Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Pilnie potrzebna pomoc! Mój syn umiera i mam jedną szansę, by ocalić jego życie

Rafał Markiewicz
Zbiórka zakończona
96 717,00 zł ( 100,83% )
Wsparło 2259 osób
Cel zbiórki:

Ratowanie życia - lek ostatniej szansy Nivolumab

Organizator zbiórki: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Rafał Markiewicz, 29 lat
Częstochowa, śląskie
Nowotwór złośliwy, chłoniak Hodgkina
Rozpoczęcie: 29 Listopada 2017
Zakończenie: 2 Stycznia 2018

Opis zbiórki

Nigdy o nic nie prosiłam, ale teraz już nie mogę stać i patrzeć jak mój syn umiera. Mam bardzo mało czasu, z dnia na dzień coraz mniej. Rafał znika w oczach, mój synek gaśnie i traci szanse na to wszystko, co w życiu sobie zaplanował. Nigdy się nie żalił, nigdy nie miał pretensji do losu, ale ja – matka, nie umiem się z tym pogodzić, bo to niesprawiedliwe.

Rafał zawsze był wspaniałym dzieckiem, zawsze dobrze się uczył, zawsze mi pomagał. Jak można nie kochać takiego dziecka, które udało mi się wychować na dobrego człowieka. Nie chcę patrzeć, jak on odchodzi, jak staje się coraz słabszy, jak traci wszystkie siły, jak czasami nie ma siły nawet mówić. Wszystko, co było dla nas szansą, zawiodło, wszystko się nie powiodło.

Teraz mamy ostatnie uderzenie – Nivolumab, potem będzie czekanie, modlitwa i wszystko się wyjaśni…

Dzisiaj, kiedy odchodzę od jego łózka, myślę o tym, jak to wszystko szybko i bezpowrotnie minęło. 25 lat temu, po 6 latach małżeństwa i po wielu prośbach do Boga, przyszedł na świat nasz syn Rafał. Rafał był dzieckiem spokojnym i bardzo wrażliwym, zresztą takim pozostał do dziś.

Gdy skończył liceum, wybrał studia informatyczne na Politechnice Częstochowskiej. W trakcie pisania pracy inżynierskiej zwyczajnie zachorował. Nie widzieliśmy w tym nic złego, po prostu zwykły kaszel. Kiedy poszedł do lekarza, ten stwierdził zapalenie oskrzeli. Jak zwykle w takich przypadkach dostał antybiotyk. Niestety kaszel nie mijał a wręcz przeciwnie, zaczął się nasilać. Kolejna wizyta u lekarza i znów leki: na alergię a później na astmę. Te również nie pomogły. Wtedy zaczęły się badania. Już prześwietlenie RTG wykazało powiększone węzły chłonne w śródpiersiu.

Rafał trafił do szpitala do Warszawy, gdzie miał pobrany wycinek do badania histopatologicznego. Po biopsji rana nie chciała się goić. Wdały się bakterie, a rana zaczęła się “rozchodzić”. Do tego doszła wysoka gorączka. Rafał znów trafił do szpitala, tym razem w Częstochowie na chirurgię. Dostawał w kroplówce silne antybiotyki. Rana niestety nadal nie chciała się goić. W międzyczasie przyszły wyniki histopatologiczne z Warszawy i wyrok – nowotwór złośliwy, chłoniak Hodgkina. Płakałam dzień i noc, bo mój Rafał na to nie zasłużył, nie zrobił nic złego…

Minęły miesiące, zanim zrozumiałam, że choroba to nie kara, ale w sercu pozostał ten ogromny ból. W kwietniu 2016 roku Rafał rozpoczął leczenie w szpitalu w Katowicach. Był coraz słabszy a w jego organizmie trwała walka na śmierć i życie. Niekiedy nie był w stanie powiedzieć ani jednego słowa. Stracił włosy wraz z uśmiechem i optymizmem. To były najgorsze chwile w naszym życiu…


Rana zaczęła się goić, a kaszel był mniejszy. Byliśmy dobrej myśli. Niestety badanie PET wykazało nieskuteczność leczenia. I znów kolejne chemioterapie, potem naświetlania, autoprzeszczep macierzystych komórek krwiotwórczych, lek Adcetris. Jak chciałaby go pocieszyć, dotknąć, a tu nie można, bo na oddziale hematologii nie ma odwiedzin.

Cała ta męka, te wszystkie lekarstwa i chwile bólu i zwątpienia – wszystko na nic.
Teraz cała nadzieja w leku Nivolumab, który na chłoniaka Hodgkina nie jest refundowany. Żeby ratować życie Rafała, leczenie trzeba rozpocząć od zaraz. Jedna dawka leku przewyższa nasze możliwości, a takich dawek potrzebnych będzie co najmniej osiem. Niestety nie stać nas na tak wielką kwotę. Stąd moje błaganie o pomoc. To jedyna szansa na uratowanie życia mojego syna. Jedyna szansa na powrót do normalnego życia.

Nigdy o nic nie prosiłam. Teraz stojąc pod ścianą, nie mam wyjścia. Proszę o pomoc. Proszę, pomóżcie uratować mojego syna. W chwili kiedy to czytacie, w jego organizmie szaleje nowotwór. Liczy się każda minuta, ponieważ leczenie już musi być wdrożone, w przeciwnym razie nie będzie już o co walczyć.
Błagam Was o pomoc – ja zrozpaczona matka.

96 717,00 zł ( 100,83% )
Wsparło 2259 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki