Otwórz serce na los małej Zosi!

Zbiórka na cel: Operacja wady serca w Munster
Zbiórka zakończona
Zofia Nowakowska
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 3 838 osób
119 948 zł (100,03%)

Zofia

Atrezja zastawki trójdzielnej - serduszko jednokomorowe

Radom, mazowieckie

Rozpoczęcie: 27 Kwietnia 2016
Zakończenie: 10 Września 2016

Kiedy patrzy się w wielkie oczy Zosi, nie widać w nich wspomnienia długich dni i nocy w szpitalu, buczenia urządzeń, godzin na stole operacyjnym. Nie widać tego, że jej serduszko wymagało dwóch skomplikowanych operacji, po których każda minuta była walką o życie. Nie widać tego, że trzecia operacja już za parę miesięcy, we wrześniu. Konieczna po to, żeby Zosia mogła cieszyć się każdą chwilą, tak jak inne, zdrowe dzieci. Po to, by mogła żyć...


Piękny wrześniowy dzień 2013 roku. Pani Ewa dzwoni do męża z cudowną wiadomością. Jest w ciąży. Od tej chwili nie są już tylko małżeństwem. Są mamą i tatą. Bańka mydlana szczęścia pryska w 11 tygodniu ciąży. Coś jest nie tak – marszczy brwi ginekolog. Wypisuje skierowanie na kolejne badania. Od tej chwili zaczyna się czekanie, godziny płynące w zwolnionym tempie, wypełnione niepokojem, bezsenne noce pełne ściskających serce obaw, rozmyślań, ale i nadziei. Brak wad genetycznych – stwierdzają w końcu lekarze. Ulga i wiadomość, że to będzie dziewczynka, wypełniają serca przyszłych rodziców radością. Pozostaje podejrzenie wady serca. To jednak można dopiero stwierdzić, aż czekająca na przyjście na świat Zosieńka będzie większa. Kolejne badanie zostaje wykonane w 24 tygodniu ciąży. Minuty, w trakcie których lekarz ogląda serce dziecka, są wypełnione tylko przerażeniem i trwają wieczność. Nieprawidłowe wykształcone serce, zarośnięcie zastawki trójdzielnej – słyszą rodzice i wali się świat. Kolejny lekarz potwierdza diagnozę.





Serce ma 2 komory, 2 przedsionki i pompuje krew – tyle pamięta każdy z nas ze szkolnych podręczników. Ale serce Zosi ma tylko 1 komorę. Co to znaczy? Czy z tym można żyć? Po diagnozie zaczyna się szperanie w Internecie. Wykrzywione z bólu buzie dzieci, cierpiące na liczne wady towarzyszące wadzie serca, śnią się mamie Zosi po nocach. Lekarka uspokaja rodziców: nie będzie innych wad. Wada serca, którą natura niesprawiedliwie obdarzyła Zonię, jest tak ciężka, że nie ma już miejsca na nic innego. Inaczej jej organizm by tego nie wytrzymał.


Zosia przychodzi na świat 20 maja 2014 roku w Warszawie. Jej delikatna buzia już wtedy jest śliczna, wbrew obawom mamy nie ma śladu innych wad. Stan Zosi jest jednak poważny – po szybkim pocałunku od rodziców zostaje natychmiast zabrana. Przez następne dni, podłączona do urządzeń monitorujących jej serce, czeka na zabrania na operację. Trzykrotnie przychodzi odmowa, umotywowana tym, że Zosia nie wymaga natychmiastowej operacji, że są dzieci w gorszym stanie, że musi czekać. Ale mała nie je, nie przybiera na wadze, nie można jej dotknąć, wziąć za ręce. Stłoczeni w sali szpitalnej z siódemką innych dzieci i ich rodzicami, rodzice Zosi zaczynają szukać pomocy. Wysyłają dokumenty Zosi do profesora Malca, znanego dziecięcego kardiochirurga operującego w Niemczech. Operacja powinna odbyć się natychmiast – twierdzi profesor Malec. Zosia trafia do Łodzi, gdzie lekarze potwierdzają jego słowa. Zosia przechodzi banding tętnicy płucnej.


Dni w kolejnym szpitalu to migawki – sakrament namaszczenia chorych, zapalenie płuc, które przyplątuje się do Zosi, twarz dziewczynki tak sina, że przyjmuje barwę popiołu. Ale Zosia jest dzielna i silna. W sierpniu wraca z rodzicami do domu.




Przy dziecku, które ma wadę serca, wszystko budzi obawę. Czy płacze z powodu kolki, czy dzieje się coś złego? Czy serduszko to wytrzyma? Ale rodzice robią wszystko, żeby Zosia żyła jak każde inne dziecko. Żeby jej choroba nie była ograniczeniem. I to się sprawdza. „Zosiu, zmęczyłaś się?“ – pyta czasami babcia. „Nie!“ – śmieje się dziewczynka. To żywe srebro, rozgadane, ciągle w ruchu. Biega, kopie piłkę. Mimo trudów rehabilitacji i złych wspomnień.

W grudniu Zosia przeszła drugą operację. Czeka ją kolejna, według planu – już ostatnia. W polskim szpitalu mówią, że może się to stać, kiedy Zonia będzie mieć cztery, może pięć lat. Ale rodzice znają polskie realia i wiedzą, że do operacji kwalifikowane są przede wszystkim dzieci, będące na skraju życia i śmierci. Że z pięciu lat zaraz zrobi się sześć lub siedem, chyba że stan Zosi nagle się załamie, że dojdzie do zagrożenia życia, do najgorszego... Że przez ten czas Zosia będzie czekać na operację, słaba i niedotleniona, wykluczona z wielu zajęć, które będą robić inne dzieci. Że przeminie jej dzieciństwo. Że tlen nie będzie dochodził do wszystkich jej komórek, więc dziewczynka będzie gorzej się rozwijać. Że może dojść do zmian, które będą nieodwracalne.

W niemieckiej klinice już teraz wyznaczono Zoni termin, nie za cztery lata, ale już 20 września, kilka miesięcy po jej drugich urodzinach. Tam przejdzie operację, wykonywaną też bezpieczniejszą i mniej inwazyjną metodą niż w Polsce. Jednak coś za coś – bardzo kosztowną. Czy będąc jednak na miejscu rodziców Zosi, wiedząc, że możesz zapewnić swojemu dziecku szczęśliwe dzieciństwo i jak najszybciej uratować mu życie, postąpiłbyś inaczej?




Zosia na zdjęciach nie wygląda na chore dziecko Jedynym cieniem, jaki pada na rumianą buzię, jest cień długich rzęs, nie strachu. Ale on wciąż tam jest – lęk o życie Zosi. Lęk o to, że będzie za późno. Lęk, że pojawi się znany z opowieści innych rodziców scenariusz – zatrzymanie krążenia, reanimacja, rozpacz i ból...

Nie pozwólmy na to. Wyślijmy Zosię na operację.

37 zł

Anonimowa Pomagaczka

38 zł

Xxxc

Powodzenia
1 600 zł

Jacek i Agata

Pierwszy krok za nami! Teraz pora na kolejny.oby ostatni
X zł

Jakub

10 zł

Anonimowy Pomagacz

100 zł

Anonimowy Pomagacz

Pokaż więcej

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 3 838 osób
119 948 zł (100,03%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość