Tymek ma szansę na sprawność - pomóż mu wygrać najważniejszą walkę!

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 618 osób
13 488,89 zł (32,26%)
Brakuje jeszcze 28 319,11 zł
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
Terapia komórkami macierzystymi – 5 podań

Tymoteusz Żulewski, 3 lata

Knurów, śląskie

Wcześniactwo

Rozpoczęcie: 27 Czerwca 2019
Zakończenie: 27 Września 2019

Podwójne szczęście mówili wszyscy, kiedy chwaliłam się bliźniaczą ciążą. Dla mnie to podwójne wyzwanie. Nie mogę być w dwóch miejscach jednocześnie, a to przez długi czas był mój największy problem. Są chwile, kiedy serce matki pęka. Najgorsze są momenty, kiedy lekarze każą się pożegnać z malutkim dzieckiem. Kiedy wszyscy mówią, że nie ma już nadziei…

W ciąży słyszałam, że wszystko jest w porządku, dzieci rozwijają się prawidłowo - wskazano, że to bliźnięta jednojajowe. Później okazało się, że są dwujajowe, a jeden z nich jest poważnie choryy. Niestety, czas, kiedy nosiłam dzieci w brzuchu, był o wiele za krótki. W pewnym momencie lekarze zdali sobie sprawę, że jedno z moich dzieci pozbawia drugie wszystkiego, co niezbędne do przeżycia. Nie można było czekać. W 28 tygodni przywitałam na świecie moje bliźniaki. Były malutkie, jeden z wagą 600, drugi 800 gramów. Kiedy na nie patrzyłam, byłam pełna obaw. Czy takie kruszynki mają szanse?

Kilka dni po urodzeniu chłopców zaczęła się nasza walka. Tymek miał kilka wylewów krwi do głowy, które spowodowały w jego malutkim, niewykształconym jeszcze organizmie przerażające spustoszenie. Przewieziono go do innego szpitala. Wtedy walka o chłopców również dla mnie, stała się poważnym wyzwaniem. Musiałam przeorganizować wszystko, by móc ich karmić. Z jednego tramwaju przesiadałam się w drugi. Dzień wyliczany kolejnymi karmieniami, czuwaniem przy łóżkach chłopców na zmianę. 

Tymoteusz Żulewski

Tymoteusz leżał w inkubatorze 6 miesięcy, przeniesiono go na łóżeczko tylko dlatego, że urósł już na tyle, że się w nim nie mieścił. Kolejne 3 miesiące spędził na oddziale dziecięcym. Dawid, jego brat bliźniak, wrócił do domu po dwóch miesiącach. Musiałam pogodzić opiekę nad noworodkiem z odwiedzinami w szpitalu. Gdyby nie wsparcie najbliższej rodziny byłoby naprawdę ciężko. Każda wizyta w szpitalu to potworny stres. Kiedy wchodziłam na oddział, czekały na mnie złe wieści. Kolejne przetaczanie krwi, pękające żyły, naruszone wejście centralne - to najczęściej pierwsze słowa lekarzy i pielęgniarek, których pytałam o stan mojego dziecka. Kilka razy usłyszałam, że to może być koniec, że czas na pożegnanie. Szłam na salę i powtarzałam "walcz synku, wierzę w ciebie"Na szczęście za każdym razem wygrywał.

Kiedy po wielu miesiącach udało się go wypisać do domu czekała nas zupełnie nowa rzeczywistość. Musiałam wszystko wyjaśnić Dawidkowi. Początki były dla nas wszystkich trudne, ale podołaliśmy, Myślałam, że to dla nas jakaś szansa, że w końcu wychodzimy na prostą, ale los jeszcze wiele razy wystawiał nas na próbę. 

Najgorsza była pierwsza noc i pierwszy dzień… Wtedy myślałam, że to apogeum stresu, jednak nie wiedziałam, co czeka mnie później. Najważniejsze było to, że w końcu byliśmy wszyscy razem. Wracając z Tymkiem do domu, trochę się bałam, że więź bliźniaków została zerwana, że tak długa sepraracja sprawiła, że o sobie zapomnieli. Nic bardziej mylnego, właśnie następnego dnia po powrocie, po raz pierwszy na twarzy obu braci zagościł uśmiech. To było niesamowite. Ten widok sprawił, że w końcu zrobiło mi się ciepło na sercu… 

Tymoteusz Żulewski

Moje życie to nieustające czuwanie. Kilka razy jeździliśmy do szpitala, gdzie błagałam lekarzy o pomoc. Tymek był w ciężkim stanie, podpowiadałam badającym, że to może być problem z zatkaną zastawką, ale nikt mnie nie słuchał. Wciąż byliśmy odsyłani. W jednym ze szpitali usłyszałam “Ma pani dziwne dziecko, nie możemy pomóc”. W końcu trafiliśmy do zaprzyjaźnionego lekarza, który potwierdził moje przypuszczenia - powiedział, że godzinę później nie byłby w stanie uratować mojego synka. 

Tymek i jego brat niedługo skończą 4-latka. Nie chodzi, nie mówi, ledwo chwyta przedmioty. Nie potrafi sam jeść, jest całkowicie uzależniony ode mnie i innych. Rehabilitanci nie dają szans na to, że Tymuś ruszy przed siebie, ale jego sprawność może się poprawić. Dla nas każda nawet najmniejsza poprawa to ogromny sukces. Mamy jedną szansę - terapia komórkami macierzystymi połączona z intensywną rehabilitacją daje nadzieję na postępy. Mój synek nigdy nie będzie w pełni sprawny. Nie ruszy z innymi dziećmi na plac zabaw, nie pójdzie sam do szkoły. Jeśli pojawia się dla niego szansa, muszę zrobić, co w mojej mocy! Cena terapii jest poza moim zasięgiem. Muszę prosić o pomoc - to dla mnie jedyna szansa! Tymuś dużo się śmieje, czasem wyraża swoje nastroje. Dzięki terapii może w końcu będzie miał szansę na samodzielną zabawę z bratem. Dawidek czeka na to z niecierpliwością. 

Bycie samotną mamą wychowującą bliźniaki nie jest proste, ale daję moim dzieciom wszystko, co najlepsze. Nasze życie to ciągłe wzloty i upadki. Rehabilitacja i walka o zdrowie jest dla mnie codziennością. Potrzebuję Waszej pomocy. Tymek zasługuje na lepszy start. Razem możemy mu to dać! 

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 618 osób
13 488,89 zł (32,26%)
Brakuje jeszcze 28 319,11 zł
Wesprzyj Wesprzyj