Uratujmy życie Mamy

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 028 osób
36 508 zł (58,04%)
Zbiórka na cel
Zakup lekarstw do walki z nowotworem

Małgorzata Lewandowska

Krasnystaw, lubelskie

Nowotwór trzustki

Rozpoczęcie: 19 Maja 2015
Zakończenie: 19 Listopada 2016

5 kwietnia 2016: Wznawiamy zbiórkę dla Pani Małgosi, żeby nie musiała przerywać leczenia. Środki, które udało się zebrać dla Pani Małgosi, miały starczyć na jej leczenie przez dwa lata. Starczyły na niecały rok - nie przewidzieliśmy, że choroba uderzy jeszcze mocniej. Tygodniowo na leki idzie 500-1000 zł, to ogromne koszty. Pani Małgosia do końca liczyła na to, że uda się uratować stopę przed amputacją. Niestety, wdała się martwica i krążenie jest bardzo słabe - jeszcze lekarze próbują cokolwiek zdziałać lekami, żeby nie trzeba było ucinać stopy. Szanse są niewielkie, ale są - jeśli leki nie zadziałają, nie będzie już innego wyjścia, tylko amputacja :( U Pani Małgosi zdiagnozowano również neuropatię cukrzycową, przez którą jeszcze bardziej cierpi - uszkodzenia nerwów powodują straszny ból w zdrowej nodze i rękach. Coraz ciężej jest jej ukrywać przed dziećmi, jak cierpi, zwłaszcza w nocy, gdy nie potrafi powstrzymać krzyku. - Dzieci podchodzą na zmianę do łóżka pytają jak, mogą mi pomóc i siedzą czasem do rana, aż ból zelżeje, a po takiej nocy muszą iść do szkoły.  - opowiada Pani Małgosia. Pojawiła się szansa na uśmierzenie bólu - wszczepienie komórek macierzystych. Jeśli pani Małgosia zakwalifikuje się do zabiegu pokazowego dla studentów medycyny, ma szansę na bezpłatną terapię komórkami.

- Jestem bardzo wdzięczna ludziom o wielkich sercach za pomoc z ostatniej zbiórki, bo to dzięki nim żyję godnie, wykupuję wszystkie leki odżywki, dzięki którym przytyłam prawie 6 kg. - pisze Pani Małgosia. - Tylko Bóg jeden wie, co czuję. Dziękuję mu za to, że pomimo wszystko kocha mnie, stawiając na mojej drodze ludzi o wielkich sercach, którym nigdy nie zdołam się odwdzięczyć. To dzięki Wam mam siłę do wali i będę walczyć do końca, do ostatniego oddechu, bo jestem Wam to winna, bo Wy, pomagając, uwierzyliście, że będzie lepiej, a dzięki Wam i ja uwierzyłam i nie poddam się! Daliście mi nie tylko wsparcie finansowe, ale przede wszystkim pokazaliście mi potęgę wiary w to, że człowiek nie jest sam ze swoim cierpieniem i ze swoimi problemami. Daliście mi godność, miłość, ulżyliście w cierpieniu, przywróciliście radość mojej rodzinie i nauczyliście, że wiara to coś, bez czego człowiek jest bardzo słaby... Ufam do końca, że będzie dobrze.

Chciałabym, aby wiek w którym obecnie jestem stanowił połowę mojego życia. Ani mniej, ani więcej. Dokładnie połowę. Mam na imię Małgosia i mam 43 lata, a od kilku zmagam się z NOWOTWOREM trzustki. W moim wieku człowiek to pełnia sił i dojrzałości, a ja na przekór wszystkiemu walczę, aby w ogóle pozostać na tym świecie, bo mam dla kogo… Jestem mamą dziesięciorga dzieci.

Moje dzieci są już w takim wieku, że rozumieją sytuację. W domu pozostała już tylko szóstka, która jest w wieku szkolnym, a pozostała czwórka rozpoczęła już dorosłe życie. Gdy najmłodsze pyta „Mamusiu, co będzie…”, to tylko ledwo powstrzymuję łzy, aby ich nie zobaczył i mówię, że będzie dobrze, że jestem i nigdzie się nie wybieram, ale w duchu wiem, że to nie ode mnie zależy. Brakuje środków na moje leczenie, a nowotwór to przeciwnik, z którym do walki nie staje się bez broni.

Najtrudniejsze jest jak człowiek musi wybierać czy kupić leki czy jedzenie... Moje życie to ciągły strach o kolejny dzień. Mamy bardzo trudne warunki finansowe, pracuje tylko mąż i ogromną część naszych dochodów pochłania mojej leczenie, dojazdy do specjalistów, leki. Często bywa tak, że nie mamy z czego przygotować gorących posiłków, jesteśmy po kilka dni bez prądu i z wieloma innymi problemami. Dlatego kilka miesięcy temu postanowiłam przerwać moje leczenie, nie mogąc patrzeć, jak moja choroba pogrąża finansowo moją rodzinę do tego stopnia, że dzieci kładą się spać bez kolacji, a rano idą do szkoły bez śniadania. Obiad w szkole często bywa ich jedynym gorącym posiłkiem w ciągu dnia. Jak wszystko na świecie ma swoją cenę, tak ja ze tę decyzję przypłaciłam postępem choroby, dalszymi ranami w nodze (oprócz walki z nowotworem zmagam się też z przewlekłym zespołem bólowym i cukrzycą, która obecnie postępuje w chorobę zwaną „stopą cukrzycową” z ranami otwartymi), pogorszeniem wyników badań. Były chwile, gdy czułam, że znikam - moja waga spadła do 36 kg. A przecież nie mogę zniknąć, bo są dzieci. Ból, który paraliżuje ciało, doprowadza mnie do krzyku. Lecz nie ten ból jest najgorszy. Dla mnie jako matki najgorsze jest to, że moje dzieci to widzą i często płaczą razem ze mną - nie z litości, ale z bezradności przy moim cierpieniu…

Bardzo potrzebna jest nam pomoc drugiego człowieka, który może w tym trudnym czasie podać nam pomocną dłoń. My w zamian damy miłość, modlitwę i wdzięczność, której w naszej rodzinie nie brakuje. Zwracamy się do ludzi dobrego serca o środki na zakup lekarstw dla mnie na walkę z nowotworem na najbliższe 2 lata, abym mogła wygrać tę nierówną bitwę z tym, co zabiera mi ostatnie tchnienie, z tym, co jest tak okrutne, że próbuje odebrać moim dzieciom mamę.  Muszę i walczę dla nich… Być przy nich, opiekować się, widzieć jak rosną, poznają życie - to wszystko, czego pragnę. Nic więcej. Chciałabym żyć, bo mam dla kogo. Nie dopuszczam do siebie myśli, że zbyt szybko może mnie zabraknąć, tak bardzo je kocham…

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 028 osób
36 508 zł (58,04%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość