Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

❗️Życie Hani kruche jak zapałka! RATUJ nim stanie się najgorsze!

Hania Terlecka
Cel zbiórki:

Leczenie raka splotu naczyniowego w Nationwide Children's Hospital w Ohio

Zgłaszający zbiórkę: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Hania Terlecka, 3 latka
Kielce, świętokrzyskie
Rak splotu naczyniowego prawej komory bocznej
Rozpoczęcie: 31 Grudnia 2019
Zakończenie: 1 Lutego 2020

Najnowsza aktualizacja

Hania wciąż walczy!

Informacja z fanpage'a Wielka walka małej Hani:

Kochani,

Pewnie ciekawi jesteście co u mnie i jak wygląda moja droga do zdrowia. Hmm nie mam niestety zbyt dobrych wieści, choć chciałabym, żeby los był dla mnie bardziej łaskawy. Niedawno zakończyłam swój ostatni cykl autoprzeszczepu i miałam zrobione badania, które miały pokazać czy leczenie się powiodło. O ile się ucieszyliśmy, bo rezonans wyszedł bez zmian tzn. nie pokazał żadnych nowych ognisk nowotworowych, żadnych nowych nacieków to niestety wynik badania płynu rdzeniowo mózgowego wskazał, że w moim organizmie wciąż krążą komórki rakowe, niestety raczej żywe. Kiedy rodzice to usłyszeli znowu popłynęły łzy i ten wielki ból, bo wiecie ja jestem i byłam taka dzielna, przeszłam cztery wysoko dawkowe cykle chemioterapii i kolejne trzy z autoprzeszczepami.

Hania Terlecka

Z jednej strony mogę powiedzieć, że jestem prawdziwą wojowniczką...ale tą bitwę chyba przegrałam.
Moja mama i tata mówią mi ciągle „Haniu nasza córeczko jesteś wyjątkowa” i że przegrana bitwa nie oznacza przegranej wojny, ale płaczą, kiedy to mówią... wiecie oni mnie kochają nad życie, mama ciągle mówi, że życie oddadzą za mnie a tata trzyma za rączkę, patrzy na mnie i mówi moja córeczko tak ciebie kocham... ich miłość ciągle daje mi siłę, bo ja chcę żyć, tylko to raczysko tak wkradło się we mnie, narobiło tyle szkód i nie chce odpuścić. Spytacie się pewnie co dalej? Cóż, muszę nadal walczyć. Moją ostatnią deską ratunku jest chemia molekularna. Do tej pory miała być tylko uzupełnieniem mojego leczenia a teraz staje się moją ostatnią nadzieją. Ale tyle dałam radę przejść wiec muszę spróbować. Długa ta droga do zdrowia, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo.

Plan jest taki, że muszę mieć dobre wyniki badań i jak dobrze pójdzie to zaczynam przyjmować chemię molekularną w przyszłym tygodniu. Rozpocznę ją tutaj a potem wrócę do mojej siostry, bo wiecie, tak już tęsknie za nią, ja już potrzebuję swojego domku i w Polsce będę brać leki żeby zatrzymać nowotwór. Łatwo nie będzie i może być różnie, ale czy mam jakiś wybór?

Przyleciałam do stanów osiem miesięcy temu i wciąż żyje, bo jak mówią Hanki to twarde dziewczyny a imię zobowiązuje, dlatego bądźcie cały czas ze mną i trzymajcie za mnie nadal kciuki. Może w końcu ten nowotwór odpuści i da mi spokój. Dziękuje, że jesteście i pamiętajcie o mnie. Pamiętajcie dbajcie o zdrowie, spędzajcie cały wolny czas z rodziną, bo nie ma nic ważniejszego. Mam tylko 2 latka, ale wiem o tym więcej niż niejeden dorosły.

Wasza Hania

Opis zbiórki

Ta zbiórka to krzyk rozpaczy. Wołanie o pomoc, ratunek i ocalenie...

Właściwie nie wiem, od czego zacząć. Stoimy na krawędzi. Od kilku dni wydzieramy każdą godzinę życia córeczki z bezlitosnych szponów choroby. Hania ma dopiero 18 miesięcy, a w ciągu ostatnich tygodni musieliśmy żegnać się z nią już tak wiele razy. Piszemy te słowa z oddziału dziecięcej onkologii. Z miejsca, o którym mówi się, że nie powinno istnieć. Pokazujemy Wam zdjęcia naszej kruszynki, choć serce staje w gardle, na samą myśl, jak bardzo są przejmujące. Robimy to, bo zebranie ogromnych pieniędzy i zagraniczne leczenie może okazać się jedynym sposobem, żeby ocalić jej życie…


Rozpoczęło się niewinnie, zresztą jak u większości szkrabów, które na tym oddziale ramię w ramię walczą o przetrwanie… Hania, która zawsze była żywym dzieckiem, z dnia na dzień “ginęła” w oczach. Najpierw zwykła infekcja (standard u maluchów, które poszły do żłobka), później wymioty. Kolejni lekarze, szpitale, badania, bagatelizowanie objawów i zrzucanie winy na ząbkowanie. Uciekający przez palce czas, w trakcie którego w główce Hani rozwijało się śmiertelne niebezpieczeństwo…

Instynktu rodziców nie da się oszukać. Po kolejnej nieprzespanej nocy stwierdziliśmy, że jedziemy do szpitala, tym razem na neurologię. Tutaj nareszcie zajęli się Hanią należycie. Mierzenie główki, badania i tomografia głowy. Widziałam w oczach lekarki, że coś jest nie tak. Mówiła, że musimy poczekać, radiolog opisze obraz i zaraz do państwa wrócę. Ten czas to była wieczność, ale w końcu pani przyszła, i oznajmiła – proszę państwa, to niestety jest nowotwór, brodawczak, i trzeba go szybko operować, już zamówiłam dla państwa karetkę, która zawiezie was do Warszawy do Centrum Zdrowia Dziecka…

Hania Terlecka


26 listopada nasz świat rozpadł się na milion kawałków. Ciężko opisać słowami to, co się w takim momencie czuje. Przez głowę przetacza się huragan myśli. Serce chce wyskoczyć z żalu, łzy lecą strumieniami i nie ma sposobu, żeby je powstrzymać. Nasza córeczka w ciągu kilkunastu dni ze zwyczajnego bobasa stała się śmiertelnie chorą pacjentką szpitala. 

Hania na oddziale dostała ataku. Płyny, które się zbierały w głowie, nie miały już miejsca na ujście i doszło do ataku. Hanię wykręcało w różne strony, główkę mocno odchylała do tyłu, oczy odwracały się do góry. Widok był koszmarny, nie wiedziałam, co się dzieje, i jak jej pomóc. Lekarze zabrali ją na stół operacyjny, gdzie założono jej dren. Wkrótce usunięto też guza, a ja żegnając się z odjeżdżającą na blok córeczką, nie wiedzieliśmy, czy jeszcze zobaczymy ją żywą...

Hania Terlecka


Po operacji kolejny cios. Wynik badania histopatologicznego brzmi jak wyrok - nowotwór splotu naczyniowego, złośliwy, w najgorszej postaci. Fatalne rokowania, lekarze nie dają nadziei. Poczuliśmy niemoc i brak chęci na życie. Nawet leki przeciwbólowe nie pomagały, Hania tak cierpiała, a my mieliśmy założone ręce. Otrzymała pierwszą chemię, konieczna była też morfina…

14 grudnia Hania miała zrobiony drugi rezonans i wyszły ogromne zmiany. Choroba pędzi jak szalona, a od poprzedniego badania minęły tylko 2 tygodnie. Lekarze nie dawali córeczce szans na przeżycie. Mieliśmy przygotować się na najgorsze… Przecież na coś takiego nie da się przygotować. Ona ma dopiero 18 miesięcy… Pytając lekarzy, czy Hania ma szansę gdzieś za granicą, powiedzieli, że przy takiej rozległej chorobie nie ma leku. Chyba że druga chemia dokona cudu. Musieliśmy podjąć najtrudniejszą decyzję w naszym życiu. Chemia mogła zabić Hanię, albo “kupić” nam trochę czasu… Wczoraj (7 stycznia) się skończyła i córeczka wciąż jest z nami. Nastąpiła delikatna poprawa. Doświadczyliśmy małego cudu, ale nie wiemy, co będzie dalej. 

Hania Terlecka

W międzyczasie wraz ze znajomymi rozpoczęliśmy poszukiwania ratunku za granicą w najlepszych klinikach na świecie. Jesteśmy w kontakcie ze szpitalem w USA, gdzie walczy się z tak trudnymi przypadkami u dzieci. Niestety, co widać dobrze na przykładzie zbiórki dla Marcela, wiąże się to z ogromnymi kosztami, rzędu nawet miliona dolarów. Nie mamy na razie kosztorysu, dlatego na zbiórce nie ma podanej konkretnej kwoty. Nie wolno nam jednak czekać, musimy jak najszybciej zacząć zbierać środki… Dlatego prosimy Was o pomoc i ratunek!

Od półtora miesiąca mieszkam z córeczką na oddziale, 150 km od domu, w którym czeka starsza siostrzyczka. Nieduży pokoik, za ścianą inne maluszki walczące rozpaczliwie o życie. Czas płynie tu zupełnie inaczej, człowiek często nawet nie wie, jaki jest dzień tygodnia. Przygnębiające miejsce, z którego często po prostu się nie wraca... Nie wiemy, ile tu jeszcze spędzimy. Codziennie spoglądamy z walącym sercem na łóżeczko córeczki, sprawdzając, czy wciąż oddycha… Modlimy się o cud i o dobrych ludzi, którzy pomogą nam ratować Hanię.

Ola - mama, Bartek - tata

Ta zbiórka jest już zakończona. Wesprzyj innych Potrzebujących.

Obserwuj ważne zbiórki