Córeczko, chociaż zabija mnie choroba, będę walczył o Twoje zdrowie

Zbiórka na cel: rehabilitacja i sprzęt medyczny, które pozwolą Wiktorii na rozwój
Wiktoria Anaszkiewicz
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 544 osoby
15 942,26 zł (28,9%)
Brakuje jeszcze 39 230,74 zł
Wesprzyj

Wiktoria, 8 lat

MPDz, Padaczka lekooporna, małogłowie, upośledzenie umysłowe w stopniu głebokim, niedosłuch obustronny, stan korekcji wady serca TGA

Warszawa, mazowieckie

Rozpoczęcie: 13 Lipca 2017
Zakończenie: 24 Lutego 2018

Gdy jesteś szczęśliwy, wszystko Ci się układa, to gdzieś z tyłu głowy pojawia się lęk, że zaraz to stracisz. Przecież nic nie trwa wiecznie… Jednak dusisz to w sobie, zabijasz tę myśl bo nie chcesz, by ujrzała światło dzienne. I ja tak robiłem. Jednak ta myśl stała się faktem, a nasze życie rozsypało się na kawałeczki. Proszę, pomóż nam je poskładać…

Wielka miłość, ślub i planowanie dziecka - spełniało się właśnie moje największe marzenie. Byliśmy z żoną nieskończenie szczęśliwi gdy okazało się, że będziemy mieli córeczkę. Od razu postanowiliśmy, że damy jej na imię Wiktoria - jak zwycięstwo, dobry znak na całe życie. Wtedy nie spodziewaliśmy się nawet, że okaże się to proroctwem, choć spełnionym tylko w połowie. Niedługo przed planowanym porodem poszliśmy na jedno z ostatnich badań kontrolnych. Nic nie zapowiadało, że dowiemy się czegoś złego - przecież ciąża przebiegała prawidłowo!

I właśnie wtedy, podczas badania, myśl, którą usilnie skrywałem głęboko w głowie, uwolniła się i zaczęła rządzić naszym życiem. To był koniec szczęścia, a początek czegoś, czego nie umiałem nawet nazwać. Lekarz wykrył wadę serca: przełożenie pni tętniczych TGA, z którymi miała urodzić się Wiktoria. Uspokoili nas jednak, że to da się całkowicie naprawić, a nasze dziecko będzie zdrowe. Lęk jednak zaczął kiełkować. Córeczka miała być bezpieczna pod sercem żony jeszcze tylko 3 tygodnie, potem, zamiast w ramiona rodziców, miała trafić na stół operacyjny...

Wikusia miała tylko trzy dni, gdy została zabrana pod skalpel chirurga. Znaliśmy ryzyko, modliliśmy się, żeby wszystko poszło dobrze. Wierzyliśmy, że lekarze naprawią serduszko Wiki, a ona wróci do nas i już nigdy nie dopuścimy, by stało jej się coś złego. Zabieg trwał 20 godzin - każda minuta ciągnęła się w nieskończoność. To były najdłuższe i najstraszniejsze godziny naszego życia. W końcu wyszedł lekarz. Jego mina powiedziała nam wszystko - było źle…

Od razu uspokoił nas, że nasze dziecko jeszcze żyje. Jeszcze?! Nie wierzyłem w to, co słyszę. Moja córeczka, taka mała i krucha, a już musiała walczyć o życie. Okazało się, że po planowanej korekcie wady serca, kiedy zabieg dobiegał końca, nastąpiło natychmiastowe załamanie tętnic wieńcowych. Aby Wiktoria mogła żyć dalej konieczna była natychmiastowa reoperacja, na którą jej malutki i wycieńczony organizm nie był przygotowany...

Wielogodzinna walka, która mogła odebrać życie naszej jedynej córeczki, zakończyła się sukcesem. Wiktoria przeżyła, a w przypadku tak poważnych komplikacji oraz czasu trwania zabiegu, było to prawdziwym cudem. Żyła, oddychała - tylko to się liczyło. Niestety, komplikacje, które pojawiły się po operacji, nie były obojętne dla tak maleńkiego organizmu.

Dzisiaj serduszko Wikusi bije jak dzwon, ale moje dziecko jest ciężko chore. Cierpi na Dziecięce Porażenie Mózgowe, padaczkę lekooporną, małogłowie, upośledzenie umysłowe w stopniu głębokim oraz niedosłuch zmysłowo-nerwowy. Zmienne napięcie mięśniowe sprawia, że każdy dzień rozpoczyna się od ogromnych jak grochy łez bólu i cierpienia. Pojawia się obezwładniająca spastyczność, by zaraz potem ciało Wiktorii stało się wiotkie, niczym u lalki. Mimo swoich dolegliwości, dla nas córeczka jest najcudowniejszą istotą na świecie. Robimy dla niej wszystko i wcześniej sądziliśmy, że damy sobie radę. Jednak wtedy przyszedł kolejny cios...

Zaraz po studiach miałem niegroźny wypadek. Standardowe badania wykazały jednak coś znacznie gorszego, niż stłuczenia. W moim mózgu była mała plamka, która dopiero po latach okazała się być stwardnieniem rozsianym. To choroba, która powoli zabija, odbierając po kolei wszystkie umiejętności, skazując człowieka na inwalidztwo. Na koniec odbiera sprawność mięśnia oddechowego i wtedy następuje koniec... Przy porodzie córeczki jeszcze mogłem samodzielnie stać, ale teraz ledwo poruszam się o kulach. Każdy rzut choroby coś mi odbiera i nie wiem, kiedy postanowi odebrać mi życie. Chociaż skończyłem studia, jestem na rencie - nie mogę pracować. Naszą małą rodzinę utrzymuje żona, która pracuje na ¾ etatu - dzisiaj trzeba opiekować się nie tylko Wikusią, ale także mną. Nie chcę tego, buntuję się - to ja powinienem być oparciem rodziny! Ale nic nie mogę zrobić… Ta bezradność wykańcza…

Jestem ojcem, który nie może pomóc własnemu dziecku. Sam tracę siły, bo choroba jest niezwykle agresywna. Moja córka jest dla mnie najważniejsza, dlatego proszę Was o pomoc. Sam nie jestem jej w stanie zapewnić Wikusi… Niepełnosprawność dziecka wiąże się z ogromnymi kosztami rehabilitacji i zakupu specjalistycznego sprzętu. Tylko dzięki temu Wiki się uśmiecha i robi postępy. Każdy jej uśmiech jest najwspanialszą nagrodą za cały ten trud. Proszę, pomóżcie nam, pomóżcie mojemu dziecku...

Pomogli

Ładuję

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 544 osoby
15 942,26 zł (28,9%)
Brakuje jeszcze 39 230,74 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość