Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

By mała księżniczka stanęła na nogach

Wiktoria Majchrowicz
Zbiórka zakończona
Cel zbiórki:

pokrycie kosztów 6-miesięcznej rehabilitacji

Zgłaszający zbiórkę: Fundacja CERTUS
Wiktoria Majchrowicz, 16 lat
Kalisz, wielkopolskie
przepuklina oponowo-rdzeniowa, anomalie żeber, wodogłowie, pęcherz neurogenny
Rozpoczęcie: 9 Kwietnia 2016
Zakończenie: 31 Marca 2018

Opis zbiórki

Proszę ochrzcić dziecko jak najszybciej się da – to ostatnie słowa, które rodzic chce usłyszeć po narodzinach dziecka. Nikt się nie spodziewa tego, że jego dziecko może umrzeć, póki tak naprawdę zacznie żyć. Nikt nie spodziewa się tego, że jego dziecko może urodzić się ciężko chore... Tak jak Wiktoria.

Mama Wiktorii nie zdążyła nawet jej utulić w ramionach, bo od razu ją od niej zabrano. Malutka córeczka pojechała do innego szpitala, gdzie czekała ją operacja, ratująca życie. Mama została sama w szpitalu, w którym rodziła. Widok innych matek, które  miały przy sobie inne dzieci, sprawiał jej  tak ogromny ból, że przeniesiono ją na inny oddział. Depresja, najciemniejsze myśli, ból i strach o życie dziecka – te emocje towarzyszyły mamie Wiktorii po narodzinach córki. A przecież powinna czuć tylko radość...

Po wyjścia ze szpitala pojechałam od razu do mojego dziecka – opowiada mama Wiktorii. Córka leżała w inkubatorze na boczku, taka maleńka, krucha, biła się rączkami po główce i płakała. Pan ordynator zawołał mnie na rozmowę. Zawalił mi się wtedy świat. Bo jak zareagować na słowa „Pani dziecko nie będzie chodzić, nie będzie siedzieć. Nie będzie lepiej, będzie coraz gorzej . Proszę się szykować na najgorsze“?

Wiktoria Majchrowicz


Na chorobę dziecka nie można się przygotować. Spada na Ciebie nagle jak niespodziewany cios, ogłusza, dzieli życie na pół. Sam moment diagnozy to tragedia. A potem zaczyna się walka, bo dążenie do tego, by dziecko było sprawne, to zawsze walka, do której potrzeba determinacji i siły. I pieniędzy. Kiedy sprawność dziecka zależy od nich, można poruszyć niebo i ziemię, żeby tylko znaleźć pomoc. I tak  zaczęła się wędrówka  po lekarzach –  Poznań, Łódź, bo trzeba było robić badania i wziąć się za rehabilitację.

Walka o Wiktorię trwa już 10 lat. Te 10 lat to też 10 poważnych operacji, setki godzin rehabilitacji, godziny niepewności i przeraźliwego strachu. Wiktoria zaczęła rehabilitacje od pierwszego miesiąca życia i dzięki niej siedzi, a nawet raczkuje, co ułatwia choć odrobinę jej  życie. W tym roku musimy kupić Wiktorii nowy wózek – martwi się mama. Wiktoria co miesiąc potrzebuje cewników, pieluchomajtek i lekarstw. Co miesiąc też jeździmy nią prywatnie do specjalistów, którzy prowadzą ją od urodzenia. Oboje z mężem mamy niskie dochody i po opłaceniu mieszkania i zakupie niezbędnych dla Wiktorii rzeczy ledwo wystarcza nam życie, a co dopiero mówić o specjalistycznej rehabilitacji.

Bez rehabilitacji w życiu dziewczynki nastąpi duży regres. Bez niej Wiktorii grozi pogorszenie stanu zdrowia, a przebyte operacje mogą pójść na marne. Widzę, jak jest jej przykro, gdy dzieci bawią się, grają w piłkę, a ona nie może. Bo największym marzeniem Wiktorii jest coś, co dla nas jest naturalne jak oddychanie – chodzić. Uwielbia buty na obcasie. Gdy widzi szpilki, nosi je na rękach.

Ta mała księżniczka myśli, że nie zatańczy nigdy w zaczarowanych baletkach, nie będzie wirować na parkiecie, nie zgubi pantofelka jak bohaterki z bajek. Tak jej się wydaje. My jednak możemy jej pokazać, że może być inaczej. Możemy spełnić jej marzenie i sprawić, że Wiktoria stanie kiedyś na własnych nóżkach. Pomożesz nam?

Ta zbiórka jest już zakończona. Wesprzyj innych Potrzebujących.

Obserwuj ważne zbiórki