
Szkolenie, które doprowadziło do tragedii! Polski żołnierz walczy o powrót do sprawności!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Jestem żołnierzem służącym jako instruktor spadochronowy, którego część z Was mogła oglądać na niebie jako uczestnika pokazów lotniczych Air Show w Radomiu. To moja pasja i całe dotychczasowe życie. Życie, które zostało brutalnie zburzone przez jeden, nieszczęśliwy wypadek. W ułamku sekundy straciłem wszystko!
Byłem fanem sportu, motoryzacji i wszelkiego rodzaju aktywności fizycznej. Bardzo to kochałem. 20 sierpnia 2024 roku z uśmiechem na twarzy pojechałem na lotnisko w Lesznie, gdzie odbywało się szkolenie spadochronowe, w którym brała udział moja jednostka. Była piękna pogoda... Tego dnia miałem oddać 6 skoków, poszerzyć swoje kwalifikacje i wrócić szczęśliwie do domu.
Nie podejrzewałem, że właśnie tego dnia otrę się o śmierć.

Służba w wojsku w charakterze skoczka spadochronowego przynosiła mi olbrzymią satysfakcję, jednocześnie pozwalając spełniać marzenia. Z racji dostrzeżenia u mnie szybko rozwijających się umiejętności i dobrych predyspozycji, została powierzona mi w armii ścieżka instruktora spadochronowego, przeznaczonego do szkolenia oraz przekazywania wiedzy kolejnym żołnierzom, pilotom oraz załogom statków powietrznych.
Pierwszy skok tego dnia był moim 600-nym. Niestety podczas drugiego doszło do nieszczęśliwego, tragicznego wypadku! Uderzyłem z dużą prędkością w ziemię. Nie czułem nóg, nie mogłem nimi ruszyć. Byłem przerażony. Doskwierał mi jedynie olbrzymi ból w odcinku lędźwiowym.
Wiedziałem, że tego dnia nie wrócę już do domu.

Śmigłowiec przetransportował mnie do szpitala w Poznaniu, a tam poznałem druzgocącą diagnozę — wybuch kręgu L1 oraz ucisk na rdzeń kręgowy! Ten uraz poskutkował porażeniem dolnych kończyn. Ucisk był tak duży, że cudem nie doszło do przerwania rdzenia. Konieczna była jak najszybsza operacja w celu odbarczenia ucisku.
Lekarze zrobili, co mogli, za co jestem im ogromnie wdzięczny, jednak porażenie kończyn pozostało. Był to dla mnie ogromny cios, ponieważ wszystkie moje plany i marzenia nagle runęły! Postanowiłem jednak, że tak to się nie może się skończyć. Od pierwszych dni intensywnie ćwiczyłem na zajęciach rehabilitacyjnych. Wiązał się z tym straszny ból i cierpienie, jednak patrząc na moich bliskich, którzy zajmowali się mną od początku, wiedziałem, że nie robię tego tylko dla siebie.
29 sierpnia zostałem przetransportowany do szpitala rehabilitacyjnego w Górznie, gdzie grono znakomitych specjalistów robi, co w ich mocy, bym odzyskał sprawność. Jednak pobyt w tym szpitalu niestety niedługo dobiegnie końca, a moja droga jest dopiero na początkowym etapie.

Obecnie dzięki olbrzymiej determinacji w dążeniu do celu oraz wsparciu bliskich i przyjaciół udało się porzucić wózek inwalidzki. Sposób, w jaki się poruszam, jest jednak daleki od normalnego.
Niestety widoczne problemy w poruszaniu są jedynie częścią powikłań po doznanym urazie. W walce o powrót do zdrowia mogą mi pomóc jedynie kosztowne rehabilitacje w kolejnych placówkach. Niestety pomimo szczerych chęci nie jestem w stanie pokryć tych olbrzymich kosztów sam...
Mam 33 lata, miałem plany i marzenia... Teraz pragnę tylko jednego – odzyskać sprawność. Bardzo Cię proszę, pomóż mi... Każda cegiełka, każda złotówka zbliży mnie do osiągnięcia tego celu. Z góry bardzo dziękuję za okazaną pomoc!
Adam Staniewski
