38 obchody Adopcji Kasi
The money box was created on the initiative of the Organizer who is responsible for its content.

Drodzy Darczyńcy , Kochani przyjaciele !
21 kwietnia 1988 roku przybyłam do Państwa Liszczów do swojego domu dostałam szansę na nowe życie !
Wspomnienie Olesi Kornienko
Olesia Kornienko, wspomina pierwsze chwile, gdy poznała moją mamę i naszą historię: Kasię pamiętam jako śliczne maleństwo o czarnych oczach w kształcie migdałów i czarnych kręconych włosach, które raczkowało kicając jak zajączek na podłodze naszej wspólnej sali w Centrum Zdrowia Dziecka. Kasia i jej adopcyjna mama, Pani Katarzyna, były jednymi z pierwszych osób, które ja i moja mama poznałyśmy w Polsce. To dzięki Pani Katarzynie moja mama, po raz pierwszy w życiu, dowiedziała się, czym jest Biblia. Nasze mamy dużo rozmawiały o życiu. Pani Katarzyna mówiła mojej mamie o Bogu, opowiadała o Kasi i jej braciszku, którego wraz z nią adoptowała wspólnie z mężem.
Kasia, mając zdiagnozowane MPD (mózgowe porażenie dziecięce) i niedorozwój umysłowy, nie mówiła i nie chodziła. Kiedy wróciłyśmy do Rosji, nasze mamy korespondowały. Pani Katarzyna z dumą pisała o sukcesach córki. Kasia, dzięki bardzo intensywnej rehabilitacji, zaczęła nadganiać w rozwoju umysłowym rówieśników, a nawet wykryto u niej ponadprzeciętne zdolności do nauki języków obcych. Zaczęła również samodzielnie chodzić. Teraz Kasia jest dorosłą niezależną kobietą – zapewnia Olesya.

Od tych wydarzeń w tym roku minie dokładnie 38 lat ! od kąt zmieniło się moje życie na lepsze ...
Katarzyna Kałamajska – Liszcz, śp. dr. Krzysztof Liszcz
Nadzieja – szansą na godne życie
Jak w tamtym czasie rodziców adopcyjnych przygotowywano do tej roli – trudnej ze względu na dziecko tak mocno obciążone, K. Kałamajska-Liszcz nie ukrywa, że na każdym kroku słyszeli powątpiewanie w sensowność takiej decyzji, począwszy od najbliższych w otoczeniu, po specjalistów. – Dobrze pamiętam rozmowę z lekarką z domu dziecka, która z pozycji świeżo obronionego doktoratu powiedziała, że nie pojmuje naszej decyzji, bo przecież to dziecko nigdy nie usiądzie, nie będzie mówić. Że powinniśmy adoptować inne – wspomina.
Liszczowie należeli wówczas do Domowego Kościoła Ruchu Światło-Życie, byli też zaangażowani w Ruch Spotkań Małżeńskich. Adoptując Pawła, starszego brata Kasi, dowiedzieli się, że ma siostrę, ale z powodu głębokiego upośledzenia nie podlega ona adopcji. – Po odmowie adopcji Kasi pojechaliśmy z Pawłem na rekolekcje oazowe. W trakcie modlitwy medytacyjnej, w którą wprowadzał nas kapłan, nagle usłyszałam w sobie nie swoją myśl: „weź to chore dziecko”. Powtarzało się to jak bicie dzwonu. Nie byłam do tego gotowa – miałam w planach doktorat z historii sztuki, inne plany na życie. Nie czułam się też kompetentna do takiej roli – przyznaje K. Kałamajska-Liszcz, dodając, że jej „fiat” nie było proste. Szalę argumentów „za” ściągała w dół szala argumentów, po ludzku rzecz biorąc, przeciw. – Pomógł mi spowiednik, który powiedział tak: jeżeli to wola Boga, żebyście wzięli to chore dziecko, to z chwilą, kiedy podejmiecie decyzję, będzie w was spokój i radość. Postanowiliśmy się pomodlić do Boga o prowadzenie. W czasie modlitwy mąż otworzył Pismo Święte i odczytał odnaleziony fragment Listu św. Pawła do Koryntian: „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nieszlachetnie urodzone według świata oraz wzgardzone, i to, co [w ogóle] nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga” (1 Kor 1,27-29). Uczucie radości, jakie wówczas oboje przeżyliśmy, było dotąd mi nieznane i chyba nigdy później tak intensywnej radości nie przeżyłam. To radość wszechogarniająca – podsumowuje K. Kałamajska-Liszcz. – Cud spotkania z tatą adopcyjnym dr . Krzysztofem Liszczem

Następnego dnia pierwszym pociągiem o 4.00 rano mąż pojechał do Łodzi i odnalazł Kasię w szpitalu zakaźnym. – Wspomnienie moich rodziców adopcyjnych – Katarzyny Kałamajskiej Liszcz i Krzysztofa Liszcza. Tak rozpoczęła się moja najlepsza przygoda , która trwa do dnia dzisiejszego już 38 lat !
z tej okazji postanowiłam założyć skarbonkę , która wesprze i zabezpieczy dalsze specjalistyczne leczenie
Dziękuję Wam za to , że jesteście ze mną i moją rodziną .
All funds accumulated in the money box are transferred
directly to the target fundraiser:
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Drodzy Darczyńcy , Kochani przyjaciele !
21 kwietnia 1988 roku przybyłam do Państwa Liszczów do swojego domu dostałam szansę na nowe życie !
Wspomnienie Olesi Kornienko
Olesia Kornienko, wspomina pierwsze chwile, gdy poznała moją mamę i naszą historię: Kasię pamiętam jako śliczne maleństwo o czarnych oczach w kształcie migdałów i czarnych kręconych włosach, które raczkowało kicając jak zajączek na podłodze naszej wspólnej sali w Centrum Zdrowia Dziecka. Kasia i jej adopcyjna mama, Pani Katarzyna, były jednymi z pierwszych osób, które ja i moja mama poznałyśmy w Polsce. To dzięki Pani Katarzynie moja mama, po raz pierwszy w życiu, dowiedziała się, czym jest Biblia. Nasze mamy dużo rozmawiały o życiu. Pani Katarzyna mówiła mojej mamie o Bogu, opowiadała o Kasi i jej braciszku, którego wraz z nią adoptowała wspólnie z mężem.
Kasia, mając zdiagnozowane MPD (mózgowe porażenie dziecięce) i niedorozwój umysłowy, nie mówiła i nie chodziła. Kiedy wróciłyśmy do Rosji, nasze mamy korespondowały. Pani Katarzyna z dumą pisała o sukcesach córki. Kasia, dzięki bardzo intensywnej rehabilitacji, zaczęła nadganiać w rozwoju umysłowym rówieśników, a nawet wykryto u niej ponadprzeciętne zdolności do nauki języków obcych. Zaczęła również samodzielnie chodzić. Teraz Kasia jest dorosłą niezależną kobietą – zapewnia Olesya.

Od tych wydarzeń w tym roku minie dokładnie 38 lat ! od kąt zmieniło się moje życie na lepsze ...
Katarzyna Kałamajska – Liszcz, śp. dr. Krzysztof Liszcz
Nadzieja – szansą na godne życie
Jak w tamtym czasie rodziców adopcyjnych przygotowywano do tej roli – trudnej ze względu na dziecko tak mocno obciążone, K. Kałamajska-Liszcz nie ukrywa, że na każdym kroku słyszeli powątpiewanie w sensowność takiej decyzji, począwszy od najbliższych w otoczeniu, po specjalistów. – Dobrze pamiętam rozmowę z lekarką z domu dziecka, która z pozycji świeżo obronionego doktoratu powiedziała, że nie pojmuje naszej decyzji, bo przecież to dziecko nigdy nie usiądzie, nie będzie mówić. Że powinniśmy adoptować inne – wspomina.
Liszczowie należeli wówczas do Domowego Kościoła Ruchu Światło-Życie, byli też zaangażowani w Ruch Spotkań Małżeńskich. Adoptując Pawła, starszego brata Kasi, dowiedzieli się, że ma siostrę, ale z powodu głębokiego upośledzenia nie podlega ona adopcji. – Po odmowie adopcji Kasi pojechaliśmy z Pawłem na rekolekcje oazowe. W trakcie modlitwy medytacyjnej, w którą wprowadzał nas kapłan, nagle usłyszałam w sobie nie swoją myśl: „weź to chore dziecko”. Powtarzało się to jak bicie dzwonu. Nie byłam do tego gotowa – miałam w planach doktorat z historii sztuki, inne plany na życie. Nie czułam się też kompetentna do takiej roli – przyznaje K. Kałamajska-Liszcz, dodając, że jej „fiat” nie było proste. Szalę argumentów „za” ściągała w dół szala argumentów, po ludzku rzecz biorąc, przeciw. – Pomógł mi spowiednik, który powiedział tak: jeżeli to wola Boga, żebyście wzięli to chore dziecko, to z chwilą, kiedy podejmiecie decyzję, będzie w was spokój i radość. Postanowiliśmy się pomodlić do Boga o prowadzenie. W czasie modlitwy mąż otworzył Pismo Święte i odczytał odnaleziony fragment Listu św. Pawła do Koryntian: „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nieszlachetnie urodzone według świata oraz wzgardzone, i to, co [w ogóle] nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga” (1 Kor 1,27-29). Uczucie radości, jakie wówczas oboje przeżyliśmy, było dotąd mi nieznane i chyba nigdy później tak intensywnej radości nie przeżyłam. To radość wszechogarniająca – podsumowuje K. Kałamajska-Liszcz. – Cud spotkania z tatą adopcyjnym dr . Krzysztofem Liszczem

Następnego dnia pierwszym pociągiem o 4.00 rano mąż pojechał do Łodzi i odnalazł Kasię w szpitalu zakaźnym. – Wspomnienie moich rodziców adopcyjnych – Katarzyny Kałamajskiej Liszcz i Krzysztofa Liszcza. Tak rozpoczęła się moja najlepsza przygoda , która trwa do dnia dzisiejszego już 38 lat !
z tej okazji postanowiłam założyć skarbonkę , która wesprze i zabezpieczy dalsze specjalistyczne leczenie
Dziękuję Wam za to , że jesteście ze mną i moją rodziną .
Donations
It looks like there are no donations here yet. You can become the first donor!
Donate