Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Zdrowie ukradzione przez sepsę. Wojtuś czeka na pomoc - czy dasz mu szansę?

Wojciech Musiakowski
Zbiórka zakończona

Zdrowie ukradzione przez sepsę. Wojtuś czeka na pomoc - czy dasz mu szansę?

27 595,00 zł ( 64,04% )
Wsparło 1677 osób
Cel zbiórki:

Leczenie komórkami macierzystymi, aby Wojtek odzyskał wzrok

Wojciech Musiakowski, 10 lat
Małe Bałówki, warmińsko-mazurskie
zanik nerwu wzrokowego, padaczka lekooporna, zespół Westa
Rozpoczęcie: 19 Kwietnia 2018
Zakończenie: 19 Maja 2019

Opis zbiórki

Wojtuś był zdrowy. Kiedyś… i zaledwie przez trzy tygodnie. Potem prawie umarł. Sepsa - to ona chciała odebrać mi dziecko, ale Wojtuś okazał się silniejszy. Chociaż taki malutki, dzielnie walczył ze śmiercią, ale nie wyszedł z tej walki bez szwanku… Choroba odcisnęła na nim swoje tragiczne piętno i - chociaż przeżył - to życie pełne jest bólu. Proszę, pomóż mojemu synkowi...

Dzisiaj znowu jesteśmy w szpitalu, właściwie już od stycznia. Zastawka w głowie Wojtusia spowodowała zapalenie opon mózgowych. Dopiero co wychodziliśmy ze szpitala po wycięciu wyrostka, ale nie dane było synkowi nacieszyć się wiosną, poczuć ciepłe promienie słońca na twarzy… Szpitalne łóżko musi zastąpić mu plac zabaw, podwórko, własny dom - i tak całe życie.

Wojciech Musiakowski

Miał równo trz tygodnie, gdy dostał wysokiej gorączki. Pojechaliśmy do szpitala, a tam zapadła dramatyczna diagnoza - sepsa. Z godziny na godzinę było coraz gorzej - synek gasł w oczach. Na jego ciele pojawiły się wybroczyny, nie miał siły oddychać. Nie wiedzieliśmy, czy przeżyje, nikt nie dawał nam dużych nadziei. Pilnie przetransportowali synka do wojewódzkiego szpitala, na OIOM. Potem przyszło najgorszych 5 dni w życiu. To był czas, gdy Wojtuś trwał na granicy życia i śmierci.

Sepsa sprawiła, że przestał oddychać, tylko serduszko słabo biło. Jednak nie poddał się, walczył z chorobą. Niestety - bakteria, która przedostała się do płynu mózgowo-rdzeniowego wyrządziła ogromne szkody. Najpierw walczyliśmy z narastającym wodogłowiem. Wojtek musiał przejść kilka ciężkich operacji, podczas których lekarze zakładali zastawki komorowo-otrzewnowe. Nie wiedzieliśmy, co będzie dalej, chociaż na pierwszy rzut oka było widać, że jest źle. Z biegiem czasu okazało się, że ma być tylko gorzej…

Wojtuś nie rozwijał się tak, jak inne dzieci. Mamy dwoje starszych pociech więc mieliśmy porównanie. Drżeliśmy o życie i zdrowie synka, tym bardziej, że każdy miesiąc pokazywał kolejne, dramatyczne skutki sepsy. Po kilku miesiącach wystąpiła padaczka lekooporna - zespół Westa, którą leczyliśmy silnymi zastrzykami. Cały czas dzielnie walczył, dużo ćwiczył, aby poprawić swój stan. Gdy badanie okulistyczne wykazało zanik nerwu wzrokowego, załamaliśmy się. Wcześniej istniała iskierka nadzei, cień szansy, że jeszcze będzie lepiej. Ale utrata wzroku? Na to nie ma lekarstwa… Dlaczego te wszystkie straszne rzeczy dotknęły naszego niewinnego, małego synka? Nie wiemy, ale musimy walczyć o lepsze jutro, bo tylko to nam pozostało…

Wojciech Musiakowski


I w końcu pojawiło się światełko w tunelu - nowatorskie leczenie komórkami macierzystymi! To ogromna szansa. Lekarze mówią, że z dużym prawdopodobieństwem nerw się odbuduje, a synek odzyska wzrok! Nowe komórki mogą także zmniejszyć liczbę napadów padaczkowych i ogólnie poprawić stan zdrowia. Ta terapia nie niesie za sobą zagrożeń, a jest ogromna szansa, że zauważalnie pomoże Wojtusiowi!

Ale pojawia się problem, ściana nie do pokonania - koszt podania komórek... Od siedmiu lat walczymy o zdrowie synka, a to wiąże się z dużymi kosztami związanymi z rehabilitacją. Płacimy za to sami, bo gdybyśmy mieli liczyć na NFZ, nasz synek byłby roślinką. Wojtuś jest dzieckiem leżącym, ma zmienne napięcie mięśniowe, porażenie mózgowe czterokończynowe, znaczne opóźnienie psycho-ruchowe. Do tego zastawka w mózgu nieustannie powoduje zapalenia, przez co większą część życia synek spędza w szpitalach. Mimo wszystko - chociaż może trudno w to uwierzyć - na jego twarzy często gości uśmiech. Kocha życie, tak bardzo chce tu być i korzystać z dzieciństwa, na ile pozwala mu choroba. My, rodzice, musimy zrobić wszystko, by mogło mu być choć troszkę lżej.

Wojciech Musiakowski

Jeśli więc pojawiła się szansa, że nasz mały synek może widzieć, bardzo prosimy Cię o pomoc. Tylko z nią jesteśmy w stanie pomóc naszemu Wojtusiowi. Z góry z całego serca dziękujemy za każdą formę wsparcia.



27 595,00 zł ( 64,04% )
Wsparło 1677 osób

Obserwuj ważne zbiórki