Nowotwór zabił nam mamę, teraz chce zabrać też tatę... Na pomoc!

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 2 643 osoby
107 761,06 zł (82,09%)
Zbiórka na cel
jedyna szansa na ratowanie życia - immunoterapia w klinice w Kolonii

Jan Szamocki, 46 lat

Czarne, pomorskie

Glejak IV stopnia

Rozpoczęcie: 28 Maja 2019
Zakończenie: 11 Września 2019

10 Września 2019, 12:45
❗️To już ostatnia szansa na ratunek!

Kochani, pełna mobilizacja! Czasu jest mało, a stawka jedna, ta najcenniejsza – życie! 33 tysiące i 1 dzień do końca zbiórki… Tyle brakuje, by Janek żył!

Rak już raz rozbił jego rodzinę – dzieci Janka straciły mamę. Rak piersi z przerzutami… Płakali razem. Janek obiecał wtedy córkom, że on ich nigdy nie zostawi… Że zawsze ktoś będzie je kochał! Niestety, okrutny los chciał inaczej!

Janek ma guza mózgu, nowotwór złośliwy w najgorszym stopniu zaawansowania… Czuje się coraz gorzej. W Polsce nie ma już szans, w Niemczech jest ratunek! To jedyna szansa, by jego dzieci nie zostały sierotami!

Błagamy o pomoc, bo czas ucieka, a nie czeka śmierć… Zostały godziny. To już ostatnia chwila na ratunek!

Pokaż wszystkie aktualizacje

29 Lipca 2019, 11:53
Potrzebna natychmiastowa pomoc, by ratować życie!

Pomocy! Wciąż brakuje tak dużo, by Janek rozpoczął leczenie… Nie wiemy już, co robić, jesteś naszą ostatnią szansą!

„Lekarze jeszcze niedawno kazali się żegnać, mówili, że umrę… Mylili się – to nadzieja umiera ostatnia!  W Polsce już jej dla mnie nie ma… Tylko w Niemczech chcą ratować moje życie. Moje dzieci straciły mamę. Obiecałem im, że mnie nie stracą… Nie mogę ich zostawić!

Czuje się dobrze, co lekarze uznają za mały cud. Wierzę w jeszcze jeden. W taki, że uda mi się pokonać nowotwór i że będę żyć. Aby jednak tak się stało, muszę zacząć leczenie jak najszybciej!

Na zielonym pasku jeszcze nie 50%... Aby jednak udało mi się żyć, musi być 100%. Muszę mieć całą kwotę, by mieć szansę ocalić całe życie. Błagam o Twoją pomoc, to moja jedyna szansa…” 

Trzy lata temu moje dzieci straciły mamę. Zgasła w ciągu miesiąca… Rak piersi. Ogromny guz, przerzuty w wątrobie, potem już wszędzie… Płakaliśmy razem. Dziś to ja stoję oko w oko ze śmiercią. Nowotwór mózgu, w najgorszym stopniu zaawansowania… Nie poddam się jednak – obiecałem córkom, że będę żyć! W Polsce nie dają mi szans, leczenie w Niemczech to moja ostatnia nadzieja. Proszę o pomoc, powinienem jechać tam już teraz, zaraz…

Mam 46 lat. Myślałem, że jestem dopiero na półmetku życia… Że czeka mnie jeszcze wiele lat, w których będę mógł jeszcze cieszyć się każdym dniem i być oparciem dla bliskich. Mam dwie córki – Darię i Izę. Iza jest mamą Filipka, a teraz spodziewa się też drugiego dziecka…

Nie wyobrażam sobie, że miałbym nie poznać mojego wnusia.

Jan Szamocki

Nagły atak padaczki – to on był pierwszym sygnałem, ostrzegającym mnie, że w mojej głowie dzieje się coś dziwnego, coś złego… Na chwilę straciłem przytomność. Gdy atak zdarzył się ponownie, zacząłem się niepokoić. Wiem, co się stało, tylko z opowieści córki. Siedziałem na krześle, rozmawiałem przez telefon… A potem nagle zrobiłem się siny, sztywny, upadłem. Odpłynąłem.

