Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Stawić czoło śmiertelnemu przeciwnikowi

Wanda Stępyra
Zbiórka zakończona

Stawić czoło śmiertelnemu przeciwnikowi

Cel zbiórki:

zabieg NanoKnife

Organizator zbiórki: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Wanda Stępyra
Piła, wielkopolskie
nieoperacyjny nowotwór trzustki
Rozpoczęcie: 23 Października 2016
Zakończenie: 30 Listopada 2016

Opis zbiórki

Już jako nastolatka wiedziałam, co chcę robić w życiu. Wybrałam drogę niesienia ulgi w cierpieniu i zostałam pielęgniarką. Pomoc chorym była moim powołaniem i powodem, dla którego żyłam przez pół wieku. Dziś proszę, aby ktoś dostrzegł wartość w moim własnym życiu – które z całych sił pragnę zachować – i pomógł mi je ocalić.

Jeszcze w szkole poznałam mojego obecnego męża, Wacława. To nie było wyłącznie młodzieńcze zakochanie – po kilku latach nadal byliśmy razem, kochaliśmy się i wiedziałam, że z tym mężczyzną spędzę całe swoje życie. Pobraliśmy się zaraz po ukończeniu przeze mnie edukacji. Mieszkaliśmy w Poznaniu, później w Nowym Mieście nad Pilicą; w tamtejszym szpitalu pracowałam jako pielęgniarka na oddziale pediatrycznym. Był to początek mojej drogi, a każdy dzień podarowany innym, był dla mnie najpiękniejszym darem.

W tamtych czasach przepisy nie pozwalały rodzicom na stały pobyt ze swoimi dziećmi na oddziałach szpitalnych, dlatego to ja i moje koleżanki starałyśmy się zastąpić naszym małym pacjentom opiekuńcze ramiona rodziców. Karmiłyśmy, przewijałyśmy, tuliłyśmy, ocierałyśmy z buziek łezki bólu, strachu i tęsknoty. Zawsze starałam się dać moim podopiecznym jak najwięcej ciepła, aby czuli się bezpiecznie, mimo pobytu w szpitalu. Czy mi się to udało? Nie wiem, ale mam nadzieję, że tak.

Wanda Stępyra

Gdy przeprowadziliśmy się do Piły, która do dziś jest moim domem, niezwłocznie podjęłam pracę w zawodzie. Nieustannie poszerzałam swoją wiedzę, zdobywając kolejne specjalizacje. A wszystko po to, by swoją misję wypełniać jak najlepiej. By ci, którym los podarował brzemię choroby, zawsze znaleźli we mnie nie tylko fachową pomoc, ale też wsparcie.

18 lat temu przeszłam na emeryturę. Zanim to się stało, obiecywałam sobie odpoczynek i czas dla najbliższych. Poświęciłam się temu, jednak niespokojna dusza nie pozwoliła mi zamknąć się w czterech ścianach. Zawsze taka byłam – aktywna, stale musiałam coś robić. Zaangażowałam się w działalność Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Moje dzieci skończyły studia, założyły własne rodziny, uszczęśliwiły mnie i mojego męża cudownymi wnuczętami. Michał jest już studentem, Kasia uczennicą drugiej klasy gimnazjum, Oliwka uczęszcza do trzeciej klasy szkoły podstawowej, a najmłodszy, Kacperek, jest moim oczkiem w głowie, ukochanym szkrabem!

Pewnie moja opowieść wydaje się być historią szczęśliwej, spełnionej zawodowo i rodzinnie kobiety. I tak było… Do czasu, kiedy w lipcu usłyszałam diagnozę, która brzmiała jak wyrok: nieoperacyjny nowotwór trzustki. Jako pielęgniarka wiedziałam, co to oznacza – tradycyjne metody chirurgiczne nie pomogą w moim leczeniu.

Wanda Stępyra

Od tego czasu rak próbuje przejąć kontrolę nad moim życiem. Postanowiłam mu na to nie pozwolić. Profesor prowadzący był tego samego zdania. Powiedział mi o NanoKnife – innowacyjnej metodzie, polegającej na niszczeniu prądem nowotworu już na poziomie komórkowym! NanoKnife jest jest moją szansą na życie. Niestety… Ani ja, ani moi najbliżsi nie mamy blisko 35 tysięcy złotych, które mogą mnie ocalić.

Gdy wspominam 74 lata mojego życia, łezka kręci mi się w oku. Nie chcę jeszcze umierać. Chcę się cieszyć życiem, być blisko ze swoją rodziną, opowiadać wnuczętom historie, przekazywać im wiedzę, zabierać ich na wycieczki… Chciałabym, aby miały szansę zapamiętać mnie jako mnie, nie resztkę osoby, którą byłam, zanim choroba wkroczyła w naszą codzienność.

Wiem, że mogę jeszcze żyć, przed chorobą byłam kobietą w pełni sił. Nadal mogę taka być, mogę żyć jeszcze co najmniej kilka pięknych lat. Jednak bez Waszej pomocy nie dam rady wygrać z rakiem. Proszę, pomóż mi stawić czoło śmiertelnemu przeciwnikowi, który chce zabrać mnie z tego świata.

Obserwuj ważne zbiórki