Proszę, spraw, że moje dziecko będzie żyć

Zbiórka na cel: leczenie onkologiczne wg protokołu EURO EWING 2008, by ocalić życie Jarka
Zbiórka zakończona
Yaraslau Pazniak
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 8 848 osób
206 730 zł (100%)

Yaraslau, 13 lat

rak kości: Mięsak Ewinga kości udowej lewej

Warszawa, mazowieckie

Rozpoczęcie: 29 Maja 2017
Zakończenie: 29 Sierpnia 2017

09 Czerwca 2017, 17:20
Pilnie potrzebna pomoc, by uratować życie Jarka!

Rak z każdym dniem wciąga Jarka coraz głębiej w onkologiczne piekło! Nowotwór kości, który chce odebrać życie temu dziecku, to zabójczy przeciwnik, odporny na leczenie - zwykła chemioterapia już nie wystarcza! Lekarze podjęli decyzję, że w starciu z nowotworem trzeba wytoczyć najcięższe działa. Pilnie potrzebne są dodatkowe środki, bez których leczenie chłopca nie będz`ie możliwe!

2 czerwca zapadła decyzja o podaniu Jarkowi megachemii, bardzo agresywnej chemioterapii, która jest jedyną szansą na to, aby ostatecznie zniszczyć raka! Wcześniej chłopiec musi przejść autoprzeszczep – z jego krwi zostaną wyodrębnione komórki macierzyste. Megachemia niszczy raka, ale i organizm - komórki są niezbędne po to, aby później odbudować organizm. Innego sposobu, aby Jarek wyzdrowiał, już nie ma! Rezygnacja z leczenia będzie oznaczać skazanie tego chłopca na śmierć!

Rak to brutalny przeciwnik. Na onkologicznym ringu z jednej strony stoi śmierć, z drugiej - ten nastoletni chłopiec, którego świat to szpital, kroplówka z chemią i ból! Jarek stracił już dzieciństwo, sprawność w nodze, marzenia o byciu piłkarzem... Wciąż jednak walczy o to, co najważniejsze - życie! Bez Twojej pomocy nie ma jednak szans na wygraną. Wtedy scenariusz będzie tylko jeden, ten, który mamę Jarka prześladuje w jej najgorszych koszmarach!

Jarek wciąż nie zakwalifikował się do ubezpieczenia zdrowotnego w Polsce - za to, aby miał szansę na życie, jego rodzice muszą zapłacić! Mimo, że jego mama załatwiła już dawno wszystkie formalności, wciąż bezskutecznie czeka na przyznanie jej i synowi karty stałego pobytu. Biurokracja zabija to dziecko - tygodnie mijają, a Jarek nie może czekać, bo nie czeka też rak! Gdy tylko wyniki krwi się ustabilizują, lekarze chcą natychmiast pobrać Jarkowi komórki krwi i w ciągu dwóch dni podać megachemię. To kwestia kilku dni, maksymalnie tygodni… Do tego jednak potrzeba jednak środków – sama procedura kosztuje ponad 150 tysięcy złotych, a później jeszcze dalsze leczenie!

Mama Jarka błaga o pomoc w ratowaniu swojego jedynego dziecka. Nie wyobraża sobie, by mogła stracić syna z powodu braku pieniędzy… Mamy tak niewiele czasu, ale wiele razy pokazałeś, że gdy trzeba ratować życie dziecka, potrafisz dokonać tego, co niemożliwe. Wierzymy, że i tym razem uda, uda nam się wspólnie ocalić Jarka.

Uda się?

Jarek dostał od losu tylko 13 lat, podczas których mógł być beztroskim chłopcem. Potem został dzieckiem z oddziału onkologii, tym, które uśmiecha się smutno ze zdjęć – pozbawionym włosów, brwi i rzęs, zaciskającym zęby z bólu, z żyłami zniszczonego od ciągłego kłucia, dzieckiem toczącym pojedynek na śmierć i życie z rakiem - przeciwnikiem, z którym przegrywają znacznie starsi, znacznie silniejsi. Dziś przyłączamy się do apelu rodziców chłopca, którzy proszą o pomoc w ratowaniu życia ich jedynego dziecka!

Dzieciństwo to czas śmiechu, poobijanych kolan, szalonej zabawy i nauki życia; najpiękniejszy czas w życiu, najbardziej kolorowy. U Jarka jest tylko jeden kolor – biel, sterylna biel szpitala. Są pręty szpitalnego łóżka, chemia sącząca się przez kroplówkę, twarze innych dzieci, równie chorych – ich płomień życia tli się słabo niczym gasnące światła. A przecież jeszcze niedawno było inaczej. Światem Jarka było boisko – wróżono mu karierę w sporcie – i basen, na którym mógł spędzać całe dnie. Dziś piłka leży w kącie pokoju, nietknięta od wielu miesięcy. To właśnie w nodze tego aktywnego, wysportowanego chłopca – jakby chcąc odebrać mu to, co najbardziej kocha – zalągł się rak, złośliwy nowotwór kości, który najpierw zabrał Jarkowi sprawność, a teraz próbuje zabrać życie!

Zaczęło się od bólu, zawsze niemal zaczyna się od bólu, który lekarze bagatelizują, zrzucają na karb czegoś innego. Bo w końcu kto by przypuszczał, że ból nogi dziecka, które całe dnie spędza na boisku, to nie przeforsowanie, ale śmiertelny nowotwór? Jarek dostał antybiotyk – po tygodniu ból jednak powrócił, tak potworny, że z oczu tego silnego chłopca leciały łzy, uśmiech, który zawsze rozświetla twarz Jarka, zamienił się w grymas bólu. Potem był szpital, lekarze ze zmarszczonymi brwiami patrzący na wyniki badań, na nogę Jarka i te słowa – że bardzo przykro, że jest źle, że trzeba natychmiast zacząć leczenie. Mięsak Ewinga środkowej i dolnej części lewej kości udowej – nowotwór złośliwy kości, który atakuje najczęściej dzieci i młodych dorosłych, jakby specjalnie wybierał najsłabszych, tych, których najłatwiej złamać! Rak to nie wyrok – te słowa dźwięczą gdzieś w głowie, ale rzeczywistość jest inna, rzeczywistość to taka, że na onkologii jednego dnia dzieci uśmiechają się, żywe, a następnego są puste łóżka i maskotki, których nigdy nie zostaną już przytulone przez małych właścicieli.

Jarek rozpoczął chemię w Grodnie, gdzie mieszka – Yaraslau, tak brzmi jego prawdziwe imię, ale w Polsce wszyscy wołają go Jarkiem, bo stąd tak naprawdę pochodzi, jego mama i on posiadają kartę Polaka. Plan był konkretny – najpierw 6 cykli chemii, potem operacja, usunięcie guza i dalsze leczenie, by mieć pewność, że rak nigdy więcej nie powróci! Rodzice chorych dzieci w Polsce spoglądają tęsknie na kliniki w Niemczech, zazdroszczą wyższego standardu opieki medycznej, innych, niekiedy innowacyjnych metod leczenia. Rodzice dzieci ze wschodniej Europy marzą o leczeniu w Polsce. Tam medycyna ma wciąż wiele do zrobienia, w wielu przypadkach wciąż trzeba szukać ratunku, a czasem po prostu go nie ma! Usunięcie guza u Jarka miało być tożsame z usunięciem nogi, całego stawu biodrowego i kolanowego. Dla dziecka, które całe życie było w ruchu, które nigdy nie spędziło dnia bezczynnie na kanapie, oznaczało to tragedię. Zawsze byłby już kaleką, a sport, który był sensem jego życia, Jarek oglądałby tylko w telewizji. To byłby koniec ruchu, pasji, wszystkiego.

Ratunek przyszedł wtedy z Instytutu Ortopedycznego Rizzoli w Bolonii, gdzie lekarze uznali, że można usunąć guz, zostawiając nogę, nie ruszając stawów – o ich wycięciu nie było nawet mowy, co oznaczało, że Jarek będzie nadal sprawnym dzieckiem! Rodzice chłopca, poruszyli wtedy niebo i ziemię, chcąc ocalić dziecko przed wizją amputacji. Udało się –  wycięto część kości udowej i zrekonstruowano go kostnym implantem. Teraz jednak najważniejsza część  – dalsze leczenie w Polsce, w Instytucie Matki i Dziecka. Patrząc na dzieci leczone wcześniej na Ukrainie i Białorusi, polscy lekarze często załamują ręce. Chemia tam jest inna, bardziej zanieczyszczona, bardziej trująca. Ta, którą Jarek przyjmował, miała pozbawić organizm 95% komórek nowotworowych. Zadziałała na tylko 85%, za to zniszczyła coś innego – żyły chłopca. Jarek był w fatalnym stanie, gdy trafił do Instytutu Matki i Dziecka. Nasi lekarze przygotowali dwa plany leczenia, dwa rodzaje chemii – Jarek był jednak tak słaby, że podanie silniejszej chemii mogło doprowadzić do jego śmierci w ciągu trzech dni! Rodzice, przerażeni wizją zagrożenia, zdecydowali się na drugi plan – słabszą chemię, ale dłuższą, rozłożoną w czasie. Przed Jarkiem kolejne cykle i rehabilitacja, aby nauczyć się poruszać z nową nogą. Na Białorusi rehabilitacji dla osób na onkologii w ogóle nie ma.

My szukamy ratunku poza granicami kraju, dla Jarka jednak ratunkiem okazała się Polska. Karta Polaka nie gwarantuje jednak ubezpieczenia zdrowotnego, w związku z czym chłopiec, mimo że polskiego pochodzenia, musi za swoje leczenie zapłacić. Wraz z mamą przyjeżdża z Białorusi, jego mama czuwa przy łóżku jedynaka, koczuje w hotelu. Stara się też o kartę stałego pobytu, jednak formalności trwają, a rak nie czeka, leczenie musi być prowadzone już teraz, bo każdy dzień zwłoki zmniejsza szansę na happy end! Dziś Jarek jest w szpitalu, czyta książki – oprócz sportu ma inną pasję, historię – i składa klocki Lego. Jest taki jak inny chłopcy, którzy mają 13 lat, poza jednym wyjątkiem - on walczy o życie, a jeśli przegra, 14. urodzin już nie będzie! Dziś dołączamy się do błagania rodziców o pomoc – spójrz w oczy Jarka i odpowiedz na pytanie, czy chcesz sprawić, by ten chłopiec żył?

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 8 848 osób
206 730 zł (100%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość