdrawiam,

mama Tosi 

Aktualizacje

Sprawiliście kolejny cud!

Kochani, udało się!

Dzięki Wam Tosia jedzie do Tubingen, gdzie przejdzie zabieg wycięcia guza mózgu. Już 26 października o godzinie 9 rano Tosia z mamą zameldują się w klinice, a niedługo potem prof. Shuhmann podejmie się próby ratowania życia dziewczynki. Trzymamy mocno kciuki, żeby się udała!

Dzisiaj Tosia czuje się dobrze, nawet trochę rozrabia :) Dzięki wstrzymaniu kolejnego podania chemii nasza mała bohaterka będzie miała więcej sił do ostatecznej walki z nowotworem. Musi wygrać!

Dziękujemy Wam z całego serca - bez Was ten cud by się nie wydarzył!


Opis zbiórki

Moja Tosia umiera. W grudniu ma skończyć dopiero 3 latka i gdy pomyślę, że tych urodzin wcale może nie być, moje serce rozrywa rozpacz. Złośliwy guz mózgu chce mi ją zabrać, moją ukochaną, jedyną córeczkę. W Polsce nie potrafią wyciąć tego przeklętego raka. Jedyny ratunek to operacja w Niemczech, którą przeprowadzi wybitny neurochirurg - dr Schuhmann. Musimy tam pojechać jak najszybciej, bo już 10 października Tosia ma zaplanowaną kolejną chemię podtrzymującą. Jeśli do tego czasu nie zdążę zebrać ogromnej sumy na operację, możliwość ratowania córeczki wydłuży się o kolejne tygodnie. A przecież każda chwila może być tą ostatnią… Błagam o pomoc, pomóżcie uratować moją Tosię…

Córeczka cierpi, niewyobrażalnie mocno. Guz umiejscowił się w najgorszym możliwym miejscu - oplata nerwy odpowiedzialne za wzrok, mowę i słuch, uciskają także nerw paraliżu. To przez nowotwór Tosia ma napady autoagresji, wyrywa sobie włosy, gryzie swoje małe rączki, sprawia sobie niewyobrażalny ból. Nie może wytrzymać tego cierpienia, przecież ma dopiero trzy latka… Do tego napady padaczki, które dosłownie odcinają ją od świata. I tak dzień za dniem, kilkanascie razy dziennie, a ulgi nie przynosi nawet sen. Rak zabija moje dziecko, a ja nie mogę zrobić nic, by ulżyć jej cierpieniu…

Antonina Chamerska

Tosia zaczęła krzywdzić się już w zeszłym roku, a napady nasilały się z każdym dniem. Nie podejrzewałam, nawet przez myśl mi nie przeszło, że winę za to ponosi guz, który rośnie w jej malutkiej główce. Akurat zapisałam córeczkę do żłobka. Nie minęło wiele czasu, gdy dowiedziałam się, że Antosia bardzo ciężko znosi rozłąkę. Nikt nie umiał zapanować nad maleńkim dzieckiem, zupełnie jakby opętała ją jakaś zła siła. Wyrywała sobie włosy, szarpała, rzucała krzesłami inne dzieci. Krzyczała, płakała, rzucała się o ściany. Na początku nie mogłam uwierzyć - moja cichutka, grzeczna córeczka nie sprawiała nigdy problemów! Zupełnie, jakby ktoś mówił o innym dziecku. Ale potem zobaczyłam to na własne oczy, nie poznawałam Tosi. Zabraliśmy ją ze żłobka i mieliśmy nadzieję, że ataki miną.

Nie minęły. Córeczka trzymała się za główkę, samookaleczała się. Ten widok, gdy dwuletnie dziecko robi wszystko, by zadać sobie jak największy ból jest nie do opisania. Byłam przerażona i zrozpaczona. A wtedy doszło jeszcze coś co sprawiło, że zmroziło mi krew w żyłach. To była Wielkanoc tego roku. Tosia nagle “wyłączyła się”. Siedziała zapatrzona w jeden punkt, nie reagowała na nic. Machałam jej ręką przed oczami, mówiłam do niej, ale córeczka tylko siedziała, zupełnie jak nieruchomy posąg. Zabrałam ją do lekarza. Diagnoza - padaczka. Od razu dostaliśmy leki, ale nie zadziałały. Napadów było coraz więcej, były coraz dłuższe. Na drugi dzień pojechaliśmy na rezonans. Gdy dostaliśmy wynik, życie odwróciło się do góry nogami. Już wiedziałam, że nie będzie dobrze. W głowie Tosi był guz.

Antonina Chamerska

Nikt jeszcze nie wiedział, z czym mamy do czynienia. Zabrali córeczkę karetką do Warszawy, do Centrum Zdrowia Dziecka na oddział neurochirurgii. Lekarze podjęli decyzję o natychmiastowej operacji. To wszystko działo się tak szybko, było takie nierealne… A w środku całego zamieszania moja mała, bezbronna córeczka, tak bardzo cierpiąca i wystraszona. Modliłam się, by wszystko się udało, byśmy mogły wrócić do domu, do naszego dawnego życia. Ale zamiast do swojego pokoju, Tosia od razu po operacji trafiła na oddział onkologii. Rak, nowotwór, guz mózgu - te słowa, których strach wypowiadać, słyszałam kilka razy dziennie. Widziałam dzieci z łysymi główkami, do których żył była tłoczona paląca chemia. Modliłam się, by ten koszmar się skończył, by rak nie zabierał mojego dziecka…

Podczas operacji lekarze nie ruszyli guza. Okazało się, że ryzyko uszkodzenia mózgu jest zbyt duże. Usunęli tylko obrzęk i pobrali wycinek do badania. Nie wiedziałam o tym. Byłam pewna, że guza już nie ma i zagrożenie minęło… Po 10 dniach, które dłużyły się jak miesiące, przyszedł wynik biopsji. Diagnoza była najgorsza z możliwych - glejak o IV stopniu złośliwości - skąpodrzewiak. Pomyślałam tylko: “Boże, dlaczego to ona, a nie ja? Dlaczego to Tosia musi umierać i cierpieć, dlaczego nie mogę przejąć tego bólu?”. Trzymałam córkę na rękach i nie mogłam zapanować nad łzami. Ostatkiem sił tłumiłam szloch, a w tym czasie Antosia, moja mała córeczka, ocierała mi swoją małą rączką łzy mówiąc: “Nie płacz, mamusiu, nie płacz…”

Antonina Chamerska

Gdyby nie Tosia, nie poradziłabym sobie. Gdy spadałam, jej smutny uśmiech przywracał mi siłę. Wiedziałam, że muszę walczyć o moją ukochaną córeczkę. W oczekiwaniu na rezonans kontrolny po operacji Tosia dostała pierwszy trzydniowy cykl chemioterapii. Wtedy przyszedł kolejny cios. Po rezonansie, który miał powiedzieć przecież, że jest lepiej, że zagrożenie minęło, kolejny raz zawalił nam się świat. Lekarz nie wiedział, jak przekazać mi tą wiadomość. Chemia nie zadziałała, a guz w główce Tosi urósł do wielkości śliwki. Nie wierzyłam, jak to możliwe, że guz po operacji był większy niż przed nią? Dopiero wtedy dowiedziałam się, że lekarze wcale nie wycięli guza - to było zbyt niebezpieczne.

Wiedziałam, że w Polsce nikt nie jest w stanie uratować mojego dziecka. Rozpoczęły się kolejne cykle chemii, każdy niezwykle trudny, wyniszczający zmęczony organizm Antosi. Na domiar złego agresja się wzmogła, ataki są coraz częstsze. Tosia wyrywa sobie kable od wejścia centralnego, nie może wytrzymać z bólu, a mnie ból rozrywa od środka. Budzę się i chodzę spać ze świadomością, że w głowie mojej córeczki czai się śmierć.

Minęło 6 cykli chemii, był kolejny rezonans. Okazało się, że chemia nie zmniejsza guza. Nie reaguje na nią, nie zmalał ani o milimetr. To oznacza, że jedyna forma leczenie, jaka jest dostępna w naszym kraju, nie pomaga. Moja córeczka umiera, a ja rozpaczliwie szukam ratunku. I znalazłam: profesor Schuhmann, operujący w niemieckiej klinice, jest specjalistą od przypadków, które inni nazywają beznadziejnymi. Ratuje życie ludziom będącym na granicy życia i śmierci, może uratować moje dziecko! Tosia została zakwalifikowana do operacji, prof. Schuhmann daje szansę na całkowite wycięcie guza, ocalenie mojej ukochanej córeczki!

Antonina Chamerska

Jedyny warunek - zebrać pieniądze, za które kupię życie Antosi. To ogromna suma, przerasta moje wyobrażenia, ale muszę spróbować wszystkiego, dlatego dzisiaj błagam Was o pomoc. Córeczka jest po siedmiu cyklach chemioterapii, kolejny planowany jest na 10 października. Jeśli nie zdążymy z operacją do tego czasu, stracę kolejny miesiąc. Po podaniach potrzeba kilku tygodni, by Tosia mogła dojść do siebie. Po każdej następnej chemii jest coraz gorzej… Tak bardzo boję się, że nie zdążę. Łykam własne łzy, gdy powstrzymuję córeczkę przed krzywdzeniem się. Ona robi to z bólu - takiego, którego nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić. Proszę, pomóżcie...

222 978,72 zł ( 110,78% )
Wsparło 8620 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki