Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

W Witku płonie ogień pasji i życia! Pomóż mu odzyskać sprawność po wypadku!

Witold Bala
Zbiórka zakończona
7 324,10 zł ( 7,56% )
Wsparły 152 osoby
Cel zbiórki:

Kompleksowa rehabilitacja, likwidacja barier architektonicznych, zakup sprzętu

Organizator zbiórki: Fundacja Moc Pomocy
Witold Bala, 67 lat
Żmigród, dolnośląskie
Stan po wypadku - uszkodzenie mózgu, liczne złamania, niedowład kończyn
Rozpoczęcie: 9 Października 2020
Zakończenie: 16 Marca 2021

Opis zbiórki

"W ZDROWYM CIELE ZDROWY DUCH"

Tak został nazwany nagłówek wywiadu do gazety z Witoldem Bala. Nie bez powodu. Witek to wojownik zawzięty, uparty i zawsze dążący do celu. Nie poddawał się. Sport to jego drugie życie, rower od czasów młodości, a biegi i joga zaczęły się po przejściu na emeryturę i przeprowadzce z Sosnowca do Bychowa. Do rodzinnych stron, z których pochodzi. Razem ze swoją małżonką Anielą, zaczęli nowe, spokojne i zdrowe życie na wsi. Uśmiechnięty, niepokazujący nerwów zawsze powtarzał “Kiedy zaczynasz się denerwować tym, co aktualnie robisz, zostaw to i podejdź do tego kolejnego dnia. A na pewno pójdzie ci lepiej." Przygotowany do każdego wyścigu, nieważne czy to biegi, czy kolarstwo, poranne biegi po 5 km, później joga, a kiedy czasu było więcej to do 100 km na rowerze.

Witold Bala

Sport to jednak nie wszystko! Każdy zna Witka z wiecznie dobrego humoru, nigdy nieodmówionej pomocy i aktywności fizycznej. W domu kochający mąż, tata i dziadek, złota rączka. Wiele medali, pucharów, sukcesów i zasad. Wielu poznanych przyjaciół, kolarzy, wspaniałych ludzi. Problemy zawsze omijał szerokim łukiem. Nikt nie spodziewał się, że może wydarzyć się coś złego. Witek zawsze na siebie uważał i bardzo pilnował, aby wszystko było dopięte na "ostatni guzik" przed każdym wyjazdem. Jego wyścigi stały się już przyzwyczajeniem, dla rodziny i jego samego.

Witold Bala

Wrzesień 2020 r. Jak zwykle pakowanie, ktoś powiedział powodzenia. Ktoś, żeby na siebie uważał. Wyjazd do Złotoryi. Czasami tak bywało, że długo nie dzwonił, a to start się przedłużył lub Witold stał na podium. W końcu telefon, ale tym razem po drugiej stronie jego przyjaciel Robert i uderzająca informacja “Witek miał wypadek, wiozą go do szpitala”. Ogromna niepewność i brak informacji spowodowany inną kategorią wiekową, w których startowali. Szpital w Jeleniej Górze potwierdza, że znajduje się u nich pacjent po wypadku kolarskim, ale jest on jako nieznany, brak dokumentów, brak przekazania informacji z karetki obstawiającej wyścig do karetki systemowej. Na pytanie, czy pacjent się przedstawił, odpowiedź była z tej najgorszej kategorii “Nie może się przedstawić”. Po dotarciu na SOR potwierdziły się nasze obawy. Diagnoza i owinięty w wiele bandaży Witek jadący na łóżku w kierunku oddziału neurochirurgicznego. Kolejne badania nie pocieszały: uszkodzenie mózgu, krwiak, połamane żebra, które przebiły płuco, złamany obojczyk... 

Witold Bala

Kolejny telefon i wiadomość “Pacjent przebywa na oddziale intensywnej terapii” - został wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną, drenaż płuca. Wtedy zaczęło się oczekiwanie, a w końcu wybudzenie. Informacja "Jest lepiej" trochę uspokoiła i w końcu najważniejsza, że jego "Stan nie zagraża życiu." Powrót na neurochirurgię i kolejne badania. Krwiak się wchłaniał, zabierając ze sobą piękne wspomnienia, pamięć. Zostawił bez ruchu człowieka, który z aktywności fizycznej czerpał przyjemność. Przykuł do łóżka na wiele dni.

Brak możliwości odwiedzin spowodował powolne wypalanie Ducha Walki, nagle brak współpracy i wysłanie pacjenta do domu. Pada pytanie “Pamiętasz kogoś z nas?” Odpowiedź była straszna... Poruszenie głową w prawo i lewo. Rozpoczęliśmy rehabilitację. Duch Walki rozpalony, chęć do ćwiczeń bardzo duża. Widać, że walczy, chce walczyć i robi ogromne postępy. Mamy nadzieję, że za jakiś czas zje już z nami obiad przy stole, lecz wymagana jest długa rehabilitacja...

7 324,10 zł ( 7,56% )
Wsparły 152 osoby
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki