Czy zdołam ukryć się przed rakiem?

Zbiórka na cel: leczenie wspomagające choroby nowotworowej
Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 127 osób
2 077 zł (3,1%)

Urszula Fryga, 55 lat

Krotoszyn, wielkopolskie

nowotwór piersi

Rozpoczęcie: 1 Września 2017
Zakończenie: 1 Kwietnia 2018

Mam za dużo do stracenia, by choć na chwilę przestać być czujnym. Zawsze żyłam dla dzieci i tylko one są w moim życiu ważne. Nie dopuszczę, aby moje życie zdusi rak, tylko dlatego, że o nim zapomnę. Mam dla kogo żyć, czekam na wnuki i byle jaki rak nie pokrzyżuje moich planów!

Na nowotwory choruje wielu i może nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Zapewniam Was, że każdy, kto dostał taki wyrok, po 15 minutach zaczyna patrzeć na świat inaczej. W listopadzie 2015 roku poszłam na mammografię i dowiedziałam się, że mam raka piersi...

To było coś jakby z pogranicza jawy i snu. Listopad, za miesiąc święta, a ja dostałam na te święta śmiertelną chorobę, na którą zmarła moja siostra i moja matka. Przed oczami miałam tylko ich cierpienie, odchodzenie w młodym wieku, poczucie niesprawiedliwości i płacz rodziny. Przecież ja tyle jeszcze chciałam zobaczyć, tyle zrobić…

Jestem matką, mam troje dzieci i jeszcze  nie doczekałam się żadnego wnuczka. Dlatego chciałam żyć, dla tej chwili kiedy zostanę babcią, kiedy pierwszy raz utulę to maleństwo w ramionach. Ludzie planowali święta, a ja oczami wyobraźni widziałam wszystko, co najgorsze. Najpierw będzie operacja, później długie miesiące w szpitalu, okropne i ciężkie leczenie, i finalnie śmierć, przed którą nie uciekła ani moja mama, ani siostra. To były najgorsze chwile i choć panika ustąpiła, strach pozostał.

Płakałam, kiedy pakowałam swoje rzeczy do szpitala, bo bałam się, że już z niego nie wrócę. Jeszcze bardziej bałam się chwili, kiedy moje dzieci staną w drzwiach szpitalnej sali. Czy dam radę, czy uda mi się nie rozpłakać? Powinnam być silna, uspokajać moją rodzinę, ale przecież jak mogłam być silna, kiedy cały mój świat mógł się zawalić?

Straciłam pierś, ale może zyskałam życie. Przeszłam chemio i radioterapię, roczne leczenie herceptyną i zdołałam w ten sposób odepchnąć chorobę. Było warto przebyć tę drogę, bo mogłam wrócić do domu, cieszyć się życiem, mieć nadzieję. Na oddziale, z którego wychodziłam, zostało wiele ludzi, którzy nie mieli tyle szczęścia co ja.

W pamięci na zawsze pozostaną mi te święta, kiedy czekałam na operację. Pamiętam, że chciałam, żeby już lekarze usunęli tego raka, bym mogła już mieć nadzieję, bym mogła czekać na coś dobrego. Postanowiłam, że się nie poddam. Zbyt dużo cierpienia już dotknęło moją rodzinę. W pamięci miałam przegraną mojej siostry i mamy, ale ze mną mogło być inaczej. Dzieci wyszły już z domu, więc mogłam poświęcić czas i energię, aby wreszcie stawić czoła chorobie.

Zmieniłam styl życia, dietę i przyzwyczajenia, łapię się każdej opcji, aby tylko pozbyć się raka z mojego organizmu. Wycięcie węzłów chłonnych przyniosło fatalne następstwa. Moja ręka jest niesprawna i wymaga rehabilitacji. Potrzebuję badań, które ocenią moją chemiowrażliwość. Marzę o tym, by ukryć się przed rakiem, który chce mi zabrać życie. Nie boję się go już tak, jak na początku, ale chcę go poznać, bo wroga trzeba najpierw  obłaskawić. Cała terapia, która pozwala mi chronić się przed wznową kosztuje bardzo dużo, a moje oszczędnośći się skończyły, dlatego proszę Was...

Nie chcę już w moim życiu dnia, w którym czas się zatrzyma. Kocham rodzinę, męża, dzieci i czuję, że moje miejsce jest przy nich, a nie po drugiej stronie.

Proszę Was o pomoc, bo w mojej sytuacji każde kolejne badanie może oznaczać wznowę. Pomóżcie mi oszukać przeznaczenie i zostać wśród tych, których kocham. Proszę Was – Urszula.

Pomogli

Ładuję...

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 127 osób
2 077 zł (3,1%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość