W ślepym zaułku anoreksji. Pomóż mi przeżyć

potrzebująca
Zbiórka zakończona
Cel zbiórki:

turnus terapeutyczny dla osób chorujących na zaburzenia odżywiania

Zgłaszający zbiórkę: Fundacja Światło Dla Życia
potrzebująca, 37 lat
Ruda Śląska, śląskie
anoreksja
Rozpoczęcie: 12 Lutego 2018
Zakończenie: 17 Września 2018

Opis zbiórki

Jestem mamą cudownej dziewczynki o imieniu Wiktoria. Jestem też śmiertelnie chora. Anoreksja zabrała mi życie, zniszczyła je i sprawia, że z każdym dniem jest mnie coraz mniej… Chcę żyć, chcę walczyć, chcę zostać tu dla mojej córeczki! Dlatego proszę o pomoc, inaczej mi się nie uda…

Odkąd pamiętam, zawsze się sobie nie podobałam. Czułam się za brzydka, za gruba. Chciałam być inna. Idealna. Cały czas nie mogłam pogodzić się z tym, jak wyglądam i ile ważę… Porównywałam się z moimi koleżankami w szkole, które były szczupłe i wysokie. Rozpaczałam, że ja taka nie jestem. Rówieśnicy byli dla mnie bardzo okrutni. Bardzo często słyszałam uszczypliwe komentarze, wyzwiska… Miałam duży biust i nadwagę. Wszystkie te złośliwe docinki, krzywdzące uwagi, szyderczy śmiech dźwięczą mi w głowie do dzisiaj.

Wtedy zaczęłam stosować restrykcyjne diety. Głodziłam się, by stracić zbędne kilogramy, czasami piłam tylko wodę. Często słaniałam się na nogach, bo byłam tak słaba. Moje starania dawały jednak tylko pozorne, krótkotrwałe efekty. Byłam głodna, więc szybko wracałam do starych nawyków, przez co znowu tyłam. I tak w kółko. Za każdym razem miałam coraz większe wyrzuty sumienia, coraz bardziej nienawidziłam siebie. Czułam, że moje życie staje się równią pochyłą, a ja coraz bardziej spadam w przepaść, pełną kompleksów, rozpaczy i bólu.

W 2008 roku wyszłam za mąż i założyłam rodzinę. Mój mąż zawsze doceniał mój wygląd, bardzo często podkreślał, że jestem dla niego idealna. Ja jednak nie zgadzałam się, odrzucałam jego komplementy. Kłóciłam się, twierdząc, że mam lustro, które pokazuje mi coś innego.

Po roku urodziłam córeczkę, która była moim największym marzeniem. Cała ciążę borykałam się z komplikacjami. Życie mojego dziecka było zagrożone, walczyłam więc o nie ze wszystkich sił. Większość ciąży musiałam być hospitalizowana. Córkę urodziłam w 7. miesiącu ciąży, żywą, całą i zdrową. Wiktoria jest celem mojego życia, jego sensem… Jest piękna, ma w sobie tyle energii, tyle zapału do życia.

Niestety, po ciąży znów zaczęła się moja obsesja na punkcie wagi i tego, by schudnąć... Najpierw przeszłam na dietę lekkostrawną. Kilogramy znikały, a ja, ucieszona sukcesem, zaczęłam ograniczać posiłki i zmniejszać ich porcje do minimum. Doszło do tego, że mój bilans kaloryczny nie przekraczał 600 kalorii dziennie. Bywały też dni, w których spadał na przykład do 300 kalorii dziennie. To tyle, ile ma jedna bułka…

Z dnia na dzień było mnie coraz mniej. Zmieniła mi się sylwetka, widoczne zrobiły się kości, które wyraźnie odstawały pod skórą. Ważyłam 27 kilogramów przy wzroście 157 cm, a moje BMI wynosiło 11. Minimalna wartość dla zdrowego człowieka to 18... Z dnia na dzień opadałam coraz bardziej z sił, nie byłam w stanie wstać z łóżka, bawić się z córką… Mój rozum nie pozwalał mi jednak na zjedzenie normalnego posiłku. Gdy tylko myślałam o tym, żeby coś zjeść, w głowie słyszałam krzyk sprzeciwu. Nie umiałam już się zmusić…

Mój dom zawsze był wypełniony miłością, szczęściem, radością i ciepłem. To wszystko odebrała nam anoreksja. Moja rodzina z przerażeniem patrzyła, jak choroba przejmuje nade mną władzę, jak mnie niszczy, jak sprawia, że znikam. Każda próba rozmowy na temat wagi czy jedzenia kończyła się karczemną awanturą. Ciągle spory, kłótnie, moje rozdrażnienie powodowały, że zaczęliśmy się od siebie oddalać. Taka jest właśnie anoreksja – niszczy rodziny, przyjaźnie, związki.

Anoreksja to powolne umieranie.

Moi bliscy, choć bezsilni, są jednak bardzo zdeterminowani, aby mi pomóc. Znaleźli ośrodek terapeutyczny dla osób z zaburzeniami odżywiania. To moja ogromna szansa, alternatywa dla szpitala psychiatrycznego, do którego nie chcę trafić! Wiem, że tam jedynie zmuszą mnie do jedzenia, ale nie wyleczą przyczyny choroby… Gdy tylko wyjdę, anoreksja wróci jak bumerang. Potrzebna jest mi terapia, jej koszty są jednak nie do udźwignięcia dla mnie i dla mojej rodziny… Dlatego proszę o pomoc!

Wiem już, że jestem chora. Wiem, czym jest anoreksja. Wiem, że nieleczona prowadzi do śmierci. Ja jednak muszę żyć, bo mam dla kogo! Chcę walczyć dla mojej córeczki. Chcę być obok niej, patrzeć, jak dorasta. Chcę, żeby mama była dla niej przykładem… Nie umiem jednak zmusić się i zacząć jeść, nie umiem sama sobie pomóc… Dlatego proszę Was o ratunek. Nie zmarnuję tej szansy, ja naprawdę chcę walczyć, chcę żyć…

Ta zbiórka jest już zakończona. Wesprzyj innych Potrzebujących.

Obserwuj ważne zbiórki