Rodzeństwo w potrzebie

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 44 osoby
1 239 zł (12,39%)

Konrad Wawryszko

Sieniawa, podkarpackie

Rozpoczęcie: 24 Stycznia 2014
Zakończenie: 31 Maja 2014

Dla moich dzieci muszę być supermamą. Mieć rentgen w oczach odgadujący ich potrzeby, o których nie potrafią powiedzieć. Mieć uszy wyczulone na dźwięki, które dla innych nic nie znaczą, a dla mnie są alarmem, że moje dzieci coś boli albo czegoś się boją. Mieć wytrzymałe ręce, które wytrzymają noszenie dziewięcio- i dziesięciolatka. I mieć przy tym wszystkim serce, które nie pyta „dlaczego ja?”, tylko kocha ich miłością bezwarunkową, jakkolwiek ciężko by było z ich chorobą.

Gdy urodził się Konrad, nie byłam mamą-debiutantką. Obok dreptała 2-letnia zdrowa córeczka. Ciąża, poród Konradka – bez żadnych problemów, bez cienia jakiejkolwiek choroby. Gdy miał 3 miesiące, pojechaliśmy do lekarza z zapaleniem ucha. Ale zapalenie okazało się niewielkim problemem. „To dziecko mi się nie podoba” – powiedział lekarz.

Po badaniach na oddziale dowiedziałam się, o co chodziło lekarzowi. Stwierdzono zespół wad wrodzonych oraz dziecięce porażenie mózgowe. Tłumaczono mi, że to coś takiego jak zespół Downa, ale nie zespół Downa. Powiedzieli, że nie widzi. Dziś Konrad ma 10 lat i zaczyna coraz więcej rozumieć, chociaż nie mówi. Powoli radzi sobie z siedzeniem. I widzi, więc lekarze się pomylili. Ma też młodszą siostrę, która jak nikt inny go rozumie – choruje na to samo, co on.

Konrad Wawryszko

Weronika urodziła się prawie dwa lata później. Została uszkodzona przy porodzie – dusiła się we mnie, a pomoc przyszła za późno. Gdy się urodziła, była wiadomo, że mam niepełnosprawne dziecko. Gdyby poród był wcześniej, prawdopodobnie miałabym zdrową córeczkę - staram się tak nie myśleć. Na komisji lekarskiej powiedziano, żebym walczyła o odszkodowanie, że to ewidentny błąd lekarski. A ja obawiałam się kosztów i ciągania latami po sądach. Bałam się, że powiedzą, że już mam jedno chore dziecko, więc to moja wina. Później dopiero zrobiłam swoim pociechom badania genetyczne i okazało się, że wszystkie wyniki są prawidłowe. Małe pocieszenie, bo nie zmieni to życia moich dzieci.

Zresztą nie liczyłam na pocieszenie, tylko na to, że będę miała tyle sił, żeby dać moim dzieciom wszystko, czego potrzebują. Nie narzekam na swój los, jednak kłamstwem byłoby mówić, że jest lekko. Z codzienną opieką radzę sobie, mam wsparcie najbliższych. Jednak bez pomocy finansowej jesteśmy coraz dalej od tego, żeby Konrad i Weronika usiadły na wózkach inwalidzkich. Na więcej przy ich chorobie nie możemy liczyć. Jest co prawda cień szansy, że Weronika kiedyś zacznie chodzić, niewielki, ale jest. Byłoby cudownie, jednak na tę chwilę naszym marzeniem jest to, żeby radziły sobie na wózkach.

Nie wiem, ile ćwiczeń trzeba, żeby dzieci radziły sobie na wózkach. Być może stanie się to po turnusie, na który zbieramy pieniądze na tej zbiórce. Dla osoby, która nie jest z nimi na co dzień, może się wydawać, że robią niewielkie postępy, że tylko leżą i nic nie mówią. Jednak gdyby ktoś pobył z nimi trochę dłużej, widziałby, że walka o sprawność przynosi efekty. Dzieci dają mi ogromną siłę, uczą, co jest w życiu ważne. Będę wdzięczna za każdą pomoc, która popłynie z serc dobrych ludzi. Dla nas to będzie ogromne wsparcie, za które już teraz dziękujemy.

Ania, mama Konradka i Werki

Konrad Wawryszko

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 44 osoby
1 239 zł (12,39%)