Kalekie życie. Uratuj mnie – pomóż odmienić mój los...

Zbiórka na cel: Operacja wydłużenie uda i podudzia w Stanach Zjednoczonych
Wiktoria Nitkowska
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 519 osób
11 467 zł (0,86%)
Brakuje jeszcze 1 317 606 zł
Wesprzyj

Wiktoria, 13 lat

Wada wrodzona – krótsza prawa noga

Dębica, podkarpackie

Rozpoczęcie: 28 Lipca 2017
Zakończenie: 07 Października 2017

Moją tragedię zobaczysz od razu. To moje kalectwo – krótka noga zwisająca bezwładnie obok tej zdrowej. Kiedy przyjrzysz się bliżej, zobaczysz jeszcze więcej – głębokie i długie blizny. To ślady po operacjach, “pamiątki” po bólu, który stał się moim dzieciństwem. Bólu, który pójdzie na marne, jeśli teraz nie poddam się operacji.

Ile kroków robisz dziennie? Kilka tysięcy? Może czasem kilkanaście? Ja nie zrobię żadnego. Jeśli, spróbuję, upadnę. Moja prawa noga nie dosięga ziemi – jest o dwadzieścia centymetrów krótsza od lewej. Jestem chora od urodzenia. Kilkanaście lat żyję z bólem. Nie ma dnia i nie ma nocy, podczas których nie czułabym przeszywającego bólu. Staram się uczyć z tym żyć, ale ból to nie jest coś, do czego można się przyzwyczaić – mówi Wiktoria.

Życie od jednej operacji do drugiej dalekie jest od dzieciństwa. To ból i miesiące spędzone w szpitalach. Kolejne urodziny? Dla większości dzieci to radość – dla Wiktorii strach, bo to oznacza, że kolejna operacja jest coraz bliżej, że na nodze znów pojawią się bolesne rany, a szpital stanie się na jakiś czas drugim domem. To płacz w ramionach mamy i strach przed tym, że znów lekarze będą kłuć nogi. Nie ma słów, które mogłyby opisać ból matki, kiedy widzi swoje dziecko łkające ze strachu przed cierpieniem. Nie ma nocy, które są spokojne, bo gdy przed oczami pojawia się widmo kalectwa własnego dziecka, takie noce nie mogą istnieć. “Kalectwo” – to słowo uporczywie powtarzane w głowie brzmi jak wyrok. Co, jeśli ktoś nazwie ukochaną córeczkę “kaleką”? Co, jeśli przez tę krótszą nogę będzie miała zniszczone życie? Co, jeśli ostatecznie wyląduje na wózku? Co, jeśli nie uda się jej pomóc? Chyba każdy zna to uczucie, kiedy przed zaśnięciem strach jest tak ogromny, że mógłby rozerwać serce...

Wiktoria –  mama wybrała jej imię, które oznacza zwycięstwo, bo przyjście na świat j córeczki było najpiękniejszą wygraną w jej życiu. Pierwszy krzyk i chwila, kiedy zobaczyła zawiniątko, z którego wystawała piękna, mała główka – trudno wyobrazić sobie coś piękniejszego. Małe rączki i nóżki chciałoby wycałować na każdym milimetrze. Były  idealne. Pierwszy wspólny miesiąc w domu był inny, niż dotychczas, piękniejszy. Z każdym tygodniem Wiktorii przybywało kilka centymetrów. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie lewa nóżka, która nie nadążała za prawą. Przy różnicy kilku milimetrów nikt nie zwracał na to uwagi. Później milimetry zamieniły się w centymetry. Ubranka w coraz większych rozmiarach coraz bardziej zwisały na prawej nóżce Wiktorii. Kiedy próbowała raczkować, widać było, że się chwieje, że lewa nóżka jest słabsza – tak, jakby zupełnie zapomniała o tym, że musi rosnąć.

Pierwszą operację w swoim życiu pamiętam, jak przez mgłę. Miałam 4 lata, kiedy musiałam przejść zabieg korekty stopy. W pamięci mam kilka przebłysków – lekarzy, którzy ciągle pojawiali się w pobliżu i rozmawiali z moją mamą, to, że po operacji długo nie mogłam ruszać nogą i to, że mama ciągle musiała mi zmieniać opatrunki – wspomina Wiktoria. Kolejną operację pamiętam już dobrze, chociaż wolałabym jej  nie pamiętać wcale… Skończyłam 8 lat –  można już było rozpocząć wydłużanie nogi.

Wiktorii przecięto wtedy kość udową i założono aparat Ilizarowa. Dla niej – aparat tortur. Kilka metalowych kółek i drutów, w których jak w więzieniu zamknięta była jej noga. Kości przebito na wylot 40 drutami, które poskręcano ze sobą za pomocą specjalnych śrub. Z ran lała się krew i ropa. W końcu doszło do zapalenia kości. To było cierpienie, którego mama Wiktorii nie byłaby w stanie znieść bez pomocy psychologa. Krzyczały razem – mama z rozpaczy i bezsilności, mała Wiktoria z bólu. Metalowe obręcze były ciężkie i kilka razy szersze niż jej nóżka, ale bez nich Wiktoria ostatecznie straciłaby szansę na sprawność. Po operacji najtrudniejszy był powrót do domu. Mama musiała codziennie lekko popuścić jedną śrubkę, a drugą przykręcić. Wszystko po to, by nie dopuścić do przedwczesnego zrośnięcia się kości, która cały czas się nadbudowywała. W taki sposób urosła o 6 cm. 6 cm okupione bólem, tak silnym, jakby jakaś ogromna siła miażdżyła kości, jakby zaraz miały się połamać, pokruszyć na małe kawałki.

Po dwóch latach operację trzeba było powtórzyć. Noga znowu przestała nadążać i konieczne było ponowne założenie aparatu. Tym razem przecięto kość podudzia. Każda z tych operacji była jak powrót do więzienia, w którym skazany poddawany jest torturom. Każdy drut wbity w kości znów powodował ból nie do zniesienia. Nie dało się ruszyć, bo każdy ruch podrażniał rany. Przez kilka miesięcy udało się wydłużyć nogę o kolejne 5 cm. Łącznie z wcześniejszą operacją o 11.

Boję się. Każdego dnia panicznie boję się o swoją przyszłość. Boję się bólu, a najbardziej tego, że będzie bolało coraz bardziej. Jeśli podejmę dalsze leczenie w Polsce, czeka mnie jeszcze jeszcze osiem skomplikowanych, piekielnie bolesnych operacji nogi. Przeszłam już dwie. Nie wyobrażam sobie tego, że miałabym tak cierpieć jeszcze osiem razy w ciągu najbliższych kilku albo kilkunastu lat mówi Wiktoria.

To moje życie, moja młodość. Nie chcę spędzić tego czasu na szpitalnym łóżku, zwijając się z bólu. Chcę normalnie żyć! W maju otrzymałam szansę. Dr Paley, jeden z najlepszych ortopedów na świecie, zaproponował wydłużenie mojego uda i podudzia przy pomocy specjalnego implantu. To jednorazowa operacja w Stanach Zjednoczonych, która daje mi szasnę na całkowity powrót do zdrowia i sprawności fizycznej. Bez niego mogę na zawsze już zostać kaleką... Niestety moje zdrowie kosztuje niewyobrażalne pieniądze. Moja przyszłość to koszt ponad miliona złotych...

Moją jedyną szansą jesteś Ty. Twoja pomoc i dobre serce są w stanie mi pomóc pojechać na operację, która ocali moją przyszłość i uwolni mnie od bólu. Błagam Cię o pomoc...

Pomogli

Ładuję

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 519 osób
11 467 zł (0,86%)
Brakuje jeszcze 1 317 606 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość