Śmiertelny nowotwór w głowie mojej córeczki! Czas na ratunek – tylko do czwartku!

Zbiórka na cel: Ratujące życie, pilne leczenie guza mózgu
Zbiórka zakończona
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 22 489 osób
481 567,28 zł (113,68%)

Natalia Kostrzewa, 4 lata

Glejak IV stopnia

Zobacz wszystkie zbiórki

Żyrardów, mazowieckie

Rozpoczęcie: 05 Lutego 2018
Zakończenie: 11 Lutego 2018

07 Lutego 2018, 01:37
Aktualizacja kwoty zbiórki!

Fantastyczna wiadomość – mniej pieniędzy do uzbierania oznacza, że na pewno zdążymy z ratunkiem dla Natalki.

Rodzinie udało sie zebrać część kwoty we własnym zakresie. Jesteśmy coraz bliżej celu o 100 tys zł, ale nie możemy na tym poprzestać. Przed nami wciąż duża kwota, ale jesteśmy pewni, że z Wami się uda! 

Gdybym umiała pomóc mojemu dziecku, zrobiłabym dla niej dosłownie wszystko! Nie mogę i nie dam rady uratować życia mojej córki sama. Z Wami Natalka ma szansę przeżyć, ale mamy bardzo, bardzo mało czasu. W czwartek Natalka musi rozpocząć leczenie, bo inaczej nikt już nie zdoła zatrzymać choroby. W jej główce jest guz, glejak wielkości kurzego jaja – nowotwór, który ją powoli zabija. Ja, matka, muszę dla niej zrobić po prostu wszystko, dlatego błagam Was o pomoc i ocalenie mojego dziecka!

Moja mała córeczka to największy cud, jaki zdarzył się w moim życiu, ogromne szczęście i najwspanialsza istota, która wypełniła nasz świat. Dzisiaj moja dziewczynka umiera, choć nic tego nie zapowiadało jeszcze kilka miesięcy wcześniej...

Natalka rozwijała się wspaniale, zawsze była taką dziewczyną, którą uwielbia się od pierwszego wejrzenia. Teraz łzy zalewają mi oczy, kiedy patrzę, jak nowotwór niszczy moje dziecko, sprawia, że staje się smutne, że cierpi... We wrześniu pierwszy raz prowadziłam ją do przedszkola i pamiętam ból, jaki czułam, zostawiając ją samą na tyle godzin. Teraz mogę ją stracić na zawsze, dlatego muszę walczyć i zrobić absolutnie wszystko. 

Na punkcie Natalki byłam wyjątkowo wyczulona, więc od razu zauważyłam, że ucieka jej oczko. Pojechałyśmy do lekarza, który zbadał dokładnie oczka, ale nic nie wskazywało na to, że dzieje się coś złego. Teraz już wiem, dlaczego lekarze nie znaleźli niczego w oczach Natalki – bo tam niczego nie było. Oczka były zdrowe, a śmiertelne zagrożenie czaiło się w innym miejscu. Wracałyśmy do domu z przeświadczeniem, że to tylko zez rozbieżny, że będziemy go musiały skorygować okularkami i ćwiczeniami.

Przyszły Święta, po których wyjechaliśmy w góry. Natalka bardzo się cieszyła, że będzie mogła zjeżdżać na sankach z wysokich górek, że będzie dużo śniegu. Po drodze wymiotowała, ale wszyscy myśleli, że to wina jazdy samochodem, że to przejdzie i nikt nie będzie pamiętał o tych przykrych dolegliwościach. Po powrocie zrobiłam Natalce herbaty i pierwszy raz naprawdę się wystraszyłam. Natalka nie mogła utrzymać plastikowego kubka, tak bardzo trzęsła jej się rączka. Wszystkie fakty połączyły się w jedno. Coś złego działo się z moim dzieckiem, a ja nie wiedziałam, gdzie szukać przyczyny.

10 stycznia pojechałyśmy do Grodziska, do szpitala, z którego już nas nie wypuścili. Stamtąd przewieźli nas karetką do szpitala w Warszawie, bo na tomografii główki zobaczyli guza wielkości kurzego jaja...

Nigdy wcześniej nie byłam tak zdruzgotana. Miałam tuż obok siebie dziecko w śmiertelnym niebezpieczeństwie, któremu nie umiałam pomóc w żaden sposób. Trzymałam ją w ramionach, czułam jej oddech, ale nie mogłam powiedzieć jej, że będzie dobrze, bo dobrze nie było…

Tomografia komputerowa z kontrastem pokazała, że guz jest wielkości 5x6 cm, jest zlokalizowany we wzgórzu lewym i konarze mózgu. Wykonano rezonans magnetyczny, który pokazał wodogłowie. Natalce wszczepiono specjalną zastawkę, której zadaniem jest uwalnianie gromadzącego się płynu mózgowo-rdzeniowego do jamy otrzewnej.

Lekarze z Centrum Zdrowia Dziecka postawili sprawę jasno – guz jest nieoperacyjny, nie da się go wyciąć, więc klamka zapadła. Można spróbować przedłużyć życie mojego dziecka, dając mu dużą dawkę chemii, następnie radioterapia i koniec… Miałam przed oczami wizję mojego dziecka, które odejdzie po wyniszczającym leczeniu w szpitalnej izolatce. Zaczęliśmy działać, by ten scenariusz nigdy się nie spełnił.

Znaleźliśmy wspaniałych ludzi, którzy zechcieli nam pomóc. Zaczęliśmy telefonować po najlepszych klinikach w Anglii, USA, Niemczech. Żadna z klinik nie chciała nas przyjąć z uwagi na to, że guz obejmuje obie półkule mózgu. To były szalone tygodnie heroicznego poszukiwania, po których pojawiło się światełko w tunelu.

W Meksyku chcą leczyć moją córeczkę, ale straciliśmy już dość czasu. Liczą się godziny, dlatego musimy lecieć do Meksyku już teraz, w czwartek. To nasza jedyna szansa. Glejak to najbardziej zabójczy z dziecięcych nowotworów, dlatego walka o Natalkę będzie krótka i spontaniczna. Jeśli leczenie z Meksyku zadziała, to wygramy, guz zacznie ustępować pod naporem specjalnego leczenia, które dotrze do niego przez tętnice. Dzieci, które przeszły standardowy protokół leczenia, już z nami nie ma, te, które trafiły do Meksyku, wciąż żyją, walczą, a ich rodzice pomagają rodzicom takim jak ja.

Nam nie brakuje już czasu, bo właściwie od dawna go nie mamy wcale, dlatego błagamy o pomoc! Warunkiem ocalenia Natalki jest olbrzymia kwota, której nie damy rady uzbierać. To okrutne, ale taka jest prawda – życie mojej córeczki zależy od pieniędzy, których nie mam.

Mogę prosić, więc proszę wszystkich ludzi, którzy mogą nam pomóc przeżyć o litość i wsparcie. Wszystko rozegra się na naszych oczach w ciągu kilku miesięcy. To wielka nadzieja, ale jednocześnie ogromne przerażenie. Teraz, kiedy nie musimy czekać bezsilnie na śmierć, każda godzina wydaje się nie mieć końca. Najwspanialsze jest jednak to, że dla mojego dziecka wciąż jest szansa – pomóżcie mi ją wykorzystać.

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 22 489 osób
481 567,28 zł (113,68%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość