Nicola toczy walkę ze śmiertelnym wrogiem – guzem mózgu. Pomóżcie mi ją uratować!

Zbiórka na cel: Leczenie guza mózgu: chemioterapia i immunoterapia w klinice IDOI w Monterrey
Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 27 580 osób
519 299,16 zł (100,52%)

Nicola Zygmunt, 4 lata

Poniatowa, lubelskie

Nieoperacyjny guz pnia mózgu (DIPG) z cechami glejaka

Rozpoczęcie: 10 Lutego 2018
Zakończenie: 20 Lutego 2018

Zobacz wszystkie zbiórki

22 Marca 2018, 09:49
Walka trwa!

Walka o życie Nicoli trwa tutaj: 

https://www.siepomaga.pl/zycie-nicoli2

Pokaż wszystkie aktualizacje

Moje życie runęło dwa razy – pierwszy raz, gdy usłyszałam diagnozę: pamiętam, że krzyczałam tak głośno, że zamarł cały szpital… drugi raz kilka dni temu, gdy usłyszałam, że w Polsce nie ma już dla niej żadnych szans na skuteczne leczenie…

Ostatni rok był największym koszmarem, jaki rodzic może przeżyć, ale nauczył mnie jednego – walki. Walki o mój Największy Skarb – Moje Dziecko. Lekarze od samego początku nie karmili mnie złudną nadzieją, nie znieczulali rzeczywistości. Powiedzieli od razu, że guz jest nieoperacyjny, a chemia da Nicoli może 5% szans na przeżycie: „Proszę pani, prawda jest taka, że pani dziecko pożyje jeszcze 6 miesięcy”. Podjęliśmy walkę. I tak moja Mała Wojowniczka zamiast 6 miesięcy przeżyła kolejnych 12 miesięcy!

Nicola urodziła się w kwietniu 2014 roku – całkowicie zdrowa. Tysiące razy całowałam jej główkę, zupełnie nieświadoma tego, że rośnie w niej guz. Do 3 urodzin Nicola była radosnym dzieckiem, taką iskierką, której wszędzie jest pełno, którą wszystko ciekawi. I nagle, z dnia na dzień posmutniała, przestały ją cieszyć ulubione zabawy. Poczułam niepokój w sercu, który przerodził się w strach, gdy córeczkę zaczęła coraz częściej boleć głowa, a ból był nie do zniesienia – doprowadzał ją do strasznego płaczu, a nawet wymiotów. Co chwilę pojawiały się kolejne złe objawy. Chodziliśmy od jednego lekarza do drugiego, a ci przepisywali nam leki na wirusy, zlecali kolejne badania, które zamiast alarmować, uspokajały i byliśmy odsyłani do domu. Straciliśmy tyle czasu przez niewałaściwe diagnozy, a guz rósł.

Do szpitala trafiliśmy niespodziewanie 13 lutego 2017 roku – Nicola zakrztusiła się jedzeniem. Rezonans pokazał w jej główce guza wielkości 5 cm przy głównej tętnicy. Guz pnia mózgu z cechami glejaka. Zagraża życiu, ale ze względu na fatalne umiejscowienie nie kwalifikuje się do operacji. Nigdy w życiu nie bałam się tak bardzo. Od tamtej chwili nie opuszcza mnie ten strach, a serce wypełnia niewyobrażalna rozpacz – budzę się po kilkanaście razy w nocy, by sprawdzić, czy moja najukochańsza córeczka oddycha, czy żyje.

Wszystko w jednej chwili przestało miec znaczenie. Stan Nicoli pogarszał się, a ja nie mogłam nic zrobić, żeby przerwać jej cierpienie. Przestała mówić, przestała jeść, przestała chodzić, nie umiała juz nawet samodzielnie siedzieć, a jej główka latała na wszystkie strony. Krzyczała, rzucała się po całym łóżeczku z bólu, robiąc sobie ogromne siniaki na rączkach i nóżkach. Nie mogłam tego słuchać, nie mogłam na to patrzeć. Nawet gdy Nicola w końcu zasnęła, cały czas słyszałam jej krzyk, pod powiekami miałam te okropne obrazy. I ciągle zadawałam sobie pytanie: czym moja mała córeczka zasłużyła sobie na takie cierpienie?


Trafiliśmy na onkologię, nie byłam na to gotowa, przeżyłam kolejną traumę. Gdy zobaczyłam te wszystkie smutne dzieci bez włosków na główkach, miałam wrażenie, że w ich oczach widzę tylko śmierć... Właśnie wtedy dotarło do mnie, że to wszystko dzieje się naprawdę. Niedługo potem Nicola dostała pierwszy cykl chemioterapii, w jej żyłach leciał lek i jednocześnie trucizna, która oprócz raka zabijała przy okazji cały jej organizm. Nicola dostała 10 cykli chemii, która przez wiele godzin leciała maleńkimi kropelkami, przepełniając nasze oczy łzami, a serce nadzieją, że to wszystko ma sens, że to całe cierpienie to nic w porównaniu z tym, o co toczy się walka – o życie. Że te dni, miesiące, lata – które wygramy dzięki leczeniu - pozwolą zapomnieć o szpitalu.

Po radioterapii przyszły w końcu pierwsze sukcesy. Guz był stabilny, więc w grudniu 2017 roku, po 10 koszmarnych miesiącach, Nicola przeszła na chemię podtrzymującą. Wierzyliśmy, że wyzdrowieje, naprawdę w to wierzyliśmy. I wtedy 14 stycznia 2018 roku rezonans pokazał progresję guza. Guz rośnie, co oznacza, że zastosowane leczenie nie było w stanie go obezwładnić, żeby spokojnie siedział w główce Nicoli, ale nie zabijał. Nasza Pani Doktor kazała nam szukać pomocy za granicą, ponieważ jedyne, co oni mogą nam zaproponować, to chemię, która nie wiadomo, na jak długo i czy w ogóle zadziała lub ponowne naświetlanie, które wiąże się z groźnymi skutkami ubocznymi - nawet martwicą pnia mózgu, co może skończyć się śmiercią!

Jedynym i ostatnim kierunkiem po życie dla Nicoli jest klinika Instituto de Oncología Intervencionista w Monterrey w Meksyku, która ma świetne wyniki w leczeniu tego typu guzów – zgodzili się leczyć Nicolę! Ale cena za leczenie jest niewyobrażalnie wysoka – ponad 400 tysięcy złotych – to cena za życie mojego dziecka.  Gdy tylko zbierzemy te pieniądze, Nicola będzie mogła wyjechać na leczenie. Do tej pory zdrowie Nikoli było w rękach lekarzy - od teraz jest też w Waszych rękach – proszę, nie pozwólcie temu maleńkiemu życiu zgasnąć. Ja sama mogę niewiele, ale wiem, że takie cuda się zdarzają, że uzbieranie tej kwoty – chociaż będzie trudne, to jest możliwe. Tylko potrzebuję Was, potrzebuję ludzi, którzy czytając naszą tragedię, którzy czując nasz ból, będą z nami i pomogą mi uratować życie Nicoli.

Ja też jeszcze niedawno byłam po drugiej stronie. Słyszałam o ciężko chorych dzieciach, współczułam, wysłałam SMS-y... ale wydawało się że to nas się dotyczy bo przecież jesteśmy wszyscy zdrowi. Strasznie się myliłam – teraz sama jestem jedną z tych matek, które walczą o każdy dzień życia swojego dziecka. To może spotkać każdego z nas, w najmniej oczekiwanym momencie. I wtedy skołatane serce rodzica chce tylko jednego – żeby jego dziecko żyło i pojedzie na koniec świata, żeby je leczyć. Pomóżcie mi, proszę Was...

......

Edycja kwoty: 12.02.2018

Otrzymaliśmy aktualizację kosztorysu, który zawiera także niezbędne badania dodatkowe, bieżące monitorowanie wyników krwi oraz pozostałe koszty medyczne, które będzie musiała ponieść mama Nicoli. Musimy powiększyć więc kwotę zbiórki, cały czas wierząc, że mimo wszystko się uda. Ten cud - szansę na życie dziecka - możemy sprawić tylko razem!

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 27 580 osób
519 299,16 zł (100,52%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość