Your browser is out-of-date and some of the website features may not work properly.

Update your browser to use this website in a safer, faster and easier way.

Update your browser

On siepomaga.pl we use cookies and similar technologies (own and from third parties) for the purpose of, among others, the website proper performance, traffic analysis, matching campaigns, or the Foundation website according to your preferences. Read more Detailed rules for the use of cookies and their types are described in our Privacy Policy .

You can define the preferences for storing and accessing cookies in your web browser settings at any time.

If you continue to use the siepomaga.pl portal (e.g. scroll the portal page, close messages, click on the elements located outside messages) without changing privacy-related browser settings, you automatically give us the consent to letting us and cooperating entities use cookies and similar technologies. You can withdraw your consent at any time by changing your browser settings.

Życie to nie bajka

Campaign photo
Campaign finished

Życie to nie bajka

1 098,00 zł ( 10.98% )
Donated by 46 people
Myszków, śląskie
Starts at: 18 March 2014
Ends at: 20 November 2014

Campaign result

W imieniu Adasia i własnym dziękuję  wszystkim darczyńcom  za okazane wsparcie i pomoc w zbiórce funduszy na terapię logopedyczną i behawioralną.  Terapia i praca z moim  Adasiem to prawdziwe wyzwanie, ale warte każdego wysiłku. Dzięki dobrym, bezinteresownym ludziom z nadzieją patrzymy w przyszłość.  Za każdą iskierkę nadziei z całego serca dziękujemy. 

Mama Adasia

Campaign description

Pięć lat studiów pedagogicznych…  Świat, w którym żyją dzieci, od zawsze przyciągał moją uwagę. Starałam się dotrzeć, zrozumieć i wsłuchać się w potrzeby maluchów. Wierzyłam, że zdobyta na studiach wiedza mi w tym pomoże, a przynajmniej w racjonalny sposób zdefiniuje relacje dzieci z rodzicami.


 

Pracowałam w przedszkolu. Uwielbiałam pracę z przedszkolakami. Uwielbiałam patrzeć, jak się rozwijają i jak starają się coraz bardziej usamodzielniać. Widziałam wiele przełomowych momentów i wiele „pierwszych razów”, kiedy to dzieci pokonywały coraz to nowe przeszkody. To było wspaniałe. A ja mogłam z czystym sumieniem powiedzieć, że moja praca daje mi ogromną satysfakcję.

Wyzwanie, z którym pierwszy raz było mi dane się zmierzyć i sprawdzić wiedzę zdobytą na studiach, okazał się syn znajomych. Dostrzegłam w jego zachowaniu dziwne i niepokojące symptomy chorobowe. Pamiętam, jak ciężko było mi w delikatny sposób, aby bynajmniej nikogo nie urazić, przekazać informację, że należy się udać do specjalisty. Wtedy była to dla nich informacja nie do przetrawienia. Teraz zaś są świadomi, że dzięki szybkiej interwencji ich dziecko może rozwijać się i funkcjonować w towarzystwie zdrowych rówieśników. Nie podejrzewałam, że rok później i ja będę borykać się z tym schorzeniem.
 

O autyzmie wiedziałam niemal wszystko. Potrafiłam na jednym wydechu opowiedzieć o wszystkich niepokojących rodziców objawach. Wiedziałam, jakie rodzaje terapii są najskuteczniejsze, kiedy należy je rozpocząć i jakie są rokowania. Całą wiedze miałam w małym paluszku. Ale gdy choroba dotyka twoje własne dziecko, patrzysz na to schorzenie zupełnie inaczej. Nie definiujesz „dziecko ze spektrum autyzmu”. Patrzysz na własnego syna i myślisz sobie „dzieciątko zagubione i zamknięte we własnym świecie”. Świat, który potrafiłam bez problemu opisywać na wielostronicowych dokumentach, teraz jest dla mnie wielką niewiadomą. Nagle staje się najtrudniejszym egzaminem. Egzaminem życia, od którego zależy przyszłość mojego synka. Właściwie nie wiem, czy zdobywana przez pięć lat wiedza, daje mi ulgę, bo wiem więcej niż inni, czy może wręcz przeciwnie - utrudnia. Może czasem lepiej aż tyle nie wiedzieć… może wtedy jest łatwiej.

Mój synek jest niespełna pięciolatkiem. Od dwóch lat, kiedy moje obawy zostały potwierdzone dokumentacją medyczną wystawioną  przez lekarzy, rehabilitujemy Adasia. Wkładam w to całe moje serce, choć nie jest to bajka. Nieraz zazdroszczę pani terapeutce z przedszkola, że z taką łatwością przekracza próg i wchodzi do jego świata. Że z taką łatwością potrafi do niego dotrzeć. Uwielbiają razem pracować. Widzę, że wtedy jest bardzo szczęśliwy. Ja zaś z Adasiem mam swoją wspólną oazę. Miejsce, w którym uśmiech mojego synka, dodaje mi sił, gdzie widzę, że czuje się dobrze… to basen. Tam jest spokojny, wyciszony i bardzo zrelaksowany. Nie gryzie, nie krzyczy, nie płacze… Bawi się razem ze mną i starszym braciszkiem. To właśnie to miejsce, gdzie czujemy się bezpiecznie. Gdzie autyzm nas opuszcza, bo delikatnie go zatapiamy. Nagle jest pod wodą i absolutnie nikt go nie dostrzega. Świat Adasia jest jak świat podwodnego wodniczka. Jak ryba w wodzie, czuje się na basenie. Zaś na lądzie, wśród rówieśników, zaczyna się dusić... Nie łatwo jest mu odnaleźć beztroską radość dzieciństwa. Adaś potrzebuje dużo odwagi i determinacji bliskich mu osób, aby poradzić sobie w nowych okolicznościach, aby uporządkować sprawy w tych dwóch różnych światach i aby w przyszłości  był to jeden nasz wspólny krąg.


 

Wierzę, że wspólnymi siłami razem z całym zespołem rehabilitantów i specjalistów uda nam się naprawić i poukładać tak bardzo skomplikowany świat Adasia. Terapia i rehabilitacja są bardzo kosztowne. Przerasta moje możliwości finansowe. Dlatego zwracam się do Was o pomoc. Wspólnymi siłami jesteśmy wstanie sprawić, aby życie Adasia było bliższe tej dobrej bajce...

1 098,00 zł ( 10.98% )
Donated by 46 people

Follow important campaigns