W grudniu poszedłem na rezonans. Tam usłyszałem diagnozę, która dla wielu jest wyrokiem śmierci… Guz mózgu. To było tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. Tuż przed trzecią rocznicą śmierci mamy moich córek, która zmarła w Sylwestra…

To nie były radosne Święta. Nikt nie życzył sobie spełnienia marzeń, liczyło się tylko jedno – bym wyzdrowiał. Wszyscy się bali. Ja też. Nie wiedziałem, co mnie czeka… Ani przez chwilę jednak nie dopuszczałem do siebie myśli, że to może być nasze ostatnie Boże Narodzenie. Mam takie piękne życie… Chcę żyć! Wiedziałem, że będę walczyć do samego końca.

Jan Szamocki

Lekarze dali mi dwa wyjścia – operacja, obarczona ogromnym ryzykiem – paraliż, zgon – albo pewna śmierć… Dla mnie to nie był żaden wybór. Nie zamierzałem umierać. Nie zostawię córek. Straciły mamę, ledwo pozbierały się po jej śmierci, choć tęsknić będą zawsze. Nie pozwolę, by straciły też mnie!

Świat skurczył się do szpitalnych ścian… Mijały dni, w końcu nadszedł ten najważniejszy. Zamknąłem oczy, poddając się narkozie, nie wiedząc, co będzie dalej. Otworzyłem oczy – pierwsza myśl: żyję! Udało się! Niestety, chwilę potem przyszedł kolejny cios – nowotwór w mojej głowie to glejak wielopostaciowy. To jeden z najbardziej złośliwych nowotworów… Najbardziej śmiertelnych. Szybko zabija, często wraca. U mnie jest w IV stopniu zaawansowania, tym najgorszym. To wyrok śmierci, odroczony w czasie o kilka miesięcy…

Jan Szamocki

Lekarze wycięli jednak guza w całości, dając nadzieję, że czeka mnie jeszcze wiele lat życia, zanim nowotwór wróci. Wyszedłem do domu, dochodziłem do siebie, gdy zaczęła boleć mnie głowa. Myślałem, że to normalne po operacji… Tak samo myśleli lekarze. Uznali, że to niemożliwe, że guz w ciągu kilku tygodni wrócił. A jednak... Zasnąłem i już się nie obudziłem, nie ruszałem się, nie było ze mną kontaktu. Nic nie pamiętam – wiem tylko, że lekarze kazali mojej rodzinie się żegnać. Powiedzieli, że nie ma nadziei, że umrę… Pomylili się – to nadzieja umiera ostatnia. Otworzyłem oczy, wróciłem.  Z dnia na dzień czuję się coraz lepiej… Choć nie widzę, choć wciąż mało chodzę, to wróciła mi mowa, normalnie rozmawiam i wszystko rozumiem. Lekarze uznają to za mały cud.

Niestety w naszym kraju medycyna jest już bezradna… Mam tylko leżeć i czekać na śmierć, ale ja nie zamierzam umierać! Jestem uparty – chcę żyć i będę! Chemia i radioterapia nie zniszczą glejaka… Nowy guz jest nieoperacyjny. Jest jednak inne leczenie, z powodzeniem stosowane w Niemczech. To immunoterapia, nagrodzona nagrodą Nobla w dziedzinie medycyny. Do kliniki w Kolonii moje córki wysłały moje wyniki i szybko otrzymaliśmy kosztorys leczenia – jest to jednak ogromna kwota! Cena za moje życie… To jednak ostatnia szansa, w Polsce nie ma już nadziei.

Obiecałem córkom, że nie zostaną same. Nie poddam się śmierci… Nie wyobrażam sobie, że Daria i Izka zostają sierotami. Chcę zobaczyć, jak Filipek dorasta. Chcę poznać wnuka…

Nie mam czasu, ale mam ogromną wolę walki, dlatego proszę o Twoją pomoc.

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 2 643 osoby
107 761,06 zł (82,09%)