Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Błagam, pomóż mi wykorzystać ostatnią szansę na przeżycie...

Alicja Młynarczyk

Błagam, pomóż mi wykorzystać ostatnią szansę na przeżycie...

311 496,00 zł ( 56,18% )
Wsparło 13701 osób
Cel zbiórki:

Leczenie ostatniej szansy w Chipsa Hospital

Organizator zbiórki: Fundacja Sedeka
Alicja Młynarczyk
Sochaczew, mazowieckie
nowotwór złośliwy zakończeń nerwowych (MPNST)
Rozpoczęcie: 28 Września 2017
Zakończenie: 2 Stycznia 2018

Rezultat zbiórki

Wczoraj (20.02.2018) Alicja zasnęła na zawsze...

Nadal nie możemy w to uwierzyć. Jeszcze niedawno planowała kolejne etapy leczenia i mimo zapalenia płuc, które się przyplątało, Ala nie traciła siły do walki. Nie tak miało być, taka młoda dziewczyna nie powinna odchodzić...

Niestety, choroba postanowiła inaczej. Alicja walczyła jak lew, mimo wszystkich przeciwności losu i taką ją zapamiętajmy - piękną i dzielną dziewczynę, która nie dała za wygraną aż do samego końca.

Rodzinie i bliskim Ali składamy najszczersze wyrazy współczucia.

............


Grudzień 2017

Dzięki Wam udało się sprawić, że Alicja przeszła kilka tygodni leczenia w klinice w Meksyku. Podarowaliście jej nadzieję i siłę do kolejnego starcia z tym śmiertelnym przeciwnikiem. Ala nie zakończyła jednak całej przewidzianej terapii (która w trakcie pobytu, ze względu na zły stan zdrowia, uległa wydłużeniu). 

28 grudnia Alicja wróciła do Polski i zaczęła leczenie lekiem Vellovax. 

Walka z tak zaawansowanym rakiem nie jest łatwa, ale póki trwa życie, jest także nadzieja. Wierzymy, że Ala w końcu pokona nowotwór. Trzymajmy kciuki, żeby tak się stało!

Aktualizacje

Walka o życie Alicji trwa - powiększamy kwotę zbiórki

Alicja nadal jest na leczeniu w Meksyku - wszystko dzięki Waszemu wsparciu. Niestety, przyszły do nas niepokojące wieści:

"Moja choroba to bardzo rzadki rodzaj nowotworu. W Polsce źle opisali badania... Okazało się, że w kręgosłupie jest znacznie więcej guzów. Grozi mi paraliz. Najlepszym sposobem, aby zahamować wzrost guzów jest lek Vallovax, który będzie podawany w skojarzoneniu z resztą zabiegów. Niestety, oznacza to wydłużenie leczenia, a co za tym idzie - wzrost kosztów...

Leczenie działa. Jest poprawa mojego stanu zdrowia, wszystko idzie w dobrą stronę. Lekarz powiedzial jednak, że jeśli nie rozpocznę terapii Vallovaxem, czeka mnie preczyjna radioterapia, co spowoduje najprawdopodobniej paraliż lub rozsiew. Radioterapia to ostateczność, chociaż nikomu, kto ył w podobnym stanie, jeszcze nie pomogła...

Lekarze w Meksyku robią wszystko, by uratować moje życie. Aktualnie przyjmuję leki uszczelniające rdzeń kręgowy oraz sterydy, które jednak nie pomogą na długo. Muszę jak najszybciej przyjąć Vallovax i kontynuować leczenie. Wierzę, że się uda i mimo tych kłód, które choroba rzuca mi pod nogi, pokonam raka. 

Pomogliście mi już tak bardzo, dzięki Wam odzyskałam szansę na zdrowie, którą w Polsce straciłam. Bardzo Was proszę - bądźcie ze mną nadal...

Alicja"

Alicja jest już w Meksyku!

Zdążyliśmy!

Dzięki Waszemu wsparciu Ala mogła wylecieć do Meksyku na terapię ostatniej szansy! Leczenie rozpoczęło się 30 października i jest przewidziane na 6 tygodni. Niestety, nie mamy jeszcze całej kwoty, by Ala mogła dokończyć terapię, dlatego nadal prosimy o wsparcie.

Alicja czuje się dobrze i z wielkim optymizmem patrzy w przyszłość. Przecież jeszcze niedawno nowotwór już prawie wygrywał, nikt nie dawał nadziei - złośliwy rak, odporny na chemię i wszystkie inne formy leczenia jest niezwykle trudnym przeciwnikiem. Ale póki jest światełko nadzei, trzeba walczyć i Ala walczy!

Wierzymy, że z taką wolą życia i wsparciem wspaniałych ludzi cud to tylko formalność.




Opis zbiórki

Mam 26 lat, a nowotwór mnie zabija. Wyczerpałam już wszystkie możliwości ratunku. Wczorajsze badanie wykazało, że guz odrósł, przerzuty w płucach zabierają mi oddech. Umieram, a tak bardzo boję się śmierci. Chcę żyć, tak bardzo chcę żyć… Gdy pojawiła się nadzieja, światło w tunelu, muszę walczyć do samego końca. Jestem to winna moim bliskim, nie mogę ich zostawić… Błagam, pomóż mi wykorzystać ostatnią szansę, daj nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Że walka nie jest jeszcze przegrana…

Alicja Młynarczyk

Budzę się i zasypiam z myślą, że jest we mnie rak, który wysysa życie. Gdy następuje atak, nie mogę oddychać, duszę się. Guzy w płucach są ogromne i ciągle rosną, tak samo w kręgosłupie. Jeszcze tydzień temu chodziłam, jeździłam na rolkach. Dzisiaj ucisk paraliżuje mi ręce i nogi. Nie mam już sił… Chemia nie działa na guzy, a to ostatnia rzecz, jaką zaproponowali mi lekarze. Wcześniej wycięli guza, ale odrósł. Radioterapia też na nic. Lekarz  powiedział wprost, że celem jest teraz przedłużenie życia na chemii… Ale ja nie chcę tak żyć. Powikłania niszczą, zamieniają egzystencję już, bo nie życie, w mękę. Wtedy myślę, że wolałabym już umrzeć. Ale patrzę w oczy mojej mamy i siostry, mojego chłopaka. Oni tak o mnie walczą, tak  bardzo nie chcą, by śmierć mnie zabrała…

Zaczęło się dwa lata temu. Ból karku, coraz mocniejszy. Wszystko zrzucałam na pracę - jestem kosmetyczką, często pracuję z pochyloną głową więc wydawało mi się to logiczne. Niestety, leczenie ortopedyczne nie pomogło. Wtedy dostałam skierowanie na rezonans. Wyszło z niego, że mam zmianę w kręgosłupie szyjnym, ale nie było wiadomo, co to jest. Lekarze podjęli decyzję o operacji, wycięli guza, a ból odszedł. Myślałam, że już będzie dobrze, nie zastanawiałam się nawet, że ten guz może oznaczać początek drogi, która prowadzi do śmierci…

Alicja Młynarczyk

Trzy tygodnie później przyszedł wynik badania guza. Diagnoza - nowotwór złośliwy zakończeń nerwowych (MPNST). Dowiedziałam się, że mam raka, niezwykle groźnego, śmiertelnego. Mój świat się zawalił. Nie wiedziałam, jak mam powiedzieć o tym bliskim. Miałam tyle marzeń, planów… Guz w kręgosłupie odrósł w dwa miesiące. Znowu ucisk i ból nie do opisania, a do tego niewysłowiony strach i rozpacz, która paraliżuje od środka… Nie mogłam uwierzyć, że mam raka.

Znowu operacja i naświetlanie, by powstrzymać nowotwór. Tak bardzo chciałam wierzyć, że już będę zdrowa, a koszmar szpitala zostawię daleko za sobą. Dostałam chwilę oddechu, rok przerwy, podczas którego choroba nie dawała żadnych objawów. Jeszcze w lutym tego roku bawiłam się na weselu u koleżanki myśląc, że zło nie wróci. Mogłam być przez chwilę szczęśliwa, mimo że w głębi serca dalej krył się lęk… I nagle szczęście prysło jak bańka mydlana. Dzisiaj zastanawiam się, czy w ogóle było prawdziwe. Może tak bardzo chciałam wierzyć, że będzie dobrze, że pokonałam raka…

Alicja Młynarczyk

Wrócił ból. Uporczywy, zwalający z nóg, zabierający chęć do życia. Lekarz przekonywał, że to powikłanie po operacji wycięcia guza, zapisał mi leki na epilepsję. Cierpienie nie miało końca, zwijałam się z bólu, nawet noc nie przynosiła ukojenia. Rezonans kontrolny nic nie wykazał, więc odesłali mnie do domu, chociaż ból nie ustępował. Po kolejnych dwóch miesiącach gehenny kolejny rezonans. Gdy szłam po wynik, spodziewałam się usłyszeć, że to coś z kręgami i rehabilitacja pomoże…

Tymczasem lekarz spojrzał mi w oczy i powiedział, że guz odrósł, zaatakował kręgosłup i płuca. Przerzuty w przypadku MPNST nie dają dobrych rokowań. Mięsak to paskudna choroba - nieustanny ból i małe szanse na wyleczenie… Śmierć zajrzała mi głęboko w oczy. Została tylko chemia, ale bez wielkich nadziei. Przeszłam sześć ciężkich cykli, trafiłam dwa razy do szpitala w wyniku powikłań. Traciłam sens, nadzieję… Ból odbiera mi chęć życia. Standardowa medycyna nie ma mi nic więcej do zaoferowania. Już nic nie da się zrobić, powinnam po prostu leżeć i czekać na śmierć. Ale przecież jeszcze żyję, oddycham, chcę walczyć i wiedzieć, że zrobiłam wszystko.

Alicja Młynarczyk

I właśnie wtedy, gdy wydawało się, że to już koniec, moi bliscy trafili na Panią Dorotę Lisiczko, która pokonała raka. Pomogła terapia w Chipsa Hospital w Meksyku. To był ostatni ratunek, jedyna nadzieja. Wysłałam dokumenty, jestem po konsultacji i… zostałam zakwalifikowana do terapii! To moja ostatnia szansa i światełko nadziei - w Chipsa Hospital prowadzili już terapię w przypadku mięsaków, które na nią reagowały. Tak bardzo chcę wykorzystać tę szansę... Innego ratunku już nie mam.

Dzisiaj żyję na środkach przeciwbólowych, chemioterapia decyzją lekarzy jest wstrzymana - czuję się po niej bardzo źle, a guzy i tak rosną… Najbardziej boję się, że umrę sama. Guzy w płucach duszą, a te w szyi sprawiają, że tracę czucie w nogach. Proszę, pomóżcie mi wykorzystać ostatnią szansę, jaką jest leczenie w Meksyku. Nie mam innej możliwości, a tak bardzo chcę żyć...

311 496,00 zł ( 56,18% )
Wsparło 13701 osób

Obserwuj ważne zbiórki