Każde dziecko powinno mieć mamę. Ich mamę zabija rak!

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 898 osób
53 195 zł (100%)
Zbiórka na cel
Leczenie onkologiczne nierefundowane - chemio-immunoterapia

Roksana Jaszczak, 36 lat

Krzeszów, dolnośląskie

Rak piersi z przerzutami

Rozpoczęcie: 10 Stycznia 2018
Zakończenie: 5 Marca 2018

Jest jeszcze szansa, by moje dzieci miały mamę, choć ta walka będzie trwała krótko. Z nowotworem albo wygrywa się szybko, albo równie szybko człowiek przestaje istnieć. Moje życie wisi na włosku, a na wszystko patrzą moje dzieci. One miały jeszcze czas, by dowiedzieć się, co to znaczy śmierć. Teraz widzą, że mama słabnie, widzą, że nie ma siły iść na spacer, a nawet zrobić obiadu...

Najtrudniejsza był dzień, w którym musiałam im powiedzieć prawdę. Moje dzieci są już na tyle duże, by to zrozumieć, a nie chciałam, żeby dowiedziały się od kogoś innego… Widziałam te przerażone oczy, widziałam ten strach i obiecałam sobie, że będę walczyła nie o siebie, ale właśnie o mamę dla moich dzieci.

W marcu 2013 roku,  urodziłam synka, byłam przejęta i szczęśliwa. Drugi raz zostałam matką, która kobieta nie byłaby szczęśliwa. Karmiłam piersią...

W pewnym momencie wyczułam w piersi jakiś guzek. Pobiegłam do lekarza, jednak usłyszałam, że panikuję i przesadzam – przecież karmię piersią więc takie zmiany są normalne. Ale to coś nie znikało. Każde kolejne badanie tylko potwierdzało, że nie jest to nic dobrego. Kolejne badania nie pozostawiały już żadnych wątpliwości...

We wrześniu 2013 zdiagnozowano u mnie raka piersi. Płakałam i bałam się, zwłaszcza że w domu czekały na mnie małe dzieci. Nie umiałam tak dobrze udawać, że nic złego się nie dzieje, a przerażenie zawsze udziela się całemu otoczeniu. Przeszłam standardowe leczenie ze wszystkimi możliwymi jego skutkami – chemioterapia, mastektomia, naświetlania, hormonoterapia… Było ciężko – zwłaszcza z dwójką małych dzieci daleko od domu. Od dzieci nie można wziąć urlopu, powiedzieć im, że mama ma teraz ważniejsze rzeczy do zrobienia, które zdecydują o naszym dalszym życiu.

Walka udała się! Pokonaliśmy go! Niestety tak nam się tylko wydawało… Po niespełna 1,5 roku nastąpił nawrót choroby. Rak dał przerzuty do kości, płuc i węzłów chłonnych…

Podjęłam kolejne próby leczenia. Niestety efektów nie było. No może poza tym, że chemioterapia, której byłam poddawana w Anglii, wyniszczyła mnie całkowicie. Nie mogłam jeść, wymiotowałam całe dnie, nie byłam w stanie sama wstać z łóżka…

W Anglii nie byli w stanie mi już pomóc. Usłyszałam, że to wszystko, co są w stanie zrobić i powinnam się cieszyć, że w ogóle jeszcze żyję. Schudłam ponad 15 kg. Straciłam siły fizyczne i psychiczne – byłam cieniem samej siebie, wrakiem człowieka. Jak miałam stanąć w takim stanie przed swoją rodziną, skoro nie miałam sił, by wstać z łóżka.

Podjęłam decyzję, że muszę wrócić do Polski, bo czułam, że tylko tutaj może mi się udać. Zostawiłam w Anglii męża, dzieci i ruszyłam na ostatnią walkę z rakiem. Polscy lekarze powiedzieli, że całe moje dotychczasowe leczenie zrobiło mi więcej krzywdy niż dobrego. Żadne podjęte w Anglii leczenie nie zostało doprowadzone do końca i żadne nie przyniosło pożądanego efektu. Czułam, że niepotrzebnie straciłam czas, którego przecież miałam tak mało…

Lekarze na koniec powiedzieli coś, na co czekałam przez tak wiele miesięcy. Jest szansa na zatrzymanie choroby i powrót do normalnego życia. Nie było nad czym się zastanawiać. Chcę uratować swoje życie, bo zależy mi na dzieciach, chce być częścią ich życia, a nie jedynie wspomnieniem. Jeśli teraz umrę, mój synek nie będzie mnie nawet pamiętał. Wykorzystałam wszystkie nasze oszczędności, ale badania PET wykazały, że rak ustępuje. Muszę atakować dalej. Skończyły się pieniądze i oddala się moje największe marzenie. Chcę żyć, być zdrowa, zrzucić perukę, uściskać dzieci i wykrzyczeć na cały głos, że jestem zdrowa.

Całkiem inny rodzaj chemioterapii, a przede wszystkim immunoterapia z podaniem leku Avastin, daje niesamowite efekty. Dostałam wsparcie psychologa, pomoc w powrocie do normalnego jedzenia i spania. Zaczęłam znowu jeść, bo pierwszy raz od dawna poczułam głód.

Jeśli mi pomożecie, być może w końcu zdejmę perukę i wrócę do moich dzieci zdrowa. Sama niestety nie mam szans na wygraną, bo przerwanie leczenia w tej sytuacji będzie równoznaczne z samobójstwem. Jeśli ustąpię pola, rak wedrze się w moje życie niemal w jednej chwili. To moja ostatnia szansa, by pozostać matką. Proszę Was o pomoc.

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 898 osób
53 195 zł (100%)