Śmierć chce zabrać nasze dziecko! Prosimy, ocal życie Sary...

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 16 377 osób
543 562,46 zł (102,08%)
Zbiórka na cel
Leczenie guza mózgu: chemioterapia i immunoterapia w klinice IDOI w Monterrey

Sara Popielarska, 6 lat

Nieżychowo, wielkopolskie

nowotwór glejak IV stopnia

Rozpoczęcie: 18 Grudnia 2018
Zakończenie: 18 Stycznia 2019

20 Lutego 2019, 12:09
Trwa walka o życie Saruni. Dzięki Wam dziewczynka jest już w Meksyku!

Wiadomość od mamy Sary:

12 stycznia Sara zakończyła miesięczną radioterapię w Poznaniu, po której odzyskała siły. Zaczęła samodzielnie jeść, pić i poruszać się. Dzięki ludziom z wielkim sercem zbiórka na  Siepomaga zakończyła się na 100%! Dzięki temu mogliśmy rozpocząć leczenie w Meksyku.

Pierwszy raz do Monterrey polecieliśmy 26 stycznia. Zabieg Sary trwał blisko 2 godziny. Na szczęście mogłam być przy córeczce, by była usypiana na sali operacyjnej. Lekarze podali córeczce chemię przez tętnicę udową bezpośrednio do guza. Po zabiegu Sara skarżyła się na ból głowy i nóżki, ale na szczęście kolejnego dnia już opuściliśmy szpital. W trakcie zabiegu czekaliśmy pod salą na moment, w którym już będzie po wszystkim i będziemy mogli pójść do córeczki na salę wybudzeń.

Sara Popielarska



Po operacji Sarunia została przetransportowana do pojedynczego pokoju, w którym znajdowało się łóżko dla małej pacjentki i miejsce odpoczynku dla rodziców.

Córeczka ma zmienny nastrój, często płacze, boli ją główka. Była bardzo dzielna i chociaż baliśmy się, że dzieje się coś złego, nasze obawy się nie potwierdziły. Mogliśmy wrócić do Polski, do ukochanego rodzeństwa, za którym Sara tak tęskniła. 

Obecnie przygotowujemy się do drugiego wylotu do Montenerry, który już 23 lutego. Dwa dni później czeka nas rezonans głowy i ocena wielkości guza. 26 lutego kolejny zabieg podania chemii do guza. 

Żyjemy nadzieją, że leczenie zadziała i będziemy mogli kontynuować leczenie w Meksyku. W przypadku wielu dzieci z guzem DIPG terapia ta przynosi fantastyczne rezultaty. Guzy się zmniejszają i stają się mniej aktywne, a to daje nadzieję na całkowite pokonanie raka.

Walka o życie trwa i my ją wygramy, przecież nie może być inaczej. Przetrwamy to! Dziękujemy, że jesteście z nami. 

Ania i Rafał, rodzice Sary

Pokaż wszystkie aktualizacje

21 Stycznia 2019, 09:28
Udało się! Sara leci na leczenie do Meksyku!

Dzięki Wam Sara może dalej walczyć z nowotworem i wykorzystać leczenie ostatniej szansy!

Już 26 stycznia dziewczynka z rodzicami wylatuje do Monterrey. Dwa dni później pierwsza konsultacja i rozpoczęcie leczenia. Dzisiaj Sara czuje się dosyć dobrze - zaczęła sama jeść i pić, co daje ogromne nadzieje na kolejne pozytywne rezultaty. 

Mocno trzymamy kciuki!

Dziękujemy, że wspólnie z nami dokonaliście kolejnego cudu!

Mamy czas tylko do połowy stycznia! Złośliwy nowotwór, guz, który chce nam ją odebrać - musimy go powstrzymać, nim zabije naszą córeczkę! Horror każdego rodzica stał się naszą codziennością. Zaczął się trzy miesiące temu diagnozą, że w główce Sary zagnieździł się glejak wielopostaciowy w IV, najgorszym stopniu złośliwości. W Polsce wyczerpali już wszystkie możliwości… Jedyna szansa na ocalenie życia naszego dziecka czeka w Monterrey w Meksyku. Jeśli jak najszybciej nie zaczniemy tam leczenia, śmierć zabierze naszą córeczkę! Proszę o pomoc, bo nie mamy innej nadziei…

Sara Popielarska

6 września 2018 rok - ten dzień zaczął się zwyczajnie, jak setki innych. Jednak miał okazać się zupełnie inny, najgorszy w naszym życiu… Dostałam wiadomość z przedszkola, że Sara bardzo źle się czuje. Gdy dotarłam na miejsce, córeczka skarżyła się na ból głowy i brzucha, była tak słaba, że nie mogła ustać na własnych nóżkach! Lekarz od razu skierował nas na tomograf głowy. Dzień później już pędziliśmy do Kliniki Onkologii i Hematologii w Poznaniu. Rezonans magnetyczny szybko dał nam odpowiedź, dlaczego stan Sary tak gwałtownie się pogorszył. Gdy lekarz przyszedł nam o tym opowiedzieć, miałam wrażenie, że tracę grunt pod nogami…

Nieoperacyjny guz pnia mózgu - śmiertelne zagrożenie! Jak to się stało, że rósł tak niepostrzeżenie? Pierwsze objawy dał dopiero pod koniec sierpnia tego roku - Sarę bolał brzuszek, miała problemy z równowagą, z przełykaniem. Sądziliśmy, że to nic groźnego, ostatecznie szybko przeszło. To była jednak cisza przed burzą. Kilka dni później nasz świat zmienił się o 180 stopni - z ciepłego, bezpiecznego domu rak wyrwał nas i umieścił w onkologicznym świecie, gdzie rodzice i lekarze walczą o życie tych najbardziej bezbronnych…

Sara Popielarska

Lekarze od razu podjęli decyzję o założeniu zastawki korowo-otrzewnej. Niestety, to tylko pogorszyło sytuację. Nastąpiła progresja, rak zaatakował z całą mocą, a my tylko mogliśmy modlić się i przełykać łzy bezsilności… Sara przestała chodzić, siedzieć, przełykać, mówiła bardzo wolno i z trudem. Trzeba było działać szybko, córeczka kolejny raz trafiła na stół operacyjny, gdzie założono jej port naczyniowy. Tego samego dnia Sara dostała pierwszą dawkę chemii.

Od tego czasu minęły już trzy miesiące. To wystarczyło, byśmy już zapomnieli, czym jest spokojne życie, bez strachu o to, czy kolejny dzień nie będzie naszym ostatnim… Tak łatwo stracić wszystko, przewartościować życie i dostrzec, że wcześniejsze problemy były zaledwie błahostkami…

Sara Popielarska

Sara poddawana jest obecnie radioterapii, która skończy się 6 stycznia. To jedyne, co lekarze w Polsce mogą nam zaproponować. Rokowania są tragiczne, dają nam ok. 20% szans na przeżycie… Wiemy jednak, że to nie koniec, że nasza historia dopiero się zaczyna. Szukaliśmy ratunku wszędzie, chociaż cienia nadziei, że Sara przeżyje. Znaleźliśmy go w Meksyku, w klinice onkologicznej w Monterrey gdzie stosują nowatorską metodę leczenia guzów mózgu. Sara się do niej zakwalifikowała!

Chemioterapia celowana i immunoterapia, niedostępna nigdzie indziej na świecie - to nasza ostatnia szansa. Musimy jak najszybciej rozpocząć leczenie, które wstępnie obejmuje 4 cykle w miesięcznych odstępach. Warunkiem ocalenia życia naszej córeczki są ogromne pieniądze, których nie mamy...

Musimy być w klinice w Monterrey już 26 stycznia!

Dzieci, które trafiły do tej kliniki nadal żyją, walczą, choć w naszym kraju nie miały żadnych szans. Dlatego wiemy, że właśnie tam pozwolą naszej córeczce stanąć do walki z rakiem! Cały czas wierzymy, że pokonamy raka… Sara chciałaby wrócić do przedszkola, do swojego pokoiku, do przyjaciół. Nie rozumie, dlaczego tak cierpi, dlaczego ciągle boli, nie może chodzić, mówić, jeść. Jak wytłumaczyć 6-latce, że umiera?! Nie, nie pogodzimy się z tym, nie możemy pozwolić, by rak nas rozdzielił... Prosimy, pomóżcie ratować naszą córeczkę!

Ania, mama Sary

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 16 377 osób
543 562,46 zł (102,08%)