Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

"Mój synku, nie umieraj..." Trwa walka o życie Bartusia!

Bartosz Jakubiec
Zbiórka zakończona

"Mój synku, nie umieraj..." Trwa walka o życie Bartusia!

Cel zbiórki:

Ratująca życie operacja serca - I etap leczenia

Bartosz Jakubiec
Wieliczka, małopolskie
Wrodzona wada serca: krytyczna stenoza aortalna ze znacznie upośledzoną funkcją lewej komory
Rozpoczęcie: 30 Stycznia 2018
Zakończenie: 21 Lutego 2018

Rezultat zbiórki

Witamy na świecie Bartusia!

Nasz mały bohater przyszedł na świat w Munster, w niedzielę 4 marca o godzinie 17:51. Waży 2850 gramów i jest absolutnie przesłodki! 

Kochani, wiecie, że ten cud to także Wasza zasługa? Uratowaliśmy wspólnie kolejne życie! Walka była zacięta, wręcz dramatyczna - zbieraliśmy na operację chorego serduszka do ostatnich chwil, nawet wtedy, gdy mama Bartusia była już w drodze do Munster - nie można było dłużej czekać.

I... udało się! Bartuś jest już na świecie, a przed nim operacja serca - ta najważniejsza, która uratuje życie. Teraz już musi się udać!

Bartosz Jakubiec
20 kwietnia 2018:

Bartuś po cewnikowaniu, już wraca do domku! Operacja została odroczona - lekarze dają czas, bo jest ogromna szansa, że lewa komora jednak się rozwinie! To niesamowita wiadomość - serce jest silniejsze niż się wszyscy spodziewali.

Trzymamy kciuki!

Bartosz JakubiecBartosz Jakubiec

Najnowsza aktualizacja

Udało się, mamy 100%

To, co jeszcze wczoraj wydawało się mało prawdopodobne, z Waszą pomocą okazało się faktem! 

Kolejny raz przyczyniliście się do ratowania życia. Mama Bartusia, a wkrótce i sam nasz mały bohater trafią pod najlepszą opiekę. Chłopiec przyjdzie na świat już w marcu i od razu stoczy najważniejszą walkę - o własne życie.

Dzięki Wam jego rodzice już nie muszą martwić się, że nie mają pieniędzy na operację w Munster. 

Wspólnie pokazaliśmy, że nie ma rzeczy niemożliwych! Dziękujemy!

Zmniejszamy kwotę zbiórki

Mamy mniej do uzbierania - w czasie trwania zbiórki rodzicom Bartusia udało się zebrać część kwoty na operację synka. Nadal jednak brakuje sporej sumy, a czas ucieka...

Wierzymy jednak, że się uda. Nie może być inaczej, a Wy już nie raz pokazaliście, że wspólną mocą możemy sprawić każdy cud!

Mama Bartusia już dzisiaj wyrusza w drogę do Munster. Musi jak najszybciej trafić pod opiekę lekarzy, by w momencie przyjścia na świat chłopiec mógł być bezpieczny, by nie było żadnych niespodzianek...

Bądźcie z nami do końca i wspólnie uratujmy kolejne istnienie!

Opis zbiórki

Mam na imię Kinga i choć nie usłyszałam jeszcze pierwszego krzyku mojego dziecka, to już jestem mamą.  Dzień, w którym dowiedziałam się o ciąży, był dla mnie i mojego męża najpiękniejszym w życiu! Ale po czterech miesiącach szczęście prysło… Lekarz powiedział, że podejrzewa wadę genetyczną. Niedługo później okazało się, że serce mojego syna nie rozwija się prawidłowo… Nie dostaliśmy nawet skierowania do specjalistów w Warszawie, bo ginekolog stwierdził, że to nie ma sensu. Że mój Bartuś i tak umrze… Dzisiaj wiem, że ma szansę na życie! Musimy tylko zdążyć, dlatego bardzo prosimy - pomóżcie ocalić życie naszego Maleństwa....

Każdy z nas ma swoją historię. Kroczy drogą, na której jest mniej lub więcej zakrętów, ale nigdy nie spodziewałam się, że właśnie na mojej drodze pojawi się zakręt, którego sama nie będę w stanie pokonać... Cel ważniejszy od wszystkich innych i szansa – jedna, jedyna szansa, by to, co kocham całym sercem, nie pozostało jedynie bolesnym wspomnieniem. Moje nienarodzone dziecko - to o nie walczę, bo życie mojego Bartusia jest w śmiertelny niebezpieczeństwie! Dzisiaj potrzebuję Ciebie, jak tylko człowiek może potrzebować drugiego człowieka…

Bartosz Jakubiec

Czwarty miesiąc ciąży i jedno badanie, które zmazało całe szczęście. Wtedy uświadomiłam sobie, że może nie być pierwszego krzyku, zapachu pudru, najpiękniejszego na świecie uśmiechu. Czas nam podarowany może być ograniczony do zaledwie kilku chwil, kilku uderzeń serca… Na początku lekarz stwierdził wadę genetyczną. Dla potwierdzenia zlecił testy biochemiczne, a wtedy okazało się, że jest jeszcze gorzej... Baliśmy się jak nigdy w życiu czekając na wynik amniopunkcji - badania, które miało potwierdzić lub wykluczyć diagnozę. I wtedy okazało się, że nie ma zagrożenia! Kamień z serca, olbrzymia ulga, która trwała… kilka godzin. Tego samego dnia dowiedzieliśmy się, że serce naszego Maleństwa nie rozwija się prawidłowo. To była połowa października, koszmar zaczął się na nowo…

Ginekolog potwierdził diagnozę - HLHS, krytyczna wada serca. Powiedział wprost: nie da nam skierowania do Warszawy na operację płodu, bo nie ma sensu, jest za późno. Dla mojego dziecka i tak nie ma żadnej szansy, trzeba tylko czekać…

Gdy matka usłyszy takie słowa, ból rozrywa jej serce. Czułam, że się rozpadam. Moje dziecko, które nosiłam pod sercem, którego ruchy czułam i które już tak bardzo kochałam, zostało skazane na śmierć! Wada serca postępowała bardzo szybko. Lewa komora przerośnięta, uniemożliwa rozwój prawej. Musieliśmy powiedzieć rodzinie. Wszyscy tak cieszyli się na pojawienie się Bartusia, a teraz… Nie umiałam nawet tego ubrać w słowa. Ale nasi bliscy postanowili walczyć razem z nami. Nie dali nam rozpaczać, rozpoczęła się walka o życie.

Bartosz Jakubiec

Okazało się, że u znajomych była podobna sytuacja - maluszek urodził się z wadą serca HLHS. Postanowiliśmy pójść ich śladem. Na własną rękę pojechaliśmy do prof. Dangel, która potwierdziła wadę serca - krytyczną stenozę aortalną. Po kilku dniach już przyjęli nas do kliniki i zapadła decyzja - operujemy. Mój maluszek był operowany, chociaż jeszcze się nie urodził! Podczas całego zabiegu byłam przytomna. Modliłam się, by wszystko się udało, by Bartuś mógł spokojnie rosnąć pod moim sercem, czekając na swój wielki dzień…

Operacja - plastyka balonowa zastawki aortalnej - udała się, wszystko poszło zgodnie z planem. Zmniejszyło się ciśnienie lewej komory, ale nie podjęła ona pracy... Teraz co miesiąc jeździmy na konsultację, sprawdzamy serduszko, bo cały czas się zmienia. Zagrożenie nie minęło - moje dziecko nadal może umrzeć i to już kilka chwil po porodzie… Nie ustawaliśmy więc w poszukiwaniu ratunku! Dzięki rodzinie dowiedzieliśmy się, że słynny kardiochirurg dziecięcy - prof. Edward Malec - wizytuje w Krakowie. Pojechaliśmy na konsultację, pełni nadziei, ale jeszcze większych obaw - co, jeśli okaże się, że nic się nie da zrobić?

I wtedy dowiedzieliśmy się, że nasz synek może żyć! Zaraz po porodzie przejdzie najbardziej skomplikowaną operację, od której będą zależały jego dalsze losy. W Munster, klinice, gdzie operuje prof. Malec, poród i operacja odbędą się w jednym miejscu. W Polsce nie mamy tej możliwości… Podjęliśmy więc trudną, ale jedyną słuszną w tej sytuacji decyzję. Pragniemy, by nasz synek otrzymał jak największą szansę na życie - jako rodzice musimy to zrobić. Najgorsze jest to, że poród i operacja ratująca życie, która odbędzie się w pierwszych dniach po urodzeniu Bartusia, nie jest refundowana. Musimy zapłacić za nią sami, a to dla nas niewyobrażalna suma…

Bartosz Jakubiec

Krytyczna stenoza aortalna ze znacznie upośledzoną funkcją lewej komory - z taką diagnozą na świat przyjdzie Bartuś. Wierzymy, że chociaż tuż po narodzinach nie znajdzie się w ramiona kochającej mamy, to trafi pod opiekę ludzi, którzy z całą swoją wiedzą, umiejętnościami i doświadczeniem podejmą walkę o jego życie. A my będziemy tuż obok, będziemy trwać w nadziei, że nasz syn zostanie z nami. Dziś proszę Was, ja – mama – o szansę dla mojego dziecka. Proszę o ratunek, bo choć mam tak mało czasu, to mam także wielką nadzieję, że mój synek nie zostanie sam.

21 lutego - tego dnia musimy pojawić się w Munster. Lekarze muszą mieć rękę na pulsie, bo choć poród wyznaczony jest na pierwszą połowę marca, może odbyć się właściwie w każdej chwili. Wtedy też okaże się ostatecznie, z czym musi zmierzyć się prof. Malec i jego zespół… Mamy mało czasu, a stawką w tym wyścigu jest życie naszego Bartusia. Bardzo proszę o pomoc….

Obserwuj ważne zbiórki