Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Życie za pół miliona

Marek Polak
Zbiórka zakończona
512 285,96 zł ( 104,68% )
Wsparło 17349 osób
Cel zbiórki:

Przeciwciała CD3/CD19

Marek Polak
Kędzierzyn-Koźle, opolskie
Białaczka limfoblastyczna (lekooporna)
Rozpoczęcie: 21 Października 2015
Zakończenie: 25 Października 2015

Rezultat zbiórki

Niecałe 72 godziny od rozpoczęcia zbiórki na pomoc Markowi udało się zebrać całą kwotę - to prawie pół miliona złotych! 12 godzin po nagłośnieniu sprawy w Faktach TVN mieliśmy całą kwotę na opłacenie leku, o którym lekarz mówią "jeśli nie on, to nie ma już nic". Pan Józef odetchnął, ale tylko na chwilę... Chcieliśmy pożegnać białaczkę, dziś żegnamy Marka, który zmarł 17 listopada 2015 roku.

Wszyscy do końca wierzyliśmy, że się uda, że Marek doczeka podania leku. Lek został sprowadzony, jednak stan Marka pogorszył się i nie mógł rozpocząć leczenia. Nie możemy w to uwierzyć ani się z tym pogodzić...

Zakupiony lek uratuje inne życie. Ma długi termin przydatności. Na pewno się u nas nie zmarnuje. Za chwilę może się pojawić ktoś, komu będzie bardzo potrzebny, a wtedy nie będziemy musieli już tak długo czekać na lek.

5 stycznia 2016 - w Białymstoku na ten sam lek, który miał otrzymać Marek, czekała 11-letnia Julia Koronkiewicz. Dzięki naszej wytrwałości w dążeniu do przekazania leku dziewczynce, udało się w końcu szpitalom porozumieć i Julka otrzyma lek, bez konieczności zbierania po raz kolejny tak ogromnej kwoty i czekania na sprowadzenie leku.

Opis zbiórki

Po rozpoczęciu leczenia sen dawał „wolne” od diagnozy, we śnie nie było szpitala, bólu, kolejnej chemii. Przez sen Marek się uśmiechał. Zamykał oczy i był z tatą na rybach. Kołysali się w łódce, a wędki leniwie moczyły się w jeziorze. Linka się napina, coś jest! Marek szybko zwija kołowrotek… I sekundę później obraz pod powiekami znika, Marek wraca do rzeczywistości. Do szpitala, chemii i leku, który – jako ostatni - może mu uratować życie. Leku, który kosztuje prawie pół miliona złotych i może pokonać raka.

 

Podczas przerwy w szkole 12-letni wówczas Marek dostał kuksańca w brzuch, zrobiło mu się słabo. Tata wezwany z pracy popędził z synem do szpitala. Zapalenie płuc? No trudno, trzeba zacząć leczenie. Marek został na oddziale, gdzie mógł dostawać kroplówki, które szybciej pokonały chorobę niż tabletki przyjmowane w domu. A że szpital był 500 metrów od domu, rzut beretem, tata i babcia na zmianę byli przy Marku. Mama ich zostawiła, gdy chłopiec miał kilka lat. Zapomniała, wybrała alkohol. Mieszka w tym samym mieście, ale nie interesuje się synem. Tata wziął wszystko na siebie, wtedy jeszcze nie wiedział, ile przyjdzie mu udźwignąć. Sam po zawale jeszcze nie wrócił do formy, gdy przyszły wyniki morfologii syna – białaczka limfoblastyczna. Uderzył nowotwór.

- Pamiętam, że miałem jechać windą na czwarte piętro, w obcym mieście, wokoło obcy ludzie. – wspomina Pan Józef. – W czerwcu miałem zawał, w październiku u Marka wykryto białaczkę. Musiałem zacisnąć zęby i trzymać się dla syna. Nie wiedziałem, co to za choroba, w rodzinie nigdy nie było żadnych nowotworów. W szpitalu do tej pory byłem dwa razy, gdy wycinano mi wyrostek i po zawale. Położyli Marka na salę, ja usiadłem koło niego i tak siedziałem, bijąc się z myślami. Nie wiedziałem, co mam robić, co nas czeka i jak długo.

 

Przez trzy lata, dzień w dzień, noc w noc był przy Marku, gdy ten przechodził trudne leczenie. Godziny chemii kapiącej w kroplówce, powikłania, osłabienie i noce przespane na karimacie pod łóżkiem syna. Były i takie trudne chwile, gdy i ojcu z bezsilności leciały łzy, gdy morfina nie pomagała, a syn z bólu wyrywał kroplówki i chciał uciekać do domu. Ramię ojca nie mogło się zachwiać, bo jeśli on przestałby wierzyć, to i syn by się poddał. I w końcu sukces – nie ma komórek nowotworowych, białaczka pokonana. Niestety, nie na długo.

Po dwóch latach pierwsza wznowa. Potem druga i trzecia. Marek miał już dawcę szpiku z Kanady, był przygotowywany do przyjęcia zdrowych komórek, ale wznowa przekreśliła te plany. Została bezradność ojca i lekarzy, którzy wyczerpali wszystkie standardowe sposoby leczenia. Został jeszcze tylko jeden, wyjątkowy. Wyjątkowy, bo skuteczny, jak nic innego. Cząsteczki tego leku przyczepiają się do komórek rakowych, a potem aktywują system immunologiczny tak, by je zniszczył. Ale wyjątkowy również dlatego, że niezwykle drogi. 28 ampułek leku, który może uratować Markowi życie kosztuje ponad 400 tysięcy złotych. - Muszę zebrać te pieniądze dla Marka. Po to, żeby mógł żyć dalej. Żeby mógł pojechać jeszcze na te ryby. - mówi tata Józek ze łzami w oczach. - Lekarze rozkładają bezradnie ręce i mówią tylko tyle, że innych możliwości leczenia już nie ma. Że tylko te cudowne przeciwciała mogą uratować mi Marka. 

 

I on, i Marek wiedzą, że sami tej kwoty nie zbiorą, bo i jak?  – Póki Marek ma plany na przyszłość, jest dobrze, wiem, że się podda, że jest uparty i chce żyć. W szpitalu przyszłości nie ma, teraz żyjemy z dnia na dzień. Prawdziwe życie zacznie się poza szpitalem, gdy pokonamy białaczkę. Byłem w stanie sam wychować syna, jednak to już dla mnie za dużo, za dużo jak na jedną osobę. Wiem, że syn na mnie czeka każdego dnia, że jest mu smutno, gdy innych odwiedza rodzina, a u niego nikogo nie ma. Będę przy nim, starczy mi sił, tylko proszę, pomóżcie mi go uratować. Ten lek to dla niego ratunek, lekarze mówią, że ostatnia szansa. Potem przeszczep zdrowego szpiku, dawca wciąż czeka.

 

Ojciec i syn – dla wielu ta więź jest niezwykle trudna, jednak w chwilach zagrożenia życia syna, ojciec zrobi wszystko, żeby go ratować. Pan Józef dał radę sam wychować Marka przez 18 lat, teraz patrzy, jak jego syn gaśnie na szpitalnym łóżku. – Naprawdę myśli Pani, że ludzie nam pomogą? – zapytał na koniec rozmowy pan Józef. Trzeba wierzyć, to jedyne, co daje im nadzieję. Mamy trzy tygodnie, żeby zebrać potrzebną kwotę. Pomóżmy, bo czas jest nieubłagany. Już w połowie listopada może zacząć się terapia, która uratuje Markowi życie.

 

512 285,96 zł ( 104,68% )
Wsparło 17349 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki