Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Połowa serca Zuzi – wystarczy, by kochać, za mało by żyć

Zuzanna Wachowicz
Zbiórka zakończona
64 881,34 zł ( 100,18% )
Wsparło 4895 osób
Cel zbiórki:

Pilna operacja wrodzonej wady serca w Klinice Uniwersyteckiej w Münster

Zuzanna Wachowicz, 6 lat
Szczecin, zachodniopomorskie
Zespół niedorozwoju lewej części serca HLHS
Rozpoczęcie: 12 Czerwca 2017
Zakończenie: 4 Września 2017

Rezultat zbiórki

W czwartek Zuzia przeszła operację. Ma się dobrze, jednak wciąż dochodzi do siebie. Dzisiaj czyli 6 dni po operacji na otwartym sercu już chodziła!

Chcieliśmy z żoną jeszcze raz podziękować za pomoc darczyńcom dzięki którym trafiliśmy w ręce jednego z najlepszych kardiochirurgów na świecie. Dzięki tym wspaniałym ludziom, dzieci jak Zuzia nie  muszą wiecznie czekać w kolejce na operację, często zbyt długo... 

Zuzanna Wachowicz

Gorąco pozdrawiamy!!!

Aktualizacje

Zuzia jedzie do Munster!

Decyzją Fundacji Siepomaga i za sprawą rodziców Kamili Ślązak https://www.siepomaga.pl/kamila-slazak, zdecydowaliśmy o przekazaniu środków, na leczenie Zuzi. Nie zdążyliśmy pomóc Kamili, ale dobro, które za Waszą sprawą ruszyło w świat, da najwspanialsze efekty. Zuzia ma szansę żyć z naprawionym serduszkiem!


Dziękujemy, że jesteście, dajecie nadzieję i dajecie życie.

Opis zbiórki

Chciałam rodzić w szpitalu z innymi matkami, tak bardzo chciałam przytulić ją, kiedy pierwszy raz otworzy oczka. Tak sobie to wszystko wymarzyłam i układałam w głowie od momentu, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Nie powinnam niczego planować, nie powinnam marzyć, mieć złudzeń, może wtedy byłoby łatwiej, bo to, co stało się tamtego dnia, zabrało mi radość z najbardziej magicznych chwil w życiu każdej kobiety...

Zuzanna Wachowicz

Zamiast gratulacji i pogodnego uśmiechu lekarza zobaczyłam nerwowe ruchy, maksymalne skupienie, a po chwili w drzwiach stanął najbardziej doświadczony lekarz na oddziale. W jego oczach widziałam już wszystko, co złe, niepokój niemal namacalny wypełnił pokój, ścisnęłam pięści ze wszystkich sił, kiedy padły słowa, które tak bardzo zabolały, że niemal odebrały mi przytomność – Państwa dziecko jest chore, nie wykształciła się lewa strona serca, jeśli dziewczynka ma przeżyć, zaraz po porodzie musi być operowana.

Od tej chwili przestałam czekać na dzień narodzin, ten dzień miał zakończyć wszelki spokój i rozpocząć walkę o życie Zuzi, mojego dziecka, które bez mojego zdrowego serca nie przetrwa na świecie. Matka po takich słowach, nigdy nie powinna szukać informacji na własną rękę, teraz to wiem, ale wtedy myślałam inaczej. Śmiertelna wada serca – pierwszy wynik, który rzucił mi się w oczy. Ze łzami w oczach czytałam dalej – tylko natychmiastowa interwencja chirurgiczna daje szansę na przeżycie dziecka...

Zuzanna Wachowicz

To były straszne chwile, kiedy przed oczami miałam blok operacyjny zamiast oddziału położniczego i moje maleństwo otoczone lekarzami, którzy starają się utrzymać je przy życiu. Tak minęła cała ciąża, okres, który miał być bajką, a stał się koszmarem wyczekiwania na dzień, w którym urodzę śmiertelnie chore dziecko, które każdego dnia kochałam coraz bardziej. Inne matki odmierzały czas do porodu, a ja chciałam, żeby on nigdy nie nastąpił.

Do szpitala trafiłam miesiąc wcześniej, tak, aby poród odbył się w najbardziej bezpiecznym momencie. Dziesiątki badań i konsultacji lekarzy, którzy szykowali się na walkę o życie Zuzi. Natychmiast po urodzeniu dziecku należy podać we wlewie ciągłym prostaglandyny zapobiegające zamknięciu się przewodu Botalla, stanowiącego jedyną drogę łączącą serce z organizmem. Tak ustabilizowane serduszko jest dopiero gotowe na operację, od której zależy wszystko.

26 listopada 2015 roku na świat przyszła moja córeczka, z którą nawet nie miałam szans się przywitać. Na oddziale patologii ciąży nie ma miejsca dla matki, która jedynie z daleka może patrzeć na inkubator i zwoje kabli wokół niego. To straszny widok w chwili, kiedy jedynym marzeniem jest to, aby przytulić małą istotkę, której dało się tak delikatne życie. Na operację w Centrum Zdrowia Dziecka Zuzia czekała 2,5 tygodnia, a ja umierałam ze strachu.

Zuzanna Wachowicz

To nie do wiary, że ktoś może wykonać operację serduszka u takiego maleństwa, które przecież powinno trafić w moje ramiona, a nie na blok operacyjny. Dzień operacji pamiętam jak przez mgłę, bo strach sięgnął zenitu. W każdej chwili mogłam ją stracić, bo kluczowe decyzje zawsze zapadają w trakcie i nikt nie mógł przewidzieć, co stanie się w następnych minutach tej walki, po której i tak nikt nie pozwoli mi jej dotknąć, przytulić, obejrzeć. Paradoksalnie czułam, że chce być blisko niej najbardziej wtedy, kiedy nie mogłam się zbliżyć.

Po operacji Zuzia w ciężkim stanie trafiła na OIOM, gdzie o przyszłości decydowały kolejne godziny, które dodawałam w pamięci, modląc się o cud. Dla nas cud wydarzył się kilka dni później, kiedy trafiliśmy na oddział kardiochirurgiczny. Tam wreszcie po wielu długich tygodniach mogliśmy być razem, głaskać jej maleńką główkę, patrzeć na te drobniutkie paluszki i wreszcie mieć nadzieję, że nasze dziecko będzie żyło – tak minęły nam pierwsze, wspólne Święta Bożego Narodzenia. Najbardziej magiczne Święta w naszym życiu, takie z tylko jednym życzeniem w głowie – aby Zuzia przeżyła.

Życzenie zaczęło się spełniać i 15 stycznia zabrałam moją córeczkę do domu. Pierwszy raz mogłam poczuć się jak prawdziwa matka, z dumą i radością nieść w rękach najważniejszą istotkę w życiu. Ta chwila warta była wszystkich łez i nieprzespanych nocy. W końcu razem! Cieszyłam się, że opuszczamy szpital, nie wiedząc wtedy, jak trudno będzie nam do niego wrócić. Pierwsza próba przyjęcia na oddział w maju zakończyła się niepowodzeniem, kolejna w lipcu i wreszcie najważniejsze badania.

Z saturacjami na granicy normy i kwalifikacją do drugiego etapu operacji, Zuzia została wypisana do domu. W szpitalu obiecali nam, że odezwą się we wrześniu, ale telefon milczał, mało tego, milczy do dzisiaj. Dzwoniłam na oddział, niemal błagając o przyjęcie, tłumacząc, że dziecko wciąż się męczy, ma sine ustka i bardzo niskie saturacje, ale wciąż nie było miejsca. Trafiliśmy do kolejki po życie dla naszego dziecka i wciąż słyszeliśmy jedynie, że nie ma dla nas miejsca, proszę zadzwonić pod koniec miesiąca…

Zuzanna Wachowicz

Wiedziałam, a wręcz czułam, że nie możemy dłużej czekać. Wysłaliśmy dokumenty w miejsce, z którego dzieci wracają zdrowe, gdzie kolejki są krótsze. Dostaliśmy upragniony termin i czas na zdobycie środków na operację, która odbyła się pod okiem Profesora Malca w Munster. Już wtedy wiedzieliśmy, że będziemy prosić o pomoc, bo potrzebna jest trzecia i zarazem kończąca naprawę serduszka Zuzi operacja Fontana. Teraz kiedy mamy już kosztorys, pozostała ostatnia bariera do pokonania – pieniądze.

Ogromna kwota dzieli nas od tego, aby zabezpieczyć serce naszej córeczki na długie lata. Po tej operacji będziemy mogli wrócić do domu i zacząć normalnie żyć, bez strachu i patrzenia na kalendarz. Tylu lekarzy walczyło już o Zuzię i wszyscy przyczynili się do tego, że mogę dzisiaj patrzeć, jak się bawi i uśmiecha, ale do pełni szczęścia brakuje nam cudownych rąk Profesora Malca, który sprawi, że Zuzia będzie mogła normalnie i bezwarunkowo żyć. Prosimy Was o pomoc w najważniejszej sprawie na świecie – uratujcie serce Zuzi – naszej ukochanej córeczki, bez której nasz świat przestałby istnieć i straciłby sens.

64 881,34 zł ( 100,18% )
Wsparło 4895 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki