"Mój synku, nie umieraj..." Trwa walka o życie Bartusia!

Zbiórka na cel: Ratująca życie operacja serca - I etap leczenia
Zbiórka zakończona
Bartosz Jakubiec
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 13 933 osoby
285 098,76 zł (101,74%)

Bartosz

Wrodzona wada serca: krytyczna stenoza aortalna ze znacznie upośledzoną funkcją lewej komory

Wieliczka, małopolskie

Rozpoczęcie: 05 Lutego 2018
Zakończenie: 21 Lutego 2018

21 Lutego 2018, 09:46
Udało się, mamy 100%

To, co jeszcze wczoraj wydawało się mało prawdopodobne, z Waszą pomocą okazało się faktem! 

Kolejny raz przyczyniliście się do ratowania życia. Mama Bartusia, a wkrótce i sam nasz mały bohater trafią pod najlepszą opiekę. Chłopiec przyjdzie na świat już w marcu i od razu stoczy najważniejszą walkę - o własne życie.

Dzięki Wam jego rodzice już nie muszą martwić się, że nie mają pieniędzy na operację w Munster. 

Wspólnie pokazaliśmy, że nie ma rzeczy niemożliwych! Dziękujemy!

Pokaż wszystkie aktualizacje

Mam na imię Kinga i choć nie usłyszałam jeszcze pierwszego krzyku mojego dziecka, to już jestem mamą.  Dzień, w którym dowiedziałam się o ciąży, był dla mnie i mojego męża najpiękniejszym w życiu! Ale po czterech miesiącach szczęście prysło… Lekarz powiedział, że podejrzewa wadę genetyczną. Niedługo później okazało się, że serce mojego syna nie rozwija się prawidłowo… Nie dostaliśmy nawet skierowania do specjalistów w Warszawie, bo ginekolog stwierdził, że to nie ma sensu. Że mój Bartuś i tak umrze… Dzisiaj wiem, że ma szansę na życie! Musimy tylko zdążyć, dlatego bardzo prosimy - pomóżcie ocalić życie naszego Maleństwa....

Każdy z nas ma swoją historię. Kroczy drogą, na której jest mniej lub więcej zakrętów, ale nigdy nie spodziewałam się, że właśnie na mojej drodze pojawi się zakręt, którego sama nie będę w stanie pokonać... Cel ważniejszy od wszystkich innych i szansa – jedna, jedyna szansa, by to, co kocham całym sercem, nie pozostało jedynie bolesnym wspomnieniem. Moje nienarodzone dziecko - to o nie walczę, bo życie mojego Bartusia jest w śmiertelny niebezpieczeństwie! Dzisiaj potrzebuję Ciebie, jak tylko człowiek może potrzebować drugiego człowieka…

Czwarty miesiąc ciąży i jedno badanie, które zmazało całe szczęście. Wtedy uświadomiłam sobie, że może nie być pierwszego krzyku, zapachu pudru, najpiękniejszego na świecie uśmiechu. Czas nam podarowany może być ograniczony do zaledwie kilku chwil, kilku uderzeń serca… Na początku lekarz stwierdził wadę genetyczną. Dla potwierdzenia zlecił testy biochemiczne, a wtedy okazało się, że jest jeszcze gorzej... Baliśmy się jak nigdy w życiu czekając na wynik amniopunkcji - badania, które miało potwierdzić lub wykluczyć diagnozę. I wtedy okazało się, że nie ma zagrożenia! Kamień z serca, olbrzymia ulga, która trwała… kilka godzin. Tego samego dnia dowiedzieliśmy się, że serce naszego Maleństwa nie rozwija się prawidłowo. To była połowa października, koszmar zaczął się na nowo…

Ginekolog potwierdził diagnozę - HLHS, krytyczna wada serca. Powiedział wprost: nie da nam skierowania do Warszawy na operację płodu, bo nie ma sensu, jest za późno. Dla mojego dziecka i tak nie ma żadnej szansy, trzeba tylko czekać…

Gdy matka usłyszy takie słowa, ból rozrywa jej serce. Czułam, że się rozpadam. Moje dziecko, które nosiłam pod sercem, którego ruchy czułam i które już tak bardzo kochałam, zostało skazane na śmierć! Wada serca postępowała bardzo szybko. Lewa komora przerośnięta, uniemożliwa rozwój prawej. Musieliśmy powiedzieć rodzinie. Wszyscy tak cieszyli się na pojawienie się Bartusia, a teraz… Nie umiałam nawet tego ubrać w słowa. Ale nasi bliscy postanowili walczyć razem z nami. Nie dali nam rozpaczać, rozpoczęła się walka o życie.

Okazało się, że u znajomych była podobna sytuacja - maluszek urodził się z wadą serca HLHS. Postanowiliśmy pójść ich śladem. Na własną rękę pojechaliśmy do prof. Dangel, która potwierdziła wadę serca - krytyczną stenozę aortalną. Po kilku dniach już przyjęli nas do kliniki i zapadła decyzja - operujemy. Mój maluszek był operowany, chociaż jeszcze się nie urodził! Podczas całego zabiegu byłam przytomna. Modliłam się, by wszystko się udało, by Bartuś mógł spokojnie rosnąć pod moim sercem, czekając na swój wielki dzień…

Operacja - plastyka balonowa zastawki aortalnej - udała się, wszystko poszło zgodnie z planem. Zmniejszyło się ciśnienie lewej komory, ale nie podjęła ona pracy... Teraz co miesiąc jeździmy na konsultację, sprawdzamy serduszko, bo cały czas się zmienia. Zagrożenie nie minęło - moje dziecko nadal może umrzeć i to już kilka chwil po porodzie… Nie ustawaliśmy więc w poszukiwaniu ratunku! Dzięki rodzinie dowiedzieliśmy się, że słynny kardiochirurg dziecięcy - prof. Edward Malec - wizytuje w Krakowie. Pojechaliśmy na konsultację, pełni nadziei, ale jeszcze większych obaw - co, jeśli okaże się, że nic się nie da zrobić?

I wtedy dowiedzieliśmy się, że nasz synek może żyć! Zaraz po porodzie przejdzie najbardziej skomplikowaną operację, od której będą zależały jego dalsze losy. W Munster, klinice, gdzie operuje prof. Malec, poród i operacja odbędą się w jednym miejscu. W Polsce nie mamy tej możliwości… Podjęliśmy więc trudną, ale jedyną słuszną w tej sytuacji decyzję. Pragniemy, by nasz synek otrzymał jak największą szansę na życie - jako rodzice musimy to zrobić. Najgorsze jest to, że poród i operacja ratująca życie, która odbędzie się w pierwszych dniach po urodzeniu Bartusia, nie jest refundowana. Musimy zapłacić za nią sami, a to dla nas niewyobrażalna suma…

Krytyczna stenoza aortalna ze znacznie upośledzoną funkcją lewej komory - z taką diagnozą na świat przyjdzie Bartuś. Wierzymy, że chociaż tuż po narodzinach nie znajdzie się w ramiona kochającej mamy, to trafi pod opiekę ludzi, którzy z całą swoją wiedzą, umiejętnościami i doświadczeniem podejmą walkę o jego życie. A my będziemy tuż obok, będziemy trwać w nadziei, że nasz syn zostanie z nami. Dziś proszę Was, ja – mama – o szansę dla mojego dziecka. Proszę o ratunek, bo choć mam tak mało czasu, to mam także wielką nadzieję, że mój synek nie zostanie sam.

21 lutego - tego dnia musimy pojawić się w Munster. Lekarze muszą mieć rękę na pulsie, bo choć poród wyznaczony jest na pierwszą połowę marca, może odbyć się właściwie w każdej chwili. Wtedy też okaże się ostatecznie, z czym musi zmierzyć się prof. Malec i jego zespół… Mamy mało czasu, a stawką w tym wyścigu jest życie naszego Bartusia. Bardzo proszę o pomoc….

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 13 933 osoby
285 098,76 zł (101,74%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